Spod strzech pod strzechy. O „Gołoborzu” Macieja Siembiedy
Kiedy w październiku ubiegłego roku natknęłam się na opis nowej książki Macieja Siembiedy, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że trzon tej historii jest mi już skądś znany. Dwie darzące się nienawiścią rodziny i zemsta kontynuowana przez kolejne pokolenia… Brzmi jak Szekspir? A to nasze rodzime true crime.
O czym jest „Gołoborze” Macieja Siembiedy?
W województwie świętokrzyskim, u podnóża Łysej Góry, w fikcyjnej miejscowości Grabin i jej okolicach, mieszkają dwie rodziny, toczące ze sobą nieustanną wojnę: Kończaki i Cebrzyni. Zmieniają się ludzie i scenografia polityczno-gospodarcza, ale nienawiść i rywalizacja między nimi pozostaje niezmienna: w czasie powstania styczniowego, walki o niepodległość, obu wojen światowych, leśnej partyzantki, migracji na Ziemie Odzyskane, Rzeczpospolitej Ludowej i podczas nastania kapitalizmu.
Z początku zdawać nam się może, że powód tej waśni jest łatwy do wskazania: w czasie powstańczego zrywu Kończaki łączą siły z patriotycznie zorientowanym pobliskim dworem, Cebrzyni zaś korzyści upatrują we współpracy z zaborcą. Nim jednak dotrzemy do końca książki, te role już się zmienią i kto inny będzie elektryfikował wieś ręka w rękę z komunistycznymi władzami.
Po obu stronach leje się krew (rzadziej łzy), bo tradycja głosi, że wszystkie sprawy między sobą trzeba załatwiać „honorowo” – na noże – bez angażowania publicznych służb. Aż dziw bierze przy tym, jak chętnie równocześnie wymierza się tu sprawiedliwość cudzymi rękami, czy to z pomocą zaszantażowanych lokalnych zabijaków, czy odkopanych w porę nieboszczyków. A lista krzywd wyrządzonych po obu stronach stale rośnie: tego pojmano i okrutnie okaleczono w wyniku denuncjacji, temu podstępnie zamordowano ojca lub stryja, tamtemu pohańbiono córkę. To wciąga kolejne pokolenia w nieprzerwany łańcuch przemocy.
Dlatego też w tej książce łatwo jest bohaterów polubić, ale trudno im kibicować. Co jakiś czas mamy wrażenie, że zaraz nastąpi przełom – że młody Zygmunt, zakochany w Jadźce Stefan czy obrotny Andrzej pojmą, że świat nie kończy się na Grabinie i sąsiedzkiej wojence, a rodzina pozwoli im pójść własną drogą. Cóż, albo autor znajduje niemałą przyjemność w takim zwodzeniu czytelnika, albo zna świat na tyle, by wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają.
„Gołoborze”, czyli jak przeżyć 150 lat w 9 godzin
Mnogość wątków poruszonych w tej historii sprawia, że trudno wrzucić ją do jednej literackiej szufladki. Mamy tu sagę rodzinną, prezentującą swoisty mit założycielski rodu Kończaków i jego jakby odbity w krzywym zwierciadle obraz Cebrzynów. Większa część książki to z grubsza powieść historyczna, sięgająca czasów powstania styczniowego, ale jej ostatnie rozdziały rozgrywają się już w znacznie bliższym nam wczesnym polskim kapitalizmie.
Historia ślepego Tomasza urasta do rangi rodzinnej legendy, a zbratana z pogańskimi siłami uzdrowicielka (lub, jak sądzi wielu, zwyczajna wiedźma) Pężyrka wprowadza klimat słowiańskiej baśniowości. Mamy młodzieńczą miłość świętokrzyskiego Romea i Julii, ale i solidny wątek kryminalny rodziny Kurzajów, oparty zresztą na losach prawdziwych Zakrzewskich z Rzepina, łącznie z więzienną prowokacją, która doprowadziła jednego z oskarżonych do wyznania prawdy o popełnionych morderstwach i zaprowadziła go wraz z ojcem na stryczek.
Od pierwszych chwil wyczuwałam inspirację zbrodnią połaniecką, kiedy w noc wigilijną 1976 roku zginęli 18-latka w ciąży, jej mąż i 12-letni brat. Zabójstwo upozorowano na wypadek (mimo 30 naocznych świadków!), a prawdę o tragedii przykryła zmowa milczenia. Sprawcy motywowani byli chęcią zemsty na członkach znienawidzonej rodziny za dawne krzywdy (wg niektórych źródeł tak błahe, jak oskarżenie o kradzież wędliny w czasie wesela czy spór o zastawę stołową). Tylko czekałam, aż u Macieja Siembiedy pojawi się motyw podpisywania zobowiązania do zachowania milczenia własną krwią przez świadków zdarzenia. Nie zawiodłam się.
„Gołoborze” to powieść, jakiej mi brakowało, napisana z rozmachem, wpisująca się w trend pokazywania życia chłopów bez upiększania ich codzienności. Choć czasem autor ucieka się do dość banalnych skrótów (jak na przykład zrodzony z kazirodztwa Karaś, oszpecony przez wrodzoną chorobę skóry, wyposażony automatycznie w naturę podłą i plugawą), to nie można odmówić mu ogromnej dbałości o szczegóły, gdy przy tylu bohaterach możemy ich wszystkich odróżnić i spamiętać – a mowa tu o perspektywie niemal 150 lat!
Szczerze życzę tej powieści, żeby w przyszłości wymieniano ją obok „Lalki”, zachowującej dla przyszłych pokoleń obraz Polaków żyjących w pewnej epoce, choć mamy tu i dosadny język, i prawdziwe morze przemocy. Skoro Sienkiewiczowi się jednak udało, może i „Gołoborze” z czasem stanie się dla nas czymś więcej?
Książka Macieja Siembiedy idzie jak burza i zgarnia kolejne wyrazy uznania; ma już na swoim koncie O!LŚNIENIE od Onetu i Nagrodę Wielkiego Kalibru. Czy zdobędzie też Nagrodę Literacką Nike, do której właśnie została nominowana? Dowiemy się już na początku października.
Wypłaciliśmy już 39 127 754 zł za sprzedane książki w Skupszop.pl
Kod należy wpisać bez pauz oraz spacji
Polecamy sprawdzić
10.83 zł
dobry
-
35.85 zł
nowa
-
12.74 zł
jak nowa
-
10.83 zł
dobry
APLIKACJA MOBILNA
Kupuj i sprzedawaj
w jednym miejscu
Powiązane wpisy
Polecamy sprawdzić

Komentarze
Brak komentarzy...
Dodaj komentarz
Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość komentowania. Przejdź do strony logowania.