Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Dziennik pisany później
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Podróżując przez Banja Lukę, zanurzam się w rozmyślaniach o tym miejscu. W mrocznych cieniach ruin, w pobliżu cmentarzy i pól minowych, zastanawiam się nad tym, jak ta kraina leży spokojnie pomiędzy Wschodem a Zachodem. Zdaję się być leniwa i pełna senności, otoczona przez nieśmiertelne brzozy i wszechobecny piasek. W mojej wyobraźni pojawia się postać, która w zadumie dłubie w nosie, formuje kulki i marzy o swym przeznaczeniu – o małżeństwie, o mrocznej przeszłości, a może o klasztornym życiu.Te myśli towarzyszą mi w Banja Luce podczas deszczowych dni, gdy poszukuję drogi powrotnej do Chorwacji czy na Węgry. Myślę o niej zarówno w Jajcu, jak i w Travniku, wyobrażając sobie, jak czasami przewraca się na bok w tych nieprzemijających brzozach i piaskach, wspierając się na łokciu, by patrzeć na widnokrąg. Tam, na horyzoncie, rodzą się pokusy wielkich miast, lśniące wieżowce i sztandary międzynarodowych korporacji. Światło odbija się tam od chmur, tworząc obce napisy, przepowiadające przyszłe wyzwolenie, które niczym niepowstrzymana fala zniszczy stare, by chronić nowe.To patrzenie, to leniwe odpoczywanie – za te chwile ją kocham. Obiecuję sobie, że kiedy tylko wrócę z tych bezkresnych Bałkanów, opiszę ją skrupulatnie. Kilometr po kilometrze, hektar po hektarze, gmina po gminie, przywołując wszystkie znane mi nazwy jak zaklęcia, niczym modlitwy czy litanie. Dla mnie jest jak arka przymierza, jak złoty dom, jak wieża z kości sloniny gdzieś w okolicach Małkini czy Bełżca.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Podróżując przez Banja Lukę, zanurzam się w rozmyślaniach o tym miejscu. W mrocznych cieniach ruin, w pobliżu cmentarzy i pól minowych, zastanawiam się nad tym, jak ta kraina leży spokojnie pomiędzy Wschodem a Zachodem. Zdaję się być leniwa i pełna senności, otoczona przez nieśmiertelne brzozy i wszechobecny piasek. W mojej wyobraźni pojawia się postać, która w zadumie dłubie w nosie, formuje kulki i marzy o swym przeznaczeniu – o małżeństwie, o mrocznej przeszłości, a może o klasztornym życiu.Te myśli towarzyszą mi w Banja Luce podczas deszczowych dni, gdy poszukuję drogi powrotnej do Chorwacji czy na Węgry. Myślę o niej zarówno w Jajcu, jak i w Travniku, wyobrażając sobie, jak czasami przewraca się na bok w tych nieprzemijających brzozach i piaskach, wspierając się na łokciu, by patrzeć na widnokrąg. Tam, na horyzoncie, rodzą się pokusy wielkich miast, lśniące wieżowce i sztandary międzynarodowych korporacji. Światło odbija się tam od chmur, tworząc obce napisy, przepowiadające przyszłe wyzwolenie, które niczym niepowstrzymana fala zniszczy stare, by chronić nowe.To patrzenie, to leniwe odpoczywanie – za te chwile ją kocham. Obiecuję sobie, że kiedy tylko wrócę z tych bezkresnych Bałkanów, opiszę ją skrupulatnie. Kilometr po kilometrze, hektar po hektarze, gmina po gminie, przywołując wszystkie znane mi nazwy jak zaklęcia, niczym modlitwy czy litanie. Dla mnie jest jak arka przymierza, jak złoty dom, jak wieża z kości sloniny gdzieś w okolicach Małkini czy Bełżca.
