Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Pod Równikiem
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Podczas wędrówki, po niedługim czasie, spotkaliśmy miejscowych, którzy z przerażeniem opowiadali nam o wielkiej grupie słoni przemierzającej okolicę. Ich ilość była tak duża, że jeśli nie zmienimy trasy, mogliby nas wkrótce dogonić. Choć na początku nie byliśmy świadomi zagrożenia, postanowiłem przekonać jednego z miejscowych, by został naszym przewodnikiem. Czuliśmy, że nasze bezpieczeństwo zawdzięczaliśmy właśnie jemu. Nazywał się Muelle. Wkrótce las zaczął wibrować od nadchodzącej hordy słoni, a ich obecność można było rozpoznać po straszliwym ryku trudnym do opisania. Byliśmy przerażeni i zamarliśmy, wstrzymując oddech. Muelle zaoferował, że wyśledzi, w którą stronę zmierzają słonie. Miał nas ostrzec przed niebezpieczeństwem przy pomocy przerywanego gwizdu. Zwinny jak wąż, przemieszczał się przez gęste zarośla, a my czekaliśmy w napięciu na jego sygnał. Każda chwila ciągnęła się w nieskończoność.W końcu usłyszeliśmy umówiony sygnał ostrzegawczy. Przygotowaliśmy się na atak, a Muelle wrócił do nas, wyglądając zza krzaków. Jego oczy były dzikie, a nozdrza drgały nerwowo. Spojrzałśmy na nas niepewnie i wskazał trzy różne kierunki, szepcząc: „ndżoku, ndżoku, ndżoku, gita Sango gita!” (słonie, słonie, słonie, wiele ich panie, wiele!). Wtedy zrozumieliśmy, że sytuacja jest naprawdę poważna.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Podczas wędrówki, po niedługim czasie, spotkaliśmy miejscowych, którzy z przerażeniem opowiadali nam o wielkiej grupie słoni przemierzającej okolicę. Ich ilość była tak duża, że jeśli nie zmienimy trasy, mogliby nas wkrótce dogonić. Choć na początku nie byliśmy świadomi zagrożenia, postanowiłem przekonać jednego z miejscowych, by został naszym przewodnikiem. Czuliśmy, że nasze bezpieczeństwo zawdzięczaliśmy właśnie jemu. Nazywał się Muelle. Wkrótce las zaczął wibrować od nadchodzącej hordy słoni, a ich obecność można było rozpoznać po straszliwym ryku trudnym do opisania. Byliśmy przerażeni i zamarliśmy, wstrzymując oddech. Muelle zaoferował, że wyśledzi, w którą stronę zmierzają słonie. Miał nas ostrzec przed niebezpieczeństwem przy pomocy przerywanego gwizdu. Zwinny jak wąż, przemieszczał się przez gęste zarośla, a my czekaliśmy w napięciu na jego sygnał. Każda chwila ciągnęła się w nieskończoność.W końcu usłyszeliśmy umówiony sygnał ostrzegawczy. Przygotowaliśmy się na atak, a Muelle wrócił do nas, wyglądając zza krzaków. Jego oczy były dzikie, a nozdrza drgały nerwowo. Spojrzałśmy na nas niepewnie i wskazał trzy różne kierunki, szepcząc: „ndżoku, ndżoku, ndżoku, gita Sango gita!” (słonie, słonie, słonie, wiele ich panie, wiele!). Wtedy zrozumieliśmy, że sytuacja jest naprawdę poważna.
