Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Strefa pływów
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Refleksja nad przeszłością jako autonomiczna osoba zdolna do przywdziewania masek w momentach, gdy dramat targa emocjami, a łzy pozostają ukryte, choć przyszłość wydaje się tak pewna jak miniony dzień, to motyw, który od dawna dostrzegam u poetki. Od jej debiutu, porównywanego do wydarzeń w świecie poezji jak debiut Janusza Szubera, fascynuje mnie jej szczerość, prawda ekspresji oraz nieograniczona metaforyka. Poetka tworzy swoje wiersze z dystansem, eksplorując zaniki i przypływy wspomnień oraz dążenie do odnalezienia symbolicznego szczęścia. Jej narracyjne podejście do poezji, szczególnie w dwóch ostatnich tomach wydanych w krótkim okresie, staje się coraz bardziej perfekcyjne, choć trudno mi ocenić, jak emocje wpływają na ten stan. W jej księgach nie ma wiele wyniosłości ani patosu; nawet elegijne wiersze cechuje pewna prostota i duchowość. Liryczny bohater, schowany w tekstach, zdaje się prowadzić czytelnika przez świat pełen retrospekcji, gdzie przyszłość postrzegana jest jako nieokreślona forma bytu. Wrażenie robi zdolność poetki do uchwycenia prawdy w oryginalnym języku z intrygującymi metaforami i zaskakującymi pointami. Elżbieta Tylenda, mieszkająca obecnie w Kaźmierzu, rozwija swoje umiejętności w wyjątkowy sposób, pokazując, że życie, choć ma początek, wcale nie musi się kończyć. Jej poezja staje się jego naturalną kontynuacją, a zmiany, które obserwuję od połowy poprzedniej dekady, świadczą o nieustającej ewolucji jej twórczej duszy.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Refleksja nad przeszłością jako autonomiczna osoba zdolna do przywdziewania masek w momentach, gdy dramat targa emocjami, a łzy pozostają ukryte, choć przyszłość wydaje się tak pewna jak miniony dzień, to motyw, który od dawna dostrzegam u poetki. Od jej debiutu, porównywanego do wydarzeń w świecie poezji jak debiut Janusza Szubera, fascynuje mnie jej szczerość, prawda ekspresji oraz nieograniczona metaforyka. Poetka tworzy swoje wiersze z dystansem, eksplorując zaniki i przypływy wspomnień oraz dążenie do odnalezienia symbolicznego szczęścia. Jej narracyjne podejście do poezji, szczególnie w dwóch ostatnich tomach wydanych w krótkim okresie, staje się coraz bardziej perfekcyjne, choć trudno mi ocenić, jak emocje wpływają na ten stan. W jej księgach nie ma wiele wyniosłości ani patosu; nawet elegijne wiersze cechuje pewna prostota i duchowość. Liryczny bohater, schowany w tekstach, zdaje się prowadzić czytelnika przez świat pełen retrospekcji, gdzie przyszłość postrzegana jest jako nieokreślona forma bytu. Wrażenie robi zdolność poetki do uchwycenia prawdy w oryginalnym języku z intrygującymi metaforami i zaskakującymi pointami. Elżbieta Tylenda, mieszkająca obecnie w Kaźmierzu, rozwija swoje umiejętności w wyjątkowy sposób, pokazując, że życie, choć ma początek, wcale nie musi się kończyć. Jej poezja staje się jego naturalną kontynuacją, a zmiany, które obserwuję od połowy poprzedniej dekady, świadczą o nieustającej ewolucji jej twórczej duszy.
