Książka - Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie

Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

W czasach istnienia Związku Radzieckiego popularność zyskały słowa Józefa Stalina: „Ludiej u nas mnogo”. Opisywały one nie tylko prawdę o populacji największego wówczas kraju na świecie, ale przede wszystkim oddawały stosunek kremlowskich elit do poszanowania zdrowia i życia własnych obywateli. Cztery dekady po zakończeniu II Wojny Światowej, miała miejsce największa katastrofa technologiczna w historii ludzkości. 26 kwietnia 1986 roku doszło do wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu. W następstwie awarii mężczyźni z republik bałtyckich otrzymali wezwanie do wojenkomatu jak określano za zależną kurtyną sowieckie komendy uzupełnień. Wstrząsającą relację osób bezpośrednio zaangażowani do likwidowania szkód związanych z  katastrofą rektora nr 4, przedstawił  Paweł Sekuła w reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie”.  Mężczyźni wezwani do wojenkomatu często nie mieli czasu pożegnać się ze swoimi bliskimi. Nie ujawniono przed nimi ani dokąd jadą, ani jaki będzie ich zakres obowiązków. Wśród powołanych do likwidowania szkód byli zarówno żołnierze rezerwy, zwykli robotnicy, jak również lekarze czy inżynierowie. Jak wyjaśnił jeden z rozmówców Pawła Sekuły w książce „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie”:  „Wezwanie do wojenkomatu wręczyli mi na drodze z pracy do domu. Gdzie wysyłają i po co, nie wyjaśnili”  W latach 1986 - 1989 wezwano do likwidowania szkód blisko 20 tysięcy osób z obszarów dzisiejszej Litwy, Łotwy oraz Estonii. Obywatele ZSRR delegowani do usuwania szkód katastrofy w Czarnobylu, nie byli informowanie, z jakim zagrożeniem dla ich życia i zdrowia wiąże się obecność w Strefie Zero. Brali udział m.in. w budowaniu Sławutycza, miejscowości, która miała zastąpić na mapie ZSRR skażone promieniowaniem miasto Prypeć. Likwidatorzy stawiali również tamy na licznych rzekach znajdujących się na terenie północno-wschodniego Polesia. Zadaniem mężczyzn powołanych do wojenkomatów było również powstrzymanie przenikania radioaktywnych odpadów do rzek, zabijanie skażonych promieniowaniem zwierząt, czy prace inżynieryjne wokół elektrowni w Czarnobylu. Likwidatorzy, bezimienni bohaterowie Związku Radzieckiego, jako pierwsi prowadzili pomiary natężenia promieniotwórczego na skażonych terenach. Jako pierwsi również umierali.   

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

W czasach istnienia Związku Radzieckiego popularność zyskały słowa Józefa Stalina: „Ludiej u nas mnogo”. Opisywały one nie tylko prawdę o populacji największego wówczas kraju na świecie, ale przede wszystkim oddawały stosunek kremlowskich elit do poszanowania zdrowia i życia własnych obywateli. Cztery dekady po zakończeniu II Wojny Światowej, miała miejsce największa katastrofa technologiczna w historii ludzkości. 26 kwietnia 1986 roku doszło do wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu. W następstwie awarii mężczyźni z republik bałtyckich otrzymali wezwanie do wojenkomatu jak określano za zależną kurtyną sowieckie komendy uzupełnień. Wstrząsającą relację osób bezpośrednio zaangażowani do likwidowania szkód związanych z  katastrofą rektora nr 4, przedstawił  Paweł Sekuła w reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie”.  Mężczyźni wezwani do wojenkomatu często nie mieli czasu pożegnać się ze swoimi bliskimi. Nie ujawniono przed nimi ani dokąd jadą, ani jaki będzie ich zakres obowiązków. Wśród powołanych do likwidowania szkód byli zarówno żołnierze rezerwy, zwykli robotnicy, jak również lekarze czy inżynierowie. Jak wyjaśnił jeden z rozmówców Pawła Sekuły w książce „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie”:  „Wezwanie do wojenkomatu wręczyli mi na drodze z pracy do domu. Gdzie wysyłają i po co, nie wyjaśnili”  W latach 1986 - 1989 wezwano do likwidowania szkód blisko 20 tysięcy osób z obszarów dzisiejszej Litwy, Łotwy oraz Estonii. Obywatele ZSRR delegowani do usuwania szkód katastrofy w Czarnobylu, nie byli informowanie, z jakim zagrożeniem dla ich życia i zdrowia wiąże się obecność w Strefie Zero. Brali udział m.in. w budowaniu Sławutycza, miejscowości, która miała zastąpić na mapie ZSRR skażone promieniowaniem miasto Prypeć. Likwidatorzy stawiali również tamy na licznych rzekach znajdujących się na terenie północno-wschodniego Polesia. Zadaniem mężczyzn powołanych do wojenkomatów było również powstrzymanie przenikania radioaktywnych odpadów do rzek, zabijanie skażonych promieniowaniem zwierząt, czy prace inżynieryjne wokół elektrowni w Czarnobylu. Likwidatorzy, bezimienni bohaterowie Związku Radzieckiego, jako pierwsi prowadzili pomiary natężenia promieniotwórczego na skażonych terenach. Jako pierwsi również umierali.   

Szczegóły

Opinie

Książki autora

Podobne

Dla Ciebie

Książki z kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Cena: 88.70 zł
Okładka: Miękka
Ilość stron: 190
Rok wydania: 2019
Rozmiar: 145 × 210 mm
ID: 9788301204969
Autorzy:

Dane producenta:

Wydawnictwo Naukowe PWN , UL. GOTTLIEBA DAIMLERA 2, 02-460 Warszawa, Polska ,[email protected] ,tel. 226954800

Inne książki: Paweł Sekuła

Podobne produkty

Może Ci się spodobać

Inne książki z tej samej kategorii

Opinie użytkowników
5.0
2 oceny i 2 recenzje
Reviews Reward Icon

Napisz opinię o książce i wygraj nagrodę!

W każdym miesiącu wybieramy najlepsze opinie i nagradzamy recenzentów.

Dowiedz się więcej

Wartość nagród w tym miesiącu

880 zł

Dodana przez Mateusz w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

Historia przedstawiona jest Pawła Sekułę w reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” to wstrząsający zapis wysyłania ludzi na śmierć bez żadnej odpowiedzialności ze strony władz komunistycznych. Brzmi znajomo? Podobne praktyki nie były niczym nowym  w Związku Radzieckim, niemniej inaczej wygląda sytuacja, gdy mówimy o czasach wojny, a inaczej gdy w grę wchodziły czasy pokoju. W reportażu polskiego historyka jedno miesza się z drugim, co nie wynika z chaosu przyjętej metodologi pracy, ale osobliwej praktyki, uprawianej przez kremlowskie elity po wydarzeniach w Czarnobylu. Już sam fakt, że elektrownia miała charakter odpowiadający cywilnym potrzebom w zakresie energii elektrycznej, może dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jednocześnie pozyskiwano z niej pluton dla celów wojskowych. Wymagało to bezwzględnego trzymania się zasad bezpieczeństwa przez kompetentnych i doświadczonych członków załogi czarnobylskiej elektrowni jądrowej. Rzecz w tym, że jak wynika z książki Pawła Sekuły, zasady bezpieczeństwa były regularnie łamane, a kompetencje i doświadczenie pracowników nie stanowiło takiej wartości, jak wierność ideałom komunistycznym i gotowość wypełniania norm w zakresie wykonywanej pracy. Mierni, bierni, ale wierni? Przede wszystkim niebezpieczni dla świata.  

Najważniejszą osobą skazana w procesie ustalania winnych przyczyn katastrofy w Czarnobylu był Anatolij Stiepanowicz Diatłow. Mężczyzna pełnił funkcję zastępcy naczelnego inżyniera w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. W czasie pokazowego procesu organizowanego przez sowieckie władze Diatłow został skazany na karę pozbawienia wolności, choć nigdy nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jak utrzymywał, wykonywał polecenia i realizował zasady bezpieczeństwa określone przez doktrynę cywilnego programu atomowego ZSRR. Diatłow zmarł 13 grudnia 1995 roku. Krótko przed śmiercią udzielił wywiadu, gdzie opisał dokładnie wydarzenia z 26 kwietnia 1986 roku. W jego ocenie, zarówno on sam, jak i jego współpracownicy z narażeniem życia podejmowali działania zmierzające do uniknięcia katastrofy w czarnobylskiej elektrowni. Jako przyczynę awarii reaktora nr 4, wskazywał jego wadliwą konstrukcję.  

Postać Diatłowa i jego postępowanie feralnego dnia, gdy doszło do katastrofy w Czarnobylu, stanowi symbol wydarzeń, jakie miały miejsce w kwietniu 1986 roku. Na drugim biegunie znajduje się według różnych szacunków, od 500 do 800 tysięcy likwidatorów, jak określano w ZSRR obywateli komunistycznego bloku zaangażowanych w usuwanie fatalnych skutków pożaru uszkodzonego  katastrofie bloku nr 4. Służby ratunkowe walczyły z żywiołem przez 10 dni. Wysłani do Czarnobyla i okolic ludzie, nie mieli pojęcia, z czym się mierzą. Część z nich oddelegowano bezpośrednio do usuwania szkód z dachu elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie radiacja promieniotwórczych odpadów przekraczała setki razy bezpieczna dla człowieka dawkę promieniowania. Wśród nich było około 20-30 tysięcy obywateli bałtyckich republik sowieckich, głównie Litwy, Łotwy oraz Estonii. Paweł Sekuła w reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” przedstawia kulisy pracy żołnierzy, robotników, lekarzy czy myśliwych, skierowanych do likwidacji szkód na obszarze skażonym promieniowaniem. Najbardziej szokujące są dalsze koleje losów tytułowych „likwidatorów”. Okazuje się, że po rozpadzie ZSRR zostali oni pozostawieni sami sobie. Tymczasem według białoruskich lekarzy, wśród osób zaangażowanych w przeszłości w likwidowanie szkód w rejonie czarnobylskiej elektrowni, odsetek ludzi narażonych na nowotwory złośliwe czterokrotnie przeważał zachorowalność wśród ich rówieśników niewysłanych w przeszłości do usuwania skutków największej, technologicznej katastrofy w dziejach świata. Większość z „likwidatorów” zmarła nie przekraczając 40-50 lat, powodem często były zmiany wynikające z choroby popromiennej, głównie raka tarczycy.  

Po lekturze reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” naszła mnie refleksja, że wiele uczyniono, aby zamieść sprawę awarii w czarnobylskiej elektrowni pod dywan. Działania te podejmowano już rankiem 25 kwietnia 1986 roku, a przez kolejne lata i dekady wiernie realizowano założenia, aby społeczność międzynarodowa uznała, że to czynnik ludzki odpowiadał za awarię 4 reaktora w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Konsekwencją takiej postawy było również bagatelizowanie działalności likwidatorów, ludzi ryzykujących własne życie, aby posprzątać fatalne konsekwencje decyzji podejmowanych na Kremlu na długo, przed feralną nocą z 25 na 26 kwietnia 1986 roku.  

Dodana przez Karolina w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

Obejrzałam serial „Czarnobyl” na HBO i byłam pod wielkim wrażeniem przedstawionej historii. Przez lata wokół katastrofy w czarnobylskiej elektrowni pojawiło się wiele mitów i nieporozumień. Część z nich wynikała wprost z postawy władz Związku Radzieckiego, które długo zwlekały z oświadczeniem, co naprawdę wydarzyło się 26 kwietnia 1986 roku. Dwie dekady później, stojący wówczas na czele Związku Radzieckiego Michaił Gorbaczow przyznał, że władze na Kremlu w pierwszych dniach nie miały pojęcia, z czym przyjdzie im się zmierzyć. To sprawa indywidualna, czy dacie wiarę rewelacjom byłego przywódcy ZSRR, czy też uznacie, że spowiedź po latach niewiele była warta. Przez lata świadomie łamano zasady w zakresie bezpieczeństwa, rozwijając jednocześnie wojskowy i cywilny projekt atomowy. Jest rzeczą oczywistą, że w elektrowni w Czarnobylu pozyskiwano pluton dla celów wojskowych. Jednocześnie elektrownia funkcjonowała jako element cywilnej infrastruktury. Władze ZSRR wielokrotnie udowodniły, że kwestie cywilne pozostają rzeczą wtórną dla realizacji wojskowych interesów komunistycznego państwa. Wybuch w elektrowni w Czarnobylu i jego katastrofalne skutki w kolejnych latach skupiają jak w soczewce, fałsz i manipulacje, jakie sowieci regularnie kierowali do sowieckiego społeczeństwa.  

O przyczynach katastrofy, jej przebiegu i skutkach dla Europy Wschodniej wiadomo całkiem sporo. Wielu autorów reportaży szczegółowo, minuta po minucie odtworzyło sekwencje wydarzeń, jakie rozpoczęła się o godzinie 1.23 w czarnobylskiej elektrowni jadowej. Polski historyk i znawca Ukrainy, Paweł Sekuła w książce „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” skupia się przede wszystkim na tytułowych likwidatorów. Kim byli? Dziś często nie znamy ich imion i nazwisk. Co więcej, rodziny tych ludzi często nie mają pojęcia, gdzie spoczęły ich ciała. Lekarze, inżynierowie, ale również zwykli robotnicy z terenów państw bałtyckich dostali wezwania do wojskowych komend uzupełnień. Wielu z nich przez pierwsze dni było okłamywanych przez lokalne władze w zakresie natury zagrożenia, z jakim się mierzyli. Pracowali bez ochronnych kombinezonów, a czas ekspozycji na promieniowanie przekraczał jakiekolwiek normy w tym zakresie. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie przytoczone w reportażu polskiego autora opisy oczyszczania dachu uszkodzonego reaktora. Oficjalnie zalecenia m.in. ze strony komisji rządowej, powołanej przez KC KPZR, jasno określały „bezpieczny” czas spędzony w warunkach likwidacji szkód. Wynosił on kilkadziesiąt sekund, nie więcej niż minutę. W praktyce robotnicy zaangażowani do usuwania skutków katastrofy wielokrotnie przekraczali czas spędzony w najbardziej zagrożonych promieniowaniem rejonach czarnobylskiej elektrowni i jej okolic. Zadziwia fakt, że nawet blisko cztery dekady po tamtych wydarzeniach, nie uznano tamtych ludzi za bohaterów ZSRR. Ktoś powie, że rehabilitowanie zmarłych likwidatorów nie ma większego znaczenia. Takie myślenie wydaje się szczególnie bliskie rosyjskim władzom, które niechętnie podejmują ten temat i odwołują się do ustaleń sądów w przedmiocie ustalenia winy za wybuch reaktora w czarnobylskiej elektrowni. Tymczasem z reportażu „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” wylania się obraz rzeszy ludzi skierowanych na obszar Czarnobyla, gdzie cena za ich życie był dyplom oraz... kwota 100 rubli. Na tyle wyceniano życie mieszkańców republik bałtyckich w Związku Radzieckim. Wielu z nich, biorąc udział w akcji ratunkowej, oddało życie i spoczęło w ołowianych trumnach. Szczątki tytułowych „likwidatorów” po dziś stanowią zagrożenie dla potencjalnej ekshumacji zwłok. Tym samym, jak zauważa Paweł Sekuła, o prawdziwe skali śmierci w wyniku choroby popromiennej prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Tym cenniejsza wydaje się w moich oczach relacja przedstawiona przez polskiego historyka. Opowiedział historię tych, którzy milczą od dawna, a ich imion i nazwisk dziś nikt nie pamięta. Mimo że oddali życie za cenę likwidacji szkód, które bez wątpienia były wynikiem zaniechań i błędów kremlowskich elit.  

Jeśli szukacie mocnej literatury faktu w zakresie szczegółów związanych nie tyle z sama katastrofa, ile likwidowaniem jej szkód, to reportaż „Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie” będzie strzałem w dziesiątkę! 

Napisz opinię i wygraj nagrodę!
Twoja ocena to:
wybierz ocenę 0
Treść musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość dodawania opinii.

Czy chcesz zostawić tylko ocenę?

Dodanie samej oceny o książce nie jest brane pod uwagę podczas losowania nagród. By mieć szansę na otrzymanie nagrody musisz napisać opinię o książce.

Już oceniłeś/zrecenzowałeś te książkę w przeszłości.

Możliwe jest dodanie tylko jednej recenzji do każdej z książek.

Sposoby dostawy

Płatne z góry

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

ORLEN Paczka

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty DHL BOX 24/7 i punkty POP

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

DPD Pickup Automaty i Punkty Odbioru

11.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty Orlen Paczka, sklepy Żabka i inne

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

GLS U Ciebie - Kurier

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DPD

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier InPost

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Pocztex Kurier

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DHL

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Punkt odbioru (Dębica)

2.99 zł

Darmowa od 190 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info