Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Poza możliwe
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Końce mojego wzroku zatrzymały się na szczycie, który nagle zniknął w chmurach, a grzmot wdzięcznie rozejrzał się po dolinie, rezonując niczym potężne echo. To, co przede mną się ukazało, wymagało pełnego szacunku podejścia – niemożliwe było ignorowanie wielkości tej góry. Wiedziałem, że osądzanie trudności, jakie góra mogła napotkać na mojej drodze, byłoby daremne, bo i ona nie zamierzała wzbudzić we mnie uczuć zwątpienia. Zamiast tego nadeszła fala inspiracji – deszcz pomysłów, wiatry planów। Jeśli mógłbym przejąć moc tej góry, uzyskać odporność na ból, stres i strach – nic nie stałoby mi na przeszkodzie. Wtedy zadałem sobie pytanie: Czy jestem gotów? Czy zdołam to osiągnąć? Pomysł na zdobycie w rekordowo krótkim czasie czternastu najwyższych szczytów świata przyćmił wszystkie inne. Moim celem było pokonanie majestatycznych nepalskich wysokości: Annapurny, Dhaulagiri, Kanczendzongi, Mount Everestu, Lhotse, Makalu i Manaslu, a potem skierowanie się ku Nanga Parbat, Gaszerbrumom I i II, K2, Broad Peakowi w Pakistanie. Na koniec czekały na mnie tajemnicze ośmiotysięczniki Tybetu: Czo Oju i Sziszapangma.Dlaczego właśnie to wyzwanie? Przecież te miejsca to jedne z najbardziej niegościnnych punktów na mapie świata. To, co dla wielu mogło wydawać się czystym szaleństwem, a próba ukończenia tego w sześć miesięcy – misją niemożliwą, dla mnie była jedynie próbą pokazania światu, że gdy serce i umysł idą w parze, rzeczy pozornie nieosiągalne stają się codziennością.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Końce mojego wzroku zatrzymały się na szczycie, który nagle zniknął w chmurach, a grzmot wdzięcznie rozejrzał się po dolinie, rezonując niczym potężne echo. To, co przede mną się ukazało, wymagało pełnego szacunku podejścia – niemożliwe było ignorowanie wielkości tej góry. Wiedziałem, że osądzanie trudności, jakie góra mogła napotkać na mojej drodze, byłoby daremne, bo i ona nie zamierzała wzbudzić we mnie uczuć zwątpienia. Zamiast tego nadeszła fala inspiracji – deszcz pomysłów, wiatry planów। Jeśli mógłbym przejąć moc tej góry, uzyskać odporność na ból, stres i strach – nic nie stałoby mi na przeszkodzie. Wtedy zadałem sobie pytanie: Czy jestem gotów? Czy zdołam to osiągnąć? Pomysł na zdobycie w rekordowo krótkim czasie czternastu najwyższych szczytów świata przyćmił wszystkie inne. Moim celem było pokonanie majestatycznych nepalskich wysokości: Annapurny, Dhaulagiri, Kanczendzongi, Mount Everestu, Lhotse, Makalu i Manaslu, a potem skierowanie się ku Nanga Parbat, Gaszerbrumom I i II, K2, Broad Peakowi w Pakistanie. Na koniec czekały na mnie tajemnicze ośmiotysięczniki Tybetu: Czo Oju i Sziszapangma.Dlaczego właśnie to wyzwanie? Przecież te miejsca to jedne z najbardziej niegościnnych punktów na mapie świata. To, co dla wielu mogło wydawać się czystym szaleństwem, a próba ukończenia tego w sześć miesięcy – misją niemożliwą, dla mnie była jedynie próbą pokazania światu, że gdy serce i umysł idą w parze, rzeczy pozornie nieosiągalne stają się codziennością.
