Spod strzech pod strzechy. O „Gołoborzu” Macieja Siembiedy

5 min
Autor: Klaudia Wójcik Opublikowano 2026-06-17 13:35:26
Okładka książki „Gołoborze” Macieja Siembiedy

Kiedy w październiku ubiegłego roku natknęłam się na opis nowej książki Macieja Siembiedy, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że trzon tej historii jest mi już skądś znany. Dwie darzące się nienawiścią rodziny i zemsta kontynuowana przez kolejne pokolenia… Brzmi jak Szekspir? A to nasze rodzime true crime.

Spis treści:

O czym jest „Gołoborze” Macieja Siembiedy?

W województwie świętokrzyskim, u podnóża Łysej Góry, w fikcyjnej miejscowości Grabin i jej okolicach, mieszkają dwie rodziny, toczące ze sobą nieustanną wojnę: Kończaki i Cebrzyni. Zmieniają się ludzie i scenografia polityczno-gospodarcza, ale nienawiść i rywalizacja między nimi pozostaje niezmienna: w czasie powstania styczniowego, walki o niepodległość, obu wojen światowych, leśnej partyzantki, migracji na Ziemie Odzyskane, Rzeczpospolitej Ludowej i podczas nastania kapitalizmu.

 

Z początku zdawać nam się może, że powód tej waśni jest łatwy do wskazania: w czasie powstańczego zrywu Kończaki łączą siły z patriotycznie zorientowanym pobliskim dworem, Cebrzyni zaś korzyści upatrują we współpracy z zaborcą. Nim jednak dotrzemy do końca książki, te role już się zmienią i kto inny będzie elektryfikował wieś ręka w rękę z komunistycznymi władzami.

 

 

Po obu stronach leje się krew (rzadziej łzy), bo tradycja głosi, że wszystkie sprawy między sobą trzeba załatwiać „honorowo” – na noże – bez angażowania publicznych służb. Aż dziw bierze przy tym, jak chętnie równocześnie wymierza się tu sprawiedliwość cudzymi rękami, czy to z pomocą zaszantażowanych lokalnych zabijaków, czy odkopanych w porę nieboszczyków. A lista krzywd wyrządzonych po obu stronach stale rośnie: tego pojmano i okrutnie okaleczono w wyniku denuncjacji, temu podstępnie zamordowano ojca lub stryja, tamtemu pohańbiono córkę. To wciąga kolejne pokolenia w nieprzerwany łańcuch przemocy. 

 

Dlatego też w tej książce łatwo jest bohaterów polubić, ale trudno im kibicować. Co jakiś czas mamy wrażenie, że zaraz nastąpi przełom – że młody Zygmunt, zakochany w Jadźce Stefan czy obrotny Andrzej pojmą, że świat nie kończy się na Grabinie i sąsiedzkiej wojence, a rodzina pozwoli im pójść własną drogą. Cóż, albo autor znajduje niemałą przyjemność w takim zwodzeniu czytelnika, albo zna świat na tyle, by wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają.

„Gołoborze”, czyli jak przeżyć 150 lat w 9 godzin

Mnogość wątków poruszonych w tej historii sprawia, że trudno wrzucić ją do jednej literackiej szufladki. Mamy tu sagę rodzinną, prezentującą swoisty mit założycielski rodu Kończaków i jego jakby odbity w krzywym zwierciadle obraz Cebrzynów. Większa część książki to z grubsza powieść historyczna, sięgająca czasów powstania styczniowego, ale jej ostatnie rozdziały rozgrywają się już w znacznie bliższym nam wczesnym polskim kapitalizmie.

 

Historia ślepego Tomasza urasta do rangi rodzinnej legendy, a zbratana z pogańskimi siłami uzdrowicielka (lub, jak sądzi wielu, zwyczajna wiedźma) Pężyrka wprowadza klimat słowiańskiej baśniowości. Mamy młodzieńczą miłość świętokrzyskiego Romea i Julii, ale i solidny wątek kryminalny rodziny Kurzajów, oparty zresztą na losach prawdziwych Zakrzewskich z Rzepina, łącznie z więzienną prowokacją, która doprowadziła jednego z oskarżonych do wyznania prawdy o popełnionych morderstwach i zaprowadziła go wraz z ojcem na stryczek.

 

Od pierwszych chwil wyczuwałam inspirację zbrodnią połaniecką, kiedy w noc wigilijną 1976 roku zginęli 18-latka w ciąży, jej mąż i 12-letni brat. Zabójstwo upozorowano na wypadek (mimo 30 naocznych świadków!), a prawdę o tragedii przykryła zmowa milczenia. Sprawcy motywowani byli chęcią zemsty na członkach znienawidzonej rodziny za dawne krzywdy (wg niektórych źródeł tak błahe, jak oskarżenie o kradzież wędliny w czasie wesela czy spór o zastawę stołową). Tylko czekałam, aż u Macieja Siembiedy pojawi się motyw podpisywania zobowiązania do zachowania milczenia własną krwią przez świadków zdarzenia. Nie zawiodłam się.

 

„Gołoborze” to powieść, jakiej mi brakowało, napisana z rozmachem, wpisująca się w trend pokazywania życia chłopów bez upiększania ich codzienności. Choć czasem autor ucieka się do dość banalnych skrótów (jak na przykład zrodzony z kazirodztwa Karaś, oszpecony przez wrodzoną chorobę skóry, wyposażony automatycznie w naturę podłą i plugawą), to nie można odmówić mu ogromnej dbałości o szczegóły, gdy przy tylu bohaterach możemy ich wszystkich odróżnić i spamiętać – a mowa tu o perspektywie niemal 150 lat!

 

Szczerze życzę tej powieści, żeby w przyszłości wymieniano ją obok „Lalki”, zachowującej dla przyszłych pokoleń obraz Polaków żyjących w pewnej epoce, choć mamy tu i dosadny język, i prawdziwe morze przemocy. Skoro Sienkiewiczowi się jednak udało, może i „Gołoborze” z czasem stanie się dla nas czymś więcej?

 

Książka Macieja Siembiedy idzie jak burza i zgarnia kolejne wyrazy uznania; ma już na swoim koncie O!LŚNIENIE od Onetu i Nagrodę Wielkiego Kalibru. Czy zdobędzie też Nagrodę Literacką Nike, do której właśnie została nominowana? Dowiemy się już na początku października.

Komentarze

Brak komentarzy...

Dodaj nowy komentarz
Tekst musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość komentowania. Przejdź do strony logowania.

Wypłaciliśmy już 39 127 754 zł za sprzedane książki w Skupszop.pl

Kamera

Kod należy wpisać bez pauz oraz spacji

Polecamy sprawdzić

APLIKACJA MOBILNA

Kupuj i sprzedawaj
w jednym miejscu

Drop List
Books List

Polecamy sprawdzić