Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
16 schodów
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Wśród niezliczonych dni i nocy, które zlewają się w jedno, niczym szwajcarski ser z licznymi dziurami, można dostrzec te wyjątkowe chwile spędzone z Ferdynandem. Choć reszta wspomnień mogłaby być uporządkowana, a lata ujęte w większe ramy, te chwile nabierają nowego znaczenia jako osobne rozdziały życia. Pamiętam jednak jeden szczególny wieczór, niedługo po stracie bliskiego przyjaciela, gdy głęboko odczuwałem bezsens istnienia. Stary Rynek opustoszał, a ja siedziałem samotnie, kończąc ostatnie piwo i czując ciepło wieczoru. Zdarzało się, że zamawiałem piwo z nutą malin, wspominając dawne, poprawiające nastrój zwyczaje mojej matki, która czasem dodawała cukru do życia. Po krótkiej wizycie w toalecie, po powrocie zastałem osę tańczącą na słomce. Walczyła zaciekle, wpadała i wydostawała się z napoju. Nie spieszyłem się, by jej pomóc, lecz także nie pogrążałem jej w słodkim utonięciu. Obserwowałem jej upór i siłę, aż udało jej się opuścić pułapkę i wspiąć po słomce, by chwilę później odpocząć na krawędzi szklanki, zmęczona, lecz wolna.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Wśród niezliczonych dni i nocy, które zlewają się w jedno, niczym szwajcarski ser z licznymi dziurami, można dostrzec te wyjątkowe chwile spędzone z Ferdynandem. Choć reszta wspomnień mogłaby być uporządkowana, a lata ujęte w większe ramy, te chwile nabierają nowego znaczenia jako osobne rozdziały życia. Pamiętam jednak jeden szczególny wieczór, niedługo po stracie bliskiego przyjaciela, gdy głęboko odczuwałem bezsens istnienia. Stary Rynek opustoszał, a ja siedziałem samotnie, kończąc ostatnie piwo i czując ciepło wieczoru. Zdarzało się, że zamawiałem piwo z nutą malin, wspominając dawne, poprawiające nastrój zwyczaje mojej matki, która czasem dodawała cukru do życia. Po krótkiej wizycie w toalecie, po powrocie zastałem osę tańczącą na słomce. Walczyła zaciekle, wpadała i wydostawała się z napoju. Nie spieszyłem się, by jej pomóc, lecz także nie pogrążałem jej w słodkim utonięciu. Obserwowałem jej upór i siłę, aż udało jej się opuścić pułapkę i wspiąć po słomce, by chwilę później odpocząć na krawędzi szklanki, zmęczona, lecz wolna.
