Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Impresje emigrantki
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Anglicy często używają wyrażenia „once in a lifetime opportunity”, które oznacza jedyną szansę w życiu. Postanowiłam więc wykorzystywać wszystkie możliwości, jakie się pojawiają. „Impresje emigrantki” to zbiór spostrzeżeń i pamiętników polskiej emigrantki, pełen anegdot, ciekawostek i humorystycznych sytuacji.W Anglii nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie na chore dzieci. Na początku, nieświadoma, próbowałam się dowiedzieć, czy jest taka możliwość. Okazuje się, że nikt nie słyszał o takiej „dziwnej” potrzebie matki. Normą jest, że dzieci przychodzą do przedszkola i szkoły nawet wtedy, gdy są chore. W przedszkolu była lodówka, a na półkach widniały antybiotyki podpisane imionami dzieci, co wskazuje na fakt, że maluchy wspólnie przechodzą przez choroby w salach przedszkolnych.Pozostaje zatem pytanie, czy trudności z uzyskaniem zwolnienia lekarskiego na opiekę nad chorym dzieckiem to kwestia angielskich lekarzy czy rodziców? A może w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego rodzaju udogodnień, podczas gdy angielskie podejście jest bardziej adekwatne? Może po prostu w Anglii jest tak wiele niepracujących matek, że pomysł takiego zwolnienia nigdy nie został rozważony? Czy jest to w ogóle potrzebne?
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Anglicy często używają wyrażenia „once in a lifetime opportunity”, które oznacza jedyną szansę w życiu. Postanowiłam więc wykorzystywać wszystkie możliwości, jakie się pojawiają. „Impresje emigrantki” to zbiór spostrzeżeń i pamiętników polskiej emigrantki, pełen anegdot, ciekawostek i humorystycznych sytuacji.W Anglii nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie na chore dzieci. Na początku, nieświadoma, próbowałam się dowiedzieć, czy jest taka możliwość. Okazuje się, że nikt nie słyszał o takiej „dziwnej” potrzebie matki. Normą jest, że dzieci przychodzą do przedszkola i szkoły nawet wtedy, gdy są chore. W przedszkolu była lodówka, a na półkach widniały antybiotyki podpisane imionami dzieci, co wskazuje na fakt, że maluchy wspólnie przechodzą przez choroby w salach przedszkolnych.Pozostaje zatem pytanie, czy trudności z uzyskaniem zwolnienia lekarskiego na opiekę nad chorym dzieckiem to kwestia angielskich lekarzy czy rodziców? A może w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego rodzaju udogodnień, podczas gdy angielskie podejście jest bardziej adekwatne? Może po prostu w Anglii jest tak wiele niepracujących matek, że pomysł takiego zwolnienia nigdy nie został rozważony? Czy jest to w ogóle potrzebne?
