Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Rozmowy mnicha z (pra) siostrzeńcem
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Wprowadzenie do książki zazwyczaj powierza się osobie znanej i poważanej, która swoim autorytetem wzbogaca treść dzieła. Jednak w przypadku wywiadu z ojcem Leonem Knabitem, wyjątkową postacią samą w sobie, nie ma potrzeby dodawania dodatkowego prestiżu przez udział jeszcze bardziej znanej osoby. Dlatego, mimo że na co dzień zajmuję się czymś zupełnie innym niż pisaniem wprowadzeń do książek, mogę z czystym sumieniem podjąć się tego zadania.Od momentu, gdy zacząłem świadomie postrzegać świat, zdałem sobie sprawę, że w moim otoczeniu jest niezwykła postać nosząca czarny habit z kapturem, określana jako mnich lub benedyktyn z Tyńca. Już wtedy wiedziałem, że jest to człowiek o wielu imionach. Moja Babcia, którą darzyłem wielkim szacunkiem i pewnego dnia chciałem nawet poślubić, nazywała go pieszczotliwie „Stefanku”, mimo że był najwyższą osobą w rodzinie. Kochała go jak syna, podobnie jak mnie, co dla mnie jako dziecka nie było łatwe do zaakceptowania. Natomiast osoby spoza rodziny częściej zwracały się do niego jako „ojciec Leon”. Wkrótce zrozumiałem, że to brat mojej mamy, czyli mój wujek. Niemniej długo zajęło mi pojęcie, dlaczego nosi on imię Leon, skoro w rodzinie funkcjonował jako Stefanek, a ja mam swojego Tatusia Zbysia.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Wprowadzenie do książki zazwyczaj powierza się osobie znanej i poważanej, która swoim autorytetem wzbogaca treść dzieła. Jednak w przypadku wywiadu z ojcem Leonem Knabitem, wyjątkową postacią samą w sobie, nie ma potrzeby dodawania dodatkowego prestiżu przez udział jeszcze bardziej znanej osoby. Dlatego, mimo że na co dzień zajmuję się czymś zupełnie innym niż pisaniem wprowadzeń do książek, mogę z czystym sumieniem podjąć się tego zadania.Od momentu, gdy zacząłem świadomie postrzegać świat, zdałem sobie sprawę, że w moim otoczeniu jest niezwykła postać nosząca czarny habit z kapturem, określana jako mnich lub benedyktyn z Tyńca. Już wtedy wiedziałem, że jest to człowiek o wielu imionach. Moja Babcia, którą darzyłem wielkim szacunkiem i pewnego dnia chciałem nawet poślubić, nazywała go pieszczotliwie „Stefanku”, mimo że był najwyższą osobą w rodzinie. Kochała go jak syna, podobnie jak mnie, co dla mnie jako dziecka nie było łatwe do zaakceptowania. Natomiast osoby spoza rodziny częściej zwracały się do niego jako „ojciec Leon”. Wkrótce zrozumiałem, że to brat mojej mamy, czyli mój wujek. Niemniej długo zajęło mi pojęcie, dlaczego nosi on imię Leon, skoro w rodzinie funkcjonował jako Stefanek, a ja mam swojego Tatusia Zbysia.
