Wczoraj przypadkowo trafiłem na rozmowę Krzysztofa Wojczala z dr. Marcinem Piątkowskim na podcaście prowadzonym przez tego pierwszego. Krzysztofa Wojczala cenię za błyskotliwe, trafne analizy w przedmiocie trwającej na Ukrainie wojny oraz wrodzoną skromność. Bez wątpienia jest to jeden z niewielu geopolityków, których diagnozy wobec Rosji zmaterializowały się w minionym roku. Krzysztof Wojczal jeszcze jesienią 2021 roku sugerował, że tym razem władze na Kremlu pójdą na całość i nie poprzestaną na ograniczonej operacji wojskowej, jak miało to miejsce w 2014 roku. Przedmiotem wczorajszej rozmowy miedzy Wojczalem i dr. Piątkowskim nie była jednak geopolityka, a wizja nowej Polski. Nowej, czyli jakiej? Mówiąc krótko: bogatej! Panowie odnosili się m.in. do założeń książki „Europejski lider wzrostu. Polska droga od ekonomicznych peryferii do gospodarki sukcesu”, opublikowanej w 2018 roku przez dr. Piątkowskiego. Czytałem wspomnianą publikację jakiś czas temu, a do napisania recenzji zainspirowały mnie słowa samego autora z wczorajszej debaty: „książka pozostaje u progu 2023 roku jeszcze bardziej aktualna, niż w chwili swojej premiery”.
Próżno szukać Polski w rankingach najbardziej szczęśliwych narodów. Zwykle czołowe miejsca zajmują kraje skandynawskie: Dania, Szwecja czy Norwegia. Podobne padania skupiają się na tym, co tu i teraz, rzadko uwzględniają zadowolenie ankietowanych z poprawy swojego życia w dłuższym horyzoncie czasowym. Jak przekonuje dr Marcin Piątkowski: Polska absolutnie nie ma się czego wstydzić w ciągu ostatnich trzech dekad. Mało tego! Zdaniem autora książki „Europejski lider wzrostu”, nasz kraj po raz pierwszy w swojej tysiąc letniej historii stał się liderem wzrostu w Europie. Stoją za tym twarde dane: sumowany wzrost PKB po roku 1990 stawia Polskę obok Chińskiej Republiki Ludowej, jako najszybciej rozwijający się kraj na świecie! Cytując klasyka, „skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?” Marcin Piątkowski jest zdania, że źle już było i teraz będzie tylko lepiej. Co ciekawe, polski ekonomista największą siłę rodzimej gospodarki dostrzega w czynniku ludzkim. Polacy w jego ocenie to pracowity i sprytny naród, który potrafi dostosować się do zmieniających warunków makroekonomii. Nie zmienia to jednak faktu, że rezerwy są potężne i dotyczą zarówno społeczeństwa, jak i systemowych, strukturalnych uwarunkować. W zakresie tych pierwszych mowa w książce „Europejski lider wzrostu” m.in. o kryzysie demograficznym. W ostatnich latach rok po roku rynek pracy w Polsce opuszcza 150 tys. Osób. Pracodawcy zdaniem Marcina Piątkowskiego mają świadomość, że owa luka demograficzna wymaga dbania o zatrudnioną kadrę pracowniczą, co przekłada się przede wszystkim na wzrost realnych wynagrodzeń. Jednocześnie pracownicy z pokolenia „baby boomers” urodzonych w latach 1949-1963 systematycznie opuszczają rynek pracy na rzecz pokolenia „milenialsów” i pokolenia „Z”. Zmiany te mają charakter rozwoju dla polskiej gospodarki, pozostają one jednak pod wpływem mało współczesnych rozwiązań systemowych. Mowa przede wszystkim o polskim zadłużeniu. Konstytucja z 1997 r. postawiła wymóg wobec kolejnych rządzących, aby utrzymywali zadłużenie kraju w bardzo konkretnych ryzach. Zadłużenie Polski nie może przekraczać 60% PKB, co jest wynikiem mocno zaniżonym wobec innych gospodarek europejskich i światowych. Dla porównania dług publiczny w we Włoszech sięga 150%. Problemem nie jest jednak samo zadłużenie, ale sposób wykorzystywania pozyskanych na światowych rynkach środków. Marcin Piątkowski w przekonujący sposób wyjaśnia, że zadłużenie Polski powinno zostać w kolejnych latach zwiększone. Wydatki powinny zostać przeznaczone na inwestycje publiczne. Przede wszystkim w zakresie zielonej energii, edukacji oraz infrastruktury. Autor książki „Europejski lider wzrostu” przywołuje przykład Gdyni, która za czasów II RP była oknem na świat dla polskiej gospodarki. W XXI wieku nową „Gdynią” powinniśmy uczynić przeobrażenia w zakresie energetyki. Autor książki „Europejski lider wzrostu” podaje nawet konkretne wyliczenia: 70% energii powinno pochodzić z Odnawialnych Źródeł Energii, z kolei 30% powinny gwarantować elektrownie jądrowe. Przypominam dla porządku, że Marcin Piątkowski swoją publikację wydał jeszcze w 2018 roku, tymczasem przez niemal cały 2022 rok nad Polską wisiała groźba braku węgla dla zaspokojenia potrzeb prywatnych gospodarstw domowych. Widać wyraźnie, że rządzący nie wzięli sobie do serca zaleceń autora książki „Europejski lider wzrostu”. Nie odczuwamy tego, ponieważ zima w tym roku jest wręcz szokująco ciepła: w Nowym Rok w Polsce odnotowano temperatury wiosenne, o śniegu nie było mowy. Co będzie jednak za rok? Dla wielu komentatorów obszar energetyki stanowi kwestie bezpieczeństwa i słusznie. Zaleta książki „Europejski lider wzrostu” jest fakt, że autor patrzy w przyszłości i widzi potrzebę zmian w tym zakresie jako element sprzyjający utrzymaniu imponującego wzrostu rodzimej gospodarki w kolejnych latach.
Nie jestem zwolennikiem programu 500+. Być może wynika to z faktu, że nie mam dzieci i nie zostałem objęty dobroczynną działalnością naszych rządzących. Wydaje się, że nawet politycy wyzbyli się złudzeń, że program 500+ podniesie dzietność w naszym kraju, a takie były przecież założenia. Bliżej mi do poglądów wolnorynkowych, gdzie rola państwa pozostaje ograniczona do minimum, a ludzie, aby zdobyć pieniądze, muszą się po nie schylić i napracować. Marcin Piątkowski w przekonujący sposób wyjaśnia sens sztandarowego programu obecnej partii rządzącej. Zdaniem autora książki „Europejski lider wzrostu”, politycy w ostatnich latach mieli wybór: obniżenie podatku CIT, albo zaoferować program 500+ w wydaniu prawdziwie socjalnym, będącym istotnym wsparciem dla najmniej zarabiających. Nigdy nie łączyłem obu tych kwestii, ale też nie zyskałem tytuł doktora nauk ekonomicznych. Marcin Piątkowski przedstawia pogląd, że poprzednie dwie dekady były dynamicznym wzrostem gospodarczym i jego efekty musiały wcześniej czy później został redystrybuowane przez rządzących. Zdecydowano się zaproponować pieniądze wszystkim, którzy mieli dwoje i więcej dzieci. Do tej pory myślałem, że taki zabieg obliczony był przede wszystkim na możliwość kupienia sobie głosów. Okazuje się, że za programem 500+ stały uzasadnione ekonomiczne przesłanki. Autor książki „Europejski lider wzrostu” przedstawia pogląd, że jeśli spojrzymy na najbogatsze społeczeństwa na świecie, to właściwa dla nich pozostaje cecha „inkluzywności”. Marcin Piątkowski rozumie przez to pewną zdolność jednostki w USA, Kanadzie, Niemczech czy Polsce do realizowania swoich ambicji życiowych, również na niwie zawodowej. Tymczasem predyspozycje genetyczne, brak szczęścia albo inne okoliczności życiowe, powodują pogłębiające się rozwarstwienie społeczne. W efekcie powstaje system oligarchiczny, gdzie wąska grupa ludzi posiada zdecydowana większość kapitału na rynku. Wsparcie najuboższych warstw społecznych służy w dłuższej perspektywie wszystkim. Osoby nisko sytuowane, dostają szansę, aby uzyskać środki potrzebne w inwestycje: dom, samochód, wykształcenie czy cenione na rynku pracy umiejętności. Z czasem powoduje to, że klasa średnia się powiększa, a jej wielkość w każdym państwie decyduje o jego dobrobycie i sile gospodarki. Takie spojrzenie to dla mnie rzecz nowa, być może dlatego, że do tej pory nie miałem naszych rodaków za szczególnie lotnych. To żadna megalomania z mojej strony, mam jednak świadomość, że dla wielu beneficjentów programu 500+ środki uzyskane z jego tytułu wcale nie służyły inwestowaniu w przyszłość, a raczej pokrywały bieżącą konsumpcję. Program tez nie był waloryzowany od czasu jego wprowadzenia, nominalna kwota 500 zł to w realnym ujęciu obecnie poniżej 400 zł, jak podał niedawno Instytut Emerytalny Zgodnie z wyliczeniami ekspertów, wartość nabywcza 500 zł od chwili wprowadzenia programu 500+ w Polsce, na koniec marca ubiegłego roku wynosiła zaledwie 395,45 zł. Jest to związane oczywiście z szalejącą inflacją, a ta z kolei najmocniej uderza w osoby o skromniejszych dochodach. Tym samym założenia przedstawione przez Marcina Piątkowski ego brzmią nieco utopijnie, ale trudno jednocześnie odmówić autorowi książki „Europejski lider wzrostu” przekonującej argumentacji w omawianym zakresie. Winston Churchill znany jest przede wszystkim z bycia mężem stanu dla walczącej w II Wojnie Światowej Wielkiej Brytanii, niemniej entuzjastą słowa pisanego znany jest bardziej jako laureat Literackiej Nagrody Nobla. Brytyjski Premier powiedział kiedyś „macie takich polityków, na jakich zasługujecie”. Trudno się oprzeć wrażeniu, że przykład idzie z góry. Kilka lat temu w Szwajcarii ogłoszono referendum: zapytano mieszkańców związkowego kraju, czy każdy jego obywatel ma dostać od państwa 500 franków szwajcarskich. Co miesiąc. Za nic. Państwa jest bogate i stać je na taki gest. Szwajcarzy odrzucili ten pomysł. Kampania za „nie” wskazywała na potrzebę inwestycji w szkoły, drogi i szpitale. Szwajcarzy to mądry kraj, ale nawet oni nie wzięli na siebie odpowiedzialności na dobrobyt kolejnych pokoleń. To rola państwa, aby stwarzało warunki ludziom do rozwoju oraz inwestowania w siebie. Nie odmawiam słuszności założeniom przedstawionym przez Marcina Piątkowskiego, raczej wskazuje na nieudany eksperyment w tym zakresie, jaki wydarzył się w Polsce.
Wydaje się, że Marcin Piątkowski to miłośnik footballu Autor książki „Europejski lider wzrostu” nie stroni od barwnych paraleli, wskazuje na przykład, że ekonomia jest jak piłka nożna. Chodzi o to, aby wbić rywalowi więcej bramek. Powinniśmy się ścigać w rozwoju z Czechami, Słowacją i Niemcami, silna gospodarka w regionie rezonuje na potencjał jego mieszkańców. W oczach polskiego ekonomisty jego rodacy mają potężne rezerwy, których uruchomienie zagwarantuje nam role lidera w rozwoju gospodarczym Starego Kontynentu w kolejnych latach. Książka „Europejski lider wzrostu” znakomicie wytrzymuje próbę czasu: według prognoz na 2023 rok, Polska spodziewa się niewielkiego wzrostu gospodarczego rzędu ~1%. To i tak zdecydowanie więcej, niż gospodarka niemiecka, której recenzja zagląda w oczy już od kilku miesięcy. Marcin Piątkowski wskazuje na wielki wysiłek ostatnich kilku pokoleń, które wyniosły nasz kraj do roli zdumiewającego przykładu na możliwy skok cywilizacyjny. Podoba mi się wiara w Polskę, jaką proponuje nam autor książki „Europejski lider wzrostu”. Jeśli śledzicie bieżącą debatę polityczną w naszym kraju, pewnie macie świadomość, że towarzyszy jej często przerzucanie się "argumentami" „ad persona” i ogólny defetyzm oraz byle jakość. Porównywanie się do innych stanowi nasza narodową przywarę. Ma to swoje historyczne uzasadnienie, przez ostatnie dwieście lat nie mieliśmy swojego państwa, a przez to naród podzielony, w różnych kierunkach patrzył, poszukując wokół siebie autorytetów. Marcin Piątkowski prezentuje zupełnie inną postawę w książce „Europejski lider wzrostu”. Nie padają tam słowa „do dzieła rodacy!”, być może brzmiałoby to zbyt komunistycznie, jednak polski ekonomista opisuje w swojej publikacji potężny rozwój naszego kraju, dokonany ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami poprzednich pokoleń. Siłą rozpędu, kreatywnością i wolą walki jesteśmy w stanie utrzymać dynamiczny wzrost gospodarczy i rolę „Europejskiego Lidera Wzrostu”.
Fantastyczna publikacja, wolna od politycznej aksjologi, skupiona przede wszystkim na dokonaniach Polski w ciągu ostatnich 30 lat i szansach, jakie autor widzi dla naszego kraju w trwającej dekadzie. Dawno mnie tak nikt dosadnie nie przekonał, że będzie dobrze. Jesteśmy silniejsi, jako społeczeństwo i gospodarka niż mi się wydawało. O tym właśnie jest książka „Europejski lider wzrostu”.
5 gwiazdek dla książki „Europejski lider wzrostu”.
Pan dr Marcin Piątkowski to nowa gwiazda rodzimego rynku literatury popularnonaukowej.