Czerwony Pająk. Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Tom 4

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Czerwony Pająk. Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Tom 4

Czerwony Pająk. Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Tom 4

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Katarzyna Bonda przedstawia czwartą i ostatnią część bestsellerowej serii książek o przygodach profilerki, Saszy Załuskiej!
Córka Saszy Załuskiej została uprowadzona przez nieznanych sprawców i mimo wzmożonych wysiłków policji nie udało się jej odnaleźć. Próba przekazania okupu spełzła na niczym, porywacze przestali się kontaktować z matką dziewczynki. Tymczasem również Sasza także znika bez śladu.
W starej torpedowni w Gdyni nurek - amator znajduje zwłoki kobiety, która do złudzenia przypomina Załuską. Kobieta ma dokumenty na to nazwisko i jest ubrana w kurtkę zaginionej. Śledczy są przekonani, że to Sasza. Zanim badanie DNA potwierdzi tożsamość kobiety, komendant Robert Duchnowski rozpoznaje ciało...
Kolejne portrety psychologiczne zbrodniarzy krok po kroku prowadzą ją do odkrycia mrocznej tajemnicy z przeszłości... Zapraszamy do odkrycia sekretów skrywających się w wypełnionym zwrotów akcji kryminale "Czerwony pająk"!

Cena rynkowa: 49.90 zł

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

Katarzyna Bonda przedstawia czwartą i ostatnią część bestsellerowej serii książek o przygodach profilerki, Saszy Załuskiej!
Córka Saszy Załuskiej została uprowadzona przez nieznanych sprawców i mimo wzmożonych wysiłków policji nie udało się jej odnaleźć. Próba przekazania okupu spełzła na niczym, porywacze przestali się kontaktować z matką dziewczynki. Tymczasem również Sasza także znika bez śladu.
W starej torpedowni w Gdyni nurek - amator znajduje zwłoki kobiety, która do złudzenia przypomina Załuską. Kobieta ma dokumenty na to nazwisko i jest ubrana w kurtkę zaginionej. Śledczy są przekonani, że to Sasza. Zanim badanie DNA potwierdzi tożsamość kobiety, komendant Robert Duchnowski rozpoznaje ciało...
Kolejne portrety psychologiczne zbrodniarzy krok po kroku prowadzą ją do odkrycia mrocznej tajemnicy z przeszłości... Zapraszamy do odkrycia sekretów skrywających się w wypełnionym zwrotów akcji kryminale "Czerwony pająk"!

Szczegóły

Opinie

Inne książki tego autora

Książki z tej samej kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Okładka: Miękka

Ilość stron: 816

Rok wydania: 2018

Rozmiar: 130 x 205 mm

ID: 9788328709607

Autorzy: Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza

Inne książki: Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda, Bogdan Lach
Broszurowa , 72h wysyłka
Nowa Wyprzedaż
Katarzyna Bonda, Adam Bauman
Etui karto... , 72h wysyłka
Nowa Wyprzedaż
Katarzyna Bonda
Pudełko , 72h wysyłka
Nowa Wyprzedaż
Katarzyna Bonda, Bogdan Lach
Broszurowa , W magazynie
Nowa Używana Wyprzedaż
Miękka ze... , W magazynie
Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 7.39 zł 39.90 zł

Katarzyna Bonda
Broszurowa , 72h wysyłka
Nowa Wyprzedaż
Katarzyna Bonda
Broszurowa , 72h wysyłka
Nowa
Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 32.08 zł 39.90 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 26.84 zł 38.00 zł

Broszurowa , W magazynie
Nowa Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 3.14 zł 44.90 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 23.00 zł 34.90 zł

Miękka , W magazynie
Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 26.90 zł 34.00 zł

Miękka ze... , W magazynie
Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 32.38 zł 49.90 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 20.27 zł 34.90 zł

Opinie użytkowników
5.0
2 recenzje
Dodana przez Milena w dniu 25-11-2022

Środowy poranek nie okazał się szczególnie słonecznym. Z trudem zwlokłam się z łózka i pobiegłam na tramwaj, aby spędzić kolejny fascynujący dzień na uczelni. Tym razem poruszenie wywołał wczorajszy mecz pomiędzy Polską i Meksykiem, zakończony wynikiem bezbramkowym. Uznałam, że napisanie recenzji i wspomnienie o tym zostawi po mnie tu jakiś ślad, zwłaszcza że już za trzy dni spotkanie z Arabią Saudyjską i kompletnie nie wiadomo czego się spodziewać po naszym przeciwniku. Wybaczcie te dygresje, ale odbyłam dziś tyle rozmów związanych z wczorajszym spotkaniem, że powoli czuje się ekspertem w zakresie piłki kopanej! ? Na szczęście mogłam liczyć na wyrozumiałość prowadzącego wykład, który widząc ogólny brak koncentracji u studentów, pozwolił sobie na mniej zobowiązujące zajęcia i tak od słowa do słowa zawędrowaliśmy do opinii w przedmiocie twórczości Katarzyny Bondy. Jeśli do tego dodam, że studiuje politologie, to już pewnie w ogóle nie będziecie łapać, jak to się stało, że piłka nożna, politologia i polskie kryminały stały się przedmiotem debaty na środowych zajęciach? Zagadka jest tylko pozornie skomplikowana, jeśli jednak przyjrzycie się bliżej „Czerwonemu Pająkowi”, to szybko zrozumienie, w czym rzecz! ?  

„Czerwony Pająk” to ostatnia, czwarta część sagi o policyjnej profilerce z Gdańska, Saszy Załuskiej. Imię i nazwisko stanowią w istocie pseudonim, o kobiecie mimo trzech poprzednich tomów wciąż wiadomo... mniej niż więcej. „Czerwony pająk” miał w tym zakresie wiele zmienić, wydawnictwo MUZA promowało ostatnią książkę  serii o Saszy Załuskiej hasłem, że wszystko ma swój koniec. Jaki finał przygotowała dla nas Katarzyna Bonda? Na pewno mocno zaskakujący! Jako że „Czerwony Pająk” to zwieńczenie poprzednich części, pozwolę sobie szerzej opowiedzieć o moich wrażeniach związanych z Saszą Załuską i jej karierą policyjnej profilerki. Moja przygoda z „Pochłaniaczem” rozpoczęła się rok temu, czyli stosunków niedawno. Biorąc pod uwagę datę premiery tej książki: 2014 rok, minęło 8 lat od tamtej chwili i przez ten czas świat mocno się zmienił. W 2014 roku Federacja Rosyjska pod przykrywką „zielonych ludzików” zaatakowała Donbas i Ługańsk, dziś już nikt nie ma wątpliwości, że tamte działania stanowiły preludium do większej kampanii wojennej, która w 2022 roku przyniosła nawet śmiertelne żniwo w polskich ofiarach cywilnych. Czytamy książki, aby uciec od rzeczywistości, która nas otacza, pozwolę sobie zatem wrócić do „Pochłaniacza”. Seria z Saszą Załuską nie była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Katarzyny Bondy. „Pochłaniacz” miał być nową szansą na sprawdzoną zabawę, jaką autorka zaproponowała czytelnikom w książkach z Hubertem Meyerem. Przyznaje, oszalałam na punkcie policyjnego profilera. Postać Meyera różniła się od wszystkiego, co do tej pory mieliśmy okazje spotkać w literaturze rodzimego kryminału, wyprzedzała o lata świetlne Chyłkę i Zordona, znanych z wielotomowej epopei Remigiusza Mroza. Zamiast licznych intryg na salach sądowych  i perypetii obyczajowych swoich bohaterów, Katarzyna Bonda zaproponowała śledzenie pracy policyjnych profilerów. Praca taka zawsze odbywa się w cieniu, a jej bohaterowie rzadko bywają ludźmi z natury ekstrawertycznymi. Kreślenie profilu sprawcy na podstawie sposobu jego działania wymaga ogromnej intuicji, wiedzy oraz doświadczenia. Skąd to wszystko wiem? Cóż, nie wiedziałam, że chciałam zostać policyjną profilerką, dopóki nie przeczytałam „Sprawy Niny Frank”. A jako że lubię wiedzieć, z kim spędzam czas, sięgnęłam po kilka wywiadów z Katarzyną Bonda i okazało się, że Meyer miał swój pierwowzór! Katarzyna Bonda przed ponad dekadą wpadła na trop Bogdana Lacha i wkrótce nawiązała z nim kontakt. Pan Lach to guru polskiej kryminologii, ciekawostką jest fakt, że przez większość jego kariery nikt nie miał w naszym kraju nawet pojęcia o pracy takich osób w policji. Sam Lach zresztą z dużym dystansem podszedł do spotkania z Katarzyną Bondą. Autorka wspomina, że była na początku niejako „testowana”, przez policyjnego psychologa, a na jej korzyść zadziałało przejrzenie w -przeszłości setek tomów akt spraw kryminalnych. Zastanawiałam się kiedyś nad napisaniem własnego kryminału, przyglądając się, w jaki sposób pracuje Bonda w ciągu ostatnich lat, nie mam wątpliwości, że to karkołomne i niezwykle czasochłonne zadanie, a bez odpowiedniego researchu nie sposób utrzymać w czytelniku ciekawość. Autorce „Czerwonego Pająka” udaje się to bezbłędnie i to we wszystkich czterech książkach należących do cyklu o Saszy Załuskiej.  

„Pochłaniacz” miał dość niewdzięczną rolę: pierwsze książki serii Katarzyny Bondy mają na celu wprowadzenie czytelnika w zupełnie nową rzeczywistość, opisaną przez autorkę w swoich powieściach. Na pierwszym planie w „Pochłaniaczu” nie była główna bohaterka, lecz intryga kryminalna i byłam szalenie ciekawa, czy w przyszłości autorka utrzyma ów tendencje. Odpowiedzi poszukałam w kolejnym tomie pod tytułem „Okularnik”. Do książki podeszłam z ogromną ciekawością, wciąż czułam większą nutę sympatii do Huberta Meyera, znałam go jednak na przestrzeni już siedmiu powieści, tymczasem Saszę Załuską dopiero poznawałam. „Okularnik” zaskoczył mnie już od pierwszych stron, autorka znowu przedstawiła nam swoje rodzinne strony. Dlaczego znowu? Na podobny zabieg Katarzyna Bonda zdecydowała się w „Sprawie Niny Frank”. Kto z was czytał wspomnianą książkę, ten wie doskonale, gdzie lezy Hajnówka. Kto nie wie, ten zaraz się dowie, że to mała miejscowość położona w województwie podlaskim, gdzie autorka wychowywała się od czwartego roku życia. Hajnówka położona jest blisko granicy polsko-białoruskiej, a w przeszłości miasteczko było areną krwawych, historycznych potyczek. Nie wspominam o tym jedynie w formie ciekawostki, Kataryna Bonda rozprawienie się z polityką historyczną naszego rządu uczyniła jednym z głównych wątków swojej powieści. Czy to zaskakujące? Z pewnością, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nikt wcześniej tak poważnie nie podszedł do tematu, jak polska pisarka. Czy miała w tym swój motyw osobisty? Wiele na wskazuje, ponieważ jak wspominała Bonda, mieszający w okolicy Hajnówki ludzie początkowo w ogóle nie chcieli z nią rozmawiać o historycznych zaszłościach. Trudno się temu dziwić, Warszawa funkcjonuje daleko od naszych kresów wschodnich, obszary te funkcjonujących w naszej zbiorowej świadomości jako uzupełnienie wielomiejskiego krajobrazu Krakowa, Gdańska czy wspomnianej Warszawy. Tymczasem to właśnie tam miały miejsce działania żołnierzy Armii Krajowej po zakończeniu II Wojny Światowej. „Żołnierze wyklęci”, bo tak bywają nazywani w pamięci historycznej III RP, budzą ambiwalentne odczucia wśród samych historyków. Czołowy przedstawiciel młodego pokolenia publicystów historycznych, Piotr Zychowicz wskazuje, że „Żołnierze wyklęci” nigdy nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie na terenach obecnego województwa podlaskiego czy lubelskiego. Powieść „Okularnik” miała w założeniu autorki przywrócić pamięć o tych traumatycznych doświadczeniach, przede wszystkim jednak przedstawiła wciągającą, mroczną intrygę kryminalną. Sam pomysł z weselem i porwaniem panny młodej oceniam na plus, która z nas choć raz nie marzyła o takim hollywoodzkim obrocie spraw w tym najważniejszym dla nas dniu w życiu? ?  

„Lampiony” to w ocenie niektórych moich znajomych słabsza część całego cyklu, nie chce i nie potrafią się jednak zgodzić z takimi opiniami. Przede wszystkim warto docenić, w jaki sposób Katarzyna Bonda przedstawiła nam tło kolejnej zagadki kryminalnej. Łódź to piękne miasto, choć niekiedy kojarzone z wypowiedzią Bogusława Lindy, że to „miasto meneli”. Cóż, aktor znany m.in. z filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego, pewnie wie, co mówi — łódzka filmówka uznawana jest za najlepszą w kraju, a zawód aktora charakteryzuje się pewną wolnością, toteż Linda pewnie niejedno widział w Łodzi i doskonale czuje jej klimat. Katarzyna Bonda w „lampionach” idzie o krok dalej. Kilka razy odwiedziłam Łódź, pamiętam o pomniku „jednorożca” mniej więcej w połowie ulicy Piotrowskiej. Warto jednak podkreślić, że czytając „Lampiony” możemy niejako zwiedzać Łódź będącym prowadzonymi przez Katarzynę Bonde, która miejscami sprawa wrażenie, jak gdyby urodziła się w tym mieście. Opisy ciemnych uliczek i rozmaitych zakamarków powodowały na mojej moim ciele gęsią skórkę. A przecież to dopiero zapowiedź tego, co miała nam przynieść intryga kryminalna! Przerzucenie Saszy Załuskiej z Gdańska do Lodzi zapoczątkowało kaskadowy efekt skomplikowanych decyzji. Łodzią wstrząsa seria podejrzanych wybuchów, a lokalni przedstawiciele władzy wskazują na inspirowanie się sprawcy niedawnymi zamachami terrorystycznymi we Francji. Przypomnę tylko, że „Lampiony” miały swoją premierę w 2016 roku i rzeczywiście, dokonano wtedy zamachu w Nicei, gdzie zginęło 87 osób, a dwa razy więcej zostało ciężko rannych. Trop związany z zamachowcami nie jest ani jednym, ani tym bardziej głównym w oczach Saszy Załuskiej. Policyjna profilerka bierze pod uwagę bardziej prozaiczne motywem podpaleń – lokalny biznesmen ostrzy sobie zęby na spore połacie terenu w środku miasta, gra toczy się o miliony! Finał „Lampionów” moim zdaniem nawiązuje bezpośrednio do epilogu przedstawionego w „Okularniku”, czy „Czerwony Pająk” udanie wieczny całą serię?  

„Czerwony Pająk” to festiwal niespodzianek od samego początku – Bonda rozpoczyna mocnym uderzeniem, a później jest tylko.... lepiej! Ne wspomniałam wcześniej celowo o życiu prywatnym głównej bohaterki i nie jest to przypadek. Autorka dawkuje nam informacje o Saszy Załuskiej, wiadomo jednak było z poprzednich części, że kobieta ma nastoletnią córkę, a w przeszłości uwikłana była w prywatne, mocno skomplikowane relacje z Łukaszem Polakiem. Sasza jest córką Laury, kobiety wykonującej w przeszłości najstarszy zawód świata. Odważny to zabieg ze strony autorki, aby uczynić z prostytucji zawód jednej z bohaterek książki, niemniej Bonda przyzwyczaiła swoich czytelników, że chętnie wyważa kolejne drzwi w tematach szeroko pojętego „tabu”. Relacje pomiędzy Saszą (tak naprawdę Aleksandrą) oraz Laurą są poprawne, jeśli policjanta profilerka potrzebuje pomocy swojej matki przy córce Karolinie, Laura chętnie spędza czas ze swoją wnuczką. Saszę denerwuje jednak niezdrowy dystans matki do wszelkich nowinek technicznych, a symbolem w tym zakresie staje się.... telefon komórkowi i jego permanentny brak przy Laurze, kiedy ta sprawuje opiekę nad Karoliną. Mocno to irytuje naszą główną bohaterkę i w sumie poczytuje sobie ten drobiazg za trafną obserwację naszego życia społecznego przez Bondę — walka pokoleń dzieje się na naszych oczach ?. Podobnie osobliwe relacje łączą Sasze i jej brata, Karola. Dość powiedzieć, że kiedy Sasza chce do niego zadzwonić z życzeniami urodzinowymi, rezygnuje, ponieważ wie... że jest zbyt wcześnie, aby jej brat odebrał. Znam to, sama mam starszego brata! Na koniec słow kilka na temat relacji Saszy z jej córką, Karoliną. W mojej opinii główna bohaterka serii jest dobrą matką — jeszcze w czas asach, gdy studiowała na Uniwersytecie w Huddersfield, opiekowała się swoją córką i nikt jej w tym nie pomagał. Sasza ma jednak wiele tajemnic, a z roku na rok córka chciałaby wiedzieć więcej. Szczególnie interesują młodą dziewczynę informację o jej ojcu. Sasza długi czas uważa, że jej eks nie żyje, ale później otwieramy „Czerwonego Pająka” i znów możemy se przekonać, że w książkach Katarzyny Bondy nic nie jest takie, jak się na pozór wydaje ?  

Akcja powieści „Czerwony Pająk” rozgrywa się krótko po wydarzeniach opisanych w poprzednim tomie, „Lampionach”. Córka Saszy Załuskiej, Karolina, zostaje porwana. Sprawcy nie ujawniają swojej tożsamości, wiadomo jednak, że żądają potężnego okupu. Szczegóły w tym zakresie zostają szybko ustalone, Sasza pragnie za wszelką cenę uratować swoją córkę, jednak kontakt z porywaczami zostaje zerwany. Nie wiadomo z jakiego powodu, Sasza odchodzi od zmysłów i bierze pod uwagę najgorsze, zwłaszcza że policyjne dochodzenie w tej sprawie nie ujawniło żadnych istotnych śladów. Głowna bohaterka nie poddaje się i rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. W jej opinii porwanie Karoliny ma związek z osobą niejakiego „Dziadka”, byłego oficera wywiadu. „Dziadek” w przeszłości był zwierzchnikiem Saszy Załuskiej, jego samobójczą śmierć wydała się od początku mocno podejrzana policyjnej profilerce. Dokumenty, które miały w przeszłości „Dziadek”, mogły skompromitować wiele osób na najwyższych stanowiskach w państwie, łatwo zatem odnieść wrażenie, że kilku ludzi miało doskonały motyw, aby przełożony Saszy Załuskiej zniknął bez śladu. Głowna bohaterka uznaje, że w tych okolicznościach porywacze oczekują od niej zaangażowania w odszukanie tajnej dokumentacji „Dziadka”. Na horyzoncie migoczą kolejne ważne osobistości, zainteresowanie materiałami zgromadzonymi za życia policjanta, wśród nich nie brakuje mafiosów, przedstawicieli biznesu oraz oczywiście polityków z pierwszych stron gazet. Katarzyna Bonda wkracza na dość niebezpieczne tory i ociera się o wielką politykę, co jak pokazała seria Z Chyłką i Zordonem, nie zawsze wychodzi na korzyść autorowi i jego opowieściom. Polska pisarka broni się jednak znakomicie, koncentrując uwagę czytelnika na matczynej próbie odszukania ukochanej córki, co dla Saszy Załuskiej oznacza wyzwania, z jakimi do tej pory nie miała do czynienia. Jeśli ktokolwiek miał do tej pory wątpliwości, jaką matką jest główna bohaterka, „Czerwony pająk” skutecznie otwiera oczy w tym zakresie.  

„Czerwony Pająk” zaskoczył mnie powiązaniem z poprzednimi częściami — niby można było się tego spodziewać, skoro powieść miała stanowić epilog całej serii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”, historia literatury zna jednak wiele mało satysfakcjonujących zakończeń. Autorka śmiało odwołuje się do poprzednich książek i w „Czerwonym Pająku” pojawiają się postacie kojarzone z „Pochłaniacza”, „Okularnika” oraz „Lampionów”. Bonda znakomicie łączy ze sobą kolejne wątki, tak że czytelnik ma szansę odkryć prawdę o tym, kim naprawdę jest  Małgorzata Werner, Sasza Załuska, Calineczka czy Milena Czarnecka. Finał historii rzucił mnie na kolana — dosłownie, bo kiedy zostały mi trzy strony do przeczytania, kot wskoczył na mnie i książka wypadła mi z rąk! Mój futrzak uważa, że to ja mieszkam u niego, a nie on u mnie, ale może to lepiej? Kiedy on śpi, miałam okazję przekonać się, czytając „Czerwonego Pająka” kim jest Wilmor, a to bez cienia patosu odmieniło moje życie. Książki Katarzyny Bondy nie są szczególnie cienkie, a fakt, że autorka tak skutecznie wodziła mnie przez nos przez poprzednie trzy części, poczytuje sobie za jej geniusz, którego mój czarny kot nigdy nie zrozumie.  

Zmierzając nieuchronnie do końca, pragnę raz jeszcze podkreślić, że nie rozumiem krytyki wobec „Czerwonego Pająka”. Rozumiem, że Katarzyna Bonda pisze z roku na rok coraz lepsze powieści i wraz z takim rozwojem rosną również oczekiwania czytelników wobec jej kolejnych książek. Czego  brakuje „Czerwonego Pająkowi”? Niektórzy wskazują nie na braki, ale przesyt... wątkami pobocznymi. Wyobrażam sobie, że w rękach czytelnika niezaznajomionego z gatunkiem kryminału, ostatnia z książek należących do serii „Cztery Żywioły Saszy Załuskiej” może wydać się... skomplikowana. Mimo iż od lat „siedzę” w kryminałach, miałam momenty, gdy czułam się zagubiona w twórczości Katarzyny Bondy. Trudno mi jednak dostrzegać w tym minusów, jeśli alternatywą ma być prowadzenie czytelnika za rękę i podsuwanie mu oczywistych podpowiedzi dla rozwikłania kryminalnych zagadek. Nie ma nic pomiędzy albo szukacie dobrego kryminału, który zrobi wam wodę z mózgu, albo jesteście fanami nierozwiązanej po dziś sprawy wjazdu Hanki Mostowiak w papierowe kartony.  


Na koniec jeszcze drobna uwaga: Katarzyna Bonda nie pisze typowych kryminałów, przy czym „typowy” w naszym kraju często bywa utożsamiany z twórczością Remigiusza Mroza. Katarzyna Bonda zdecydowanie mocniej porusza psychologiczne aspekty opisanych zbrodni, a fakt, że swoimi bohaterami czyni policyjnych profilerów, jest w tym zakresie oczywistą wskazówką. Polska pisarka w mojej ocenie czerpie przyjemność z pisania swoich powieści. Świadczy o tym fakt, że z ogromną dbałością przedstawia nie tylko tło każdej książki, ale przede wszystkim obecne w niej postacie. I nie mówię tutaj jedynie o Saszy Załuskiej czy ludziom z jej otoczenia. Katarzyna Bonda nie pozostawia czytelnika bez odpowiedzi w przedmiocie motywów zwykłych bandziorów, groźnych mafiosów, uznanych polityków czy nawet innych policjantów. Każda z tych osób ma jakaś historii i bagaż doświadczeń, który wpłynął na jej decyzję i niekiedy trzeba sięgnąć wiele lat wstecz, aby zrozumieć zachowania przedstawionych postaci. Trudno o powieści kryminalne, które równie mocno ocierałyby się o naszą rzeczywistość, prawda?  

Dodana przez Ewka w dniu 25-11-2022

Tegoroczna jesień mocno dała mi się we znaki i okropnie się pochorowałam na przełomie października i listopada. Nie czułam ani węchu, ani smaku, co w ocenie moich znajomych oznaczało jedno: znowu dopadł mnie koronawirus. Pierwsze spotkanie z tym okropnym wirusem miałam przed rokiem i rzeczywiście ciężko je zniosłam, tym razem było jednak inaczej. Ogólne osłabienie wpisywało się w klimat jesiennej aury, ale w połączeniu z ciepłym kocem, ulubionym kubkiem z pyszna kawą i zestawem mocnych kryminałów, udało mi się wrócić do żywych i mam przyjemność podzielić się z wami wrażeniami na temat „Czerwonego pająka", ostatniej z części „Czterech Żywiołów Saszy Załuskiej". Prawdę mówiąc, miałam lekkiego stresa sięgając po tę książkę. Długo odkładałam kryminały Katarzyny Bondy, a kiedy zaczęłam czytać „Pochłaniacza”, straciłam zupełnie głowę dla pomysłów polskiej pisarki. Okazało się, że autorka potrafi nie tylko znakomicie utrzymać ciekawość czytelnika w poprzednich częściach, ale również udanie i wiarygodnie śpiąc ze sobą wszystkie wątki w finale, który dosłownie pozostawił mnie z otwartą buźką. To musiało śmiesznie wyglądać, biorąc pod uwagę, że akurat nie miałam wtedy nic pod ręką do jedzenia, czułam się jednak syta kryminalnymi zagadkami, które nawet z kilkudniowego dystansu, wydają mi się świadectwem niezwykłej wyobraźni Katarzyny Bondy. Przy czym im więcej czytam o autorce, tym więcej mam wątpliwości, że opisane przez nią sprawy to jedynie twórcza inwencja. Bonda przez kilka lat pracowała jako dziennikarka i miała okazje przeglądać tysiące akt kryminalnych spraw, do tego pracowała z guru polskiej kryminologi, Bogdanem Lachem. Krótko mówiąc, Katarzyna Bonda miała wszystko, aby wstrząsnąć literatura kryminału w naszym kraju i zrobiła to z rozmachem, o jaki nikt jej nie podejrzewał. Panie i Panowie, to nie Remigiusz Mróz pisze najlepsze powieści z gatunku kryminału w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Królowa jest tylko jedna i na imię jej Katarzyna. A z agentem Jamesem Bondem łączy ją więcej niż tylko nazwisko, ale o tym później! ?  

Powieść „Czerwony pająk” to epilog czteroczęściowej sagi o Saszy Załuskiej, znanej na wybrzeżu profilerce policyjnej. Cztery książki to mało i dużo. Dużo, jeśli spojrzymy na powieści autorki tylko przez pryzmat kryminalnych zagadek. Z powodzeniem można by obdzielić wielotomową serię pomysłami Katarzyny Bondy, opisanymi tylko w „Czterech Żywiołach Saszy Załuskiej”. Mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że polska pisarka rozkręca się z roku na rok i proponuje nam coraz ciekawsza, barwniejszą i przemyślaną zabawę w rozwikłaniu kryminalnych historii. Wiele lat temu, urzędujący premier, Leszek Miller, powiedział słowa, które przeszły do historii rodzimej debaty publicznej: „Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy”. Jak skończyła się historia Saszy Załuskiej, opisana przez Katarzynę Bondę?  

Krótka uwaga, zanim opowiem wam o moich wrażeniach! Przeczytałam wszystkie cztery tomy w mniej niż tydzień. Wspomniana na wstępie choroba spowodowała, że miałam więcej czasu niż zazwyczaj, a dobry kryminał można poznać m.in. po tym, że trudno się od niego oderwać. Towarzystwo Saszy Załuskiej wydało mi się pociągające już w pierwszej części, tj. „Pochłaniaczu”. Na początku pomyślałam, że to ładny tytuł dla kryminalnej intrygi, choć nie miałam pojęcia, co kryje się za tym enigmatycznym tytułem. Później przyjęłam twórczość Katarzyny Bondy z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, czyli zrozumiałam, że próżno mi szukać wskazówek dotyczących opowieści opisanej przez autorkę w samych tytułach. I dobrze, byłabym rozczarowana głęboko, gdyby ponad 400 stronicowe opowieści udało się rozwijać za pomocą jednego tylko słowa. Wy pewnie tez, co? Wracając do „Pochłaniacza” - jest to w mojej ocenie przedziwna książka, mocno oddająca charakter samej autorki. Powiem więcej, Sasza Załuska, główna bohaterka całej serii w wielu fragmentach wydawała mi się powielać pewne zachowania Katarzyny Bondy z jej życia, o których sama opowiadała w licznych wywiadach. Podobieństw jest tu sporo, zaczynając od nastoletniej córki głównej bohaterki, Karoliny. Bonda również ma córkę, którą samotnie wychowuje i jak zawsze podkreśla, jest ona dla niej najważniejsza. O Karolinie Załuskiej długi czas w sumie nic nie wiadomo, oprócz tego, że dziewczyna dorasta i zadaje co raz więcej pytań swojej matce o jej przeszłość, szczególnie związaną z ojcem dziewczyny. Sasza niechętnie podejmuje ten temat, żyje w przekonaniu, że jej były partner nie żyje i czuje się z tą myślą... spokojna. Dlaczego? O tym przyszło mi się dowiedzieć dopiero w „Czerwonym pająku”, był to jeden z tych momentów, gdy czułam się jak dziecko w oczekiwaniu na ulubionego cukierka. Wracając jednak do „Pochłaniacza” - Katarzyna Bonda mówi nam tyle o samej Saszy Załuskiej, ile chce, czyli prawie nic. Nie jest to szczególnie zaskakujący zabieg, jeśli wziąć pod uwagę, że podobne mechanizmy widzieliśmy przy powieściach związanych z osobą Huberta Meyera. Policyjny profiler był prekursorem wykonywanego przez siebie zawodu na rodzimym rynku kryminałów. Do tej pory często spotykaliśmy się z przypakowanymi policjantami, którzy swoimi muskularnymi rękoma powstrzymują całe zło tego świata, co w pewnym stopniu bywa ciekawe, jednak na dłuższą metę mocno nużące. Katarzyna Bonda nie kontynuuje również pomysłów Remigiusza Mroza, które przyniosły autorowi „Chyłki” uznanie, sławę i wielkie pieniądze. Pomysł z umieszczeniem akcji w Warszawie i przedstawienie życia warszawskiej palestry był zupełnie nowym powiewem jakości w polskiej literaturze. W międzyczasie doczekaliśmy się aż 16 części Chyłki, serialu zrealizowanego przez TVN oraz zapowiedzi kolejnych książek Mroza, który trafia w uniwersalne gusta czytelników, proponując im oczywiste „guilty pleasure”. Czy przeczytałam Chylkę? Oczywiście. Czy zrobiłabym to raz jeszcze? Nie, nie mam w sobie tyle cierpliwości. Za to sagę z Hubertem Meyerem, Katarzyny Bondy chętnie bym sobie odświeżyła, podobnie jak za kilka miesięcy uczynię z „Czterema Żywiołami Saszy Załuskiej”. Jakoś tak się składa, że im trudniej nam coś przychodzi, tym mocniej to doceniamy. A rozwikłanie zagadek opisanych przez Katarzynę Bonde to wyzwanie z kategorii tych, które nie dają spać i że się składa, że mój szef tego nie rozumie i uważa, że przychodziłam do pracy niewyspana po baletach, kiedy ja po prostu nie mogłam odłożyć książki na półkę przed jej ukończeniem... ?  

A skoro jesteśmy już w dziedzinie mocnych, kryminalnych intryg - „Okularnik”, druga część „Czterech Żywiołów Saszy Załuskiej” to ważny element układanki, aby zrozumieć przesłanie zawarte w „Czerwonym pająku”. Wydawnictwo MUZA promuje książki Katarzyny Bondy, wskazując, że zachowanie chronologi nie jest warunkiem koniecznym, aby cieszyć się powieściami polskiej pisarki i czerpać z nich satysfakcję. Jest to częściowo prawda, bez znajomości innych cześć dostaniecie do rąk po prostu... dobrą książkę. Tylko tyle i aż tyle. Umiejętnie jednak splatając wszystkie watki, łatwiej docenić pomysł autorki, który daleko wykracza poza strefę kryminałów. Pojawiają się elementy obyczajowe, psychologiczne, a nawet historyczne. „Okularnik” pod tym względem wydaje się zupełnie niepowtarzalny i to z wielu powodów. Katarzyna Bonda stosuje sprawdzony motyw i rzuca nas w „Okularniku” w samo centrum chaosu na pograniczu polsko-białoruskim. Sasza Załuska wyjechała z Gdańska na kilka dni, aby złapać potrzebny dystans i pobyć sama. Kobita spędziła poprzednie 7 lat w Wielkiej Brytanii, gdzie swój czas dzieliła miedzy naukę i opiekę nad dzieckiem. Przyznaje, ucieszyłam się, czytając na pierwszych stronach „Okularnika”, że Sasza będzie miała okazje wziąć udział w tańcach i hulankach. Uwielbiam wesela, zwłaszcza kameralne, które mają swoją historię. Wesele gdzieś na Podlasiu wydawało mi się szalenie interesującym pomysłem, spodziewałam się jednak, że autorka napisze o tym ciut więcej, przecież doskonale zna te klimaty i pewnie na nie jednym takim międzynarodowym weselu była w swoim życiu. Leniwym przypomnę, że Bonda pochodzi z Hajnówki, miejsca akcji „Okularnika”, stąd też powieść zachwyca szczegółowym przedstawieniem opisanego świata, nie dotyczy to jednak samego wesela. Uroczystość szybko dobiega końca, ponieważ.... panna młoda została uprowadzona. Dlaczego? Przez kogo? Pierwsza moja myśl była taka, że zapowiada się jakaś szalona drama, wkrótce jednak powieść zyskała mocny, kryminalny charakter. Wszystko za sprawą ludzkich rąk, nóg, tułowia i innych część ludzkiego ciała, które regularnie zaczęto odnajdywać w lasach nieopodal Hajnówki. Stan tych osobliwych znalezisk wyrazie wskazywał, że nie są to ślady świeżych zbrodni. W międzyczasie Sasza Załuska dowiaduje się, że panna młoda nie była jedyną porwaną kobietą w okolicy. Tropy początkowo prowadza do lokalnego biznesmena, choć to motyw tak zgrany w powieściach kryminalnych, że od razu rozglądałam się za innymi podejrzanymi. Kto by jednak przypuszczał, że w poszukiwaniu sprawców autorka zaprosi nas w podróż w przeszłość? Rodzina Katarzyny Bondy została mocno doświadczona przed kilkoma dekadami, kiedy babka pisarki została brutalnie zamordowana przez „Żołnierzy Wyklętych”. To właśnie do nich prowadzą tropy związane ze szczątkami ludźmi w lasach blisko Hajnówki, choć początkowo trudno wpaść na ten trop – wszystko za sprawą zmowy milczenia, która otacza lokalnych mieszkańców. Ciekawostką może być fakt, że Katarzyna Bonda wspominała w licznych wywiadach, że początkowo nikt nie chciał z nią rozmawiać na temat zbrodni popełnionych przez żołnierzy Armii Krajowej. Trudno się dziwić – mieszkam w Krakowie i jedna z najdłuższych ulic w północnej części miasta nosi nazwę „Armii Krajowej”. Jednocześnie wiele wskazuje na to, że wśród „Żołnierzy Wyklętych” byli zarówno bohaterowie, jak i zbrodniarze, a polityka historyczna w naszym kraju nigdy nie rozliczyła tych drugich, za to pierwszych chętnie wynosiła na piedestał. Wracając jednak do „Okularnika” - tytuł książki nawiązuje do czarnego mercedesa, który często widywany był w okolicy Hajnówki. Nic więcej nie powiem na temat fabuły, ponieważ odebrałabym frajdę z czytania powieści Katarzyny Bondy tym, którzy ostatnie kilka lat spędzili pod ziemią i nie znają najlepszych kryminałów na rodzimym runku literackim ?  

Wydarzenia przedstawione w „Okularniku” mają w mojej ocenie daleko idące konsekwencje dla dwóch kolejnych części, szczególnie „Czerwonego pająka”. Sasza Załuska nie jest szczególnie towarzyska i ekspresyjną osobą, co nie może dziwić w kontekście jej zawodowej ścieżki. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że „Pochłaniacz” powiedział nam o głównej bohaterce niewiele, a „Okularnik" sporo zmienił w tym zakresie. Sasza otwiera się przed czytelnikiem, a motyw porwania panny młodej z wesela powoduje falę retrospekcji w policyjnej profilerce. Częściowo dane nam jest o nich przeczytać, innym razem autorka jedynie opisuje zamyśloną Sasze, bez wątpienia jednak kobieta zyskuje na kartach „Okularnika” i budzi emocje w czytelniku. Jakie? Jako pierwsza do głowy przychodzi mi ciekawość. Ciekawość związana z odpowiedziami na pytanie, kim była, kim jest i kim będzie Sasza Załuska. Kobieta wydaje się zawieszona między przeszłością i przyszłością, powrót do Polski trudno zrozumieć, nikt tu przecież na nią nie czekał. Ktoś powie, że Sasza uczyniła to niejako z wygody – w Gdańsku gdzie mieszka, ma przecież matkę o imieniu Laura, która chętnie podejmuje się opieki nad córką Saszy, ale czy to nie zbyt przyziemne rozwiązanie? „Okularnik” nie wprost, ale między słowami dał do zrozumienia, że Sasza wcześniej czy później zmierzy się ze swoją przeszłością. Ponieważ mamy tylko „Cztery Żywioły Saszy Załuskiej” stało się to raczej wcześniej niż później.  

Kto jednak spodziewa się pędzącej na łeb i szyję akcji w kolejnych dwóch częściach tej serii, znajdzie w „Lampionach”... potężny suspens. Nie w zakresie samej fabuły, ta stopniowo, acz konsekwentnie popycha nas do przodu, ale  w odniesieniu do samej Saszy. Momentami miałam wrażenie, jak gdyby Katarzyna Bonda ukryła w swojej postaci cechy, które na rozmaitych etapach życia prezentuje każdą z nas. Sasza Załuska pojawia się i znika. Autorka bada grunt, sprawdza, na ile może sobie pozwolić, poznajemy ją, ale poniekąd ona też poznaje nas, czytelników. W „Lampionach” Sasza znowu zajmuje wygodne miejsce z tyłu sali, znika gdzieś pod ciężarem znakomicie przedstawionej topografii Lodzi. To właśnie wspomniane miasto wojewódzkie, a nie główna bohaterka jest pierwszoplanową postacią trzeciej książki należącej do serii „Cztery Żywioły Saszy Załuskiej”. Kto był w Łodzi, bez trudu rozpozna topografię miasta przedstawioną przez polską pisarkę — mnie osobiście to nie zaskakuje, Bonda znana jest z doskonałego researchu swoich powieści. Jaka jest Łódź w „Lampionach”? Pierwszym słowem, jakie ciśnie mi się na usta i klawiaturę, to... przytłaczająca. Powieść zaczyna się mocnym uderzeniem – pojawiają się głosy o piromanach, czyścicielach kamienic, przebiegłych prawnikach, ekstremistach islamskich.... Sporo grzybów w tym barszczu. W samym centrum chaosu pojawia się Sasza Załuska, oddelegowana z Gdańska do Lodzi, aby rozwiązać sprawę zagadkowych wybuchów, które terroryzują mieszkańców miasta położonego w centralnej Polsce. Nie jestem zwolenniczką zapożyczeń wprost z naszej rzeczywistości do fikcyjnej narracji, zwykle wychodzi to sztucznie, choć moja opinia nawiązuje przede wszystkim do twórczości Mroza, który wprost uwielbiam opisywać w swoich kolejnych książkach wydarzenia, jakimi żyła cała Polska. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej, ale nadawało powieścią aktualnego charakteru. Katarzyna Bonda nie opisuje swoich kryminalnych zagadek wokół podobnych wydarzeń, jeśli o nich wspomina, to raczek jako pretekst do przedstawienia swojej wizji w przedmiocie kolejnych perypetii Saszy Załuskiej. W życiu policyjnej profilerki sporo się dzieje, jeszcze więcej kart z jej przeszłości pozostaje owianych tajemnica. Tak jak wesele w Hajnówce opisane w „Okularniku”" powiedziało nam kilka rzeczy wprost na temat głównej bohaterki, tak „Lampiony” czynią to w bardziej zawoalowany sposób. A wszystko po to, aby rzucić czytelnika na kolana w „Czerwonym pająku”!  

Ostatnia z książek należąca do serii „Cztery Żywioły Saszy Załuskiej” okazała się zdecydowanie lepsza książka, niż można było się spodziewać. Finał historii wymaga splecenia ze sobą wielu wątków, Katarzyna Bonda puszcza oko do wiernych czytelników i pojawiają się nawiązania do poprzednich części. Szczególnie interesująca autorka opisała relację głównej bohaterki z Łukaszem Polakiem, odkryła tajemnice z ich wspólnej przyszłości i zdradziła motywy porywaczy, które wcale nie były oczywiste przez większość „Czerwonego Pająka”. Zastanawiałam się, kim jest mocodawca porywaczy, jakie relacje go łączyły wcześniej z „Dziadkiem” i jaką rolę w całej historii będzie miała do odegrania postać Laury, matki głównej bohaterki. Mnóstwo pytań kotłowało się w mojej głowie i każdy szanujący się fan literatury kryminału wie, jak wielkie rozczarowanie towarzyszy ostatnim książką w serii, które pozostawiają nas z pytaniami bez odpowiedzi. Katarzyna Bonda unika niesatysfakcjonującego galimatiasu  w epilogu „Czerwonego pająka”, przedstawia rozwiązania najbardziej palących kwestii, niektóre pozostawia z otwartym zakończeniem, jak chociażby wątek Karola, brata głównej bohaterki. „Czerwonego pająka” przeczytałam wczoraj i z reguły potrzebuje dwóch, trzech dni, aby wszystko sobie ułożyć w głowie, bohaterowie Katarzyny Bondy żyją w mojej głowie nawet długo po tym, jak zamykam jej książki. Pierwsze strony powieści zapowiadały trzęsienie ziemi, jednak porwanie Karoliny było mniej lub bardziej spodziewanym wątkiem — ze wszystkich osób bliskich głównej bohaterce, to dla swojej córki Sasza była zrobić absolutnie wszystko. A finał „Czerwonego pająka” pokazuje, że nawet więcej niż wszystko.  

„Cztery żywioły Saszy Załuskiej” to doskonała propozycja dla tych, którzy szukają kryminału, który szybko się czyta, a jednocześnie przedstawiona intryga kryminalna stanowi wyzwanie dla czytelnika. Katarzyna Bonda znakomicie łączy styl i jakość swoich powieści, a świadectwem jej pracy w tym zakresie jest reserach związany z kolejnymi lokalizacjami. Gdańsk, Hajnówka czy Łódź prezentują się we wszystkich czterech książkach tej serii jak ożywione, między słowami pojawia się gwar ulicy, dźwięk muzyki, śmiech i płacz bohaterów czy też złowrogie grzmoty, stanowiące zapowiedz kolejnego morderstwa. Polska pisarka udowodniła, że w zakresie posługiwania się słowem pisanym nie ma w naszym kraju konkurencji, przynajmniej jeśli chodzi o literaturę kryminalną. Od jakiegoś czasu żyje myślą, że Bonda sprzedała prawa do ekranizacji swoich książek i w niedalekiej przyszłości powinniśmy ujrzeć tego owoce. Póki ich nie ma, dobrym wyborem będzie sięgnąć po książkę „Polskie morderczynie”, co sama nie omieszkam uczynić już w kolejnym weekendzie! ?  

Sposoby dostawy

Płatne z góry

InPost Paczkomaty 24/7

InPost Paczkomaty 24/7

13.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

ORLEN Paczka

ORLEN Paczka

11.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier GLS

Kurier GLS

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier DPD

Kurier DPD

13.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Pocztex Kurier

Pocztex Kurier

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Odbiór osobisty (Dębica)

Odbiór osobisty (Dębica)

3.00 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info