Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Poświadczenie obywatelskie. Z podroży do Chełma
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Gmach wydaje się nieco przytłaczający. Można go porównać do dawnej ćwiczeniówki babci, jako że jest masywny i ponury. Natomiast wyróżnia go otoczenie parku pełnego starych drzew. Główne wejście stanowią ogromne wrota, z solidną mosiężną klamką, które zatrzasnęły się za mną z głuchym odgłosem, gdy odwiedziłam to miejsce w drodze do Chełma. Uczucie, jakbym była uczennicą stojącą niespodziewanie przed koniecznością napisania sprawdzianu z matematyki, ogarnęło mnie natychmiast. W powietrzu unosił się znajomy zapach, identyczny jak ten, który pamiętałam z ulicy Reformackiej, gdzie poszukiwałam śladów babci, oraz z mojej ciemnej, warszawskiej szkoły podstawowej. Wydawało się, że nieznane zagrożenie wisi w powietrzu. Jednak to doznanie trwało tylko do momentu, gdy trafiłam do Czarnieckiego tuż przed dzwonkiem na przerwę. Naraz mroczne korytarze zapełniły się różnorodnym tłumem hałaśliwych dzieci, a w każdym z nich widziałam cząstkę siebie lub ojca.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Gmach wydaje się nieco przytłaczający. Można go porównać do dawnej ćwiczeniówki babci, jako że jest masywny i ponury. Natomiast wyróżnia go otoczenie parku pełnego starych drzew. Główne wejście stanowią ogromne wrota, z solidną mosiężną klamką, które zatrzasnęły się za mną z głuchym odgłosem, gdy odwiedziłam to miejsce w drodze do Chełma. Uczucie, jakbym była uczennicą stojącą niespodziewanie przed koniecznością napisania sprawdzianu z matematyki, ogarnęło mnie natychmiast. W powietrzu unosił się znajomy zapach, identyczny jak ten, który pamiętałam z ulicy Reformackiej, gdzie poszukiwałam śladów babci, oraz z mojej ciemnej, warszawskiej szkoły podstawowej. Wydawało się, że nieznane zagrożenie wisi w powietrzu. Jednak to doznanie trwało tylko do momentu, gdy trafiłam do Czarnieckiego tuż przed dzwonkiem na przerwę. Naraz mroczne korytarze zapełniły się różnorodnym tłumem hałaśliwych dzieci, a w każdym z nich widziałam cząstkę siebie lub ojca.
