Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Dziennik 1954
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
W tytule książki nieprzypadkowo widnieje rok jej powstania, gdyż "Dziennik 1954" jest kroniką konkretnego, wyjątkowo krótkiego okresu - od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954 roku. Przekazanie tego czasu ma znaczenie szczególne, ponieważ dziennik Tyrmanda po raz pierwszy ukazał się w druku dopiero w 1980 roku, czyli ćwierć wieku od napisania, a zawarta w tytule data podkreśla ten dystans. Co więcej, rok 1954 był przełomowy w życiu i twórczości Tyrmanda. W momencie opuszczenia domu naszła mnie myśl, że to, co zapisuję, może okazać się trwałe i istotne. Choć dawniej uważałem to za przesadne, obecnie wierzę, że jeśli dziennik przetrwa próbę czasu i trafi do druku, pozostawi po mnie trwały ślad. Dlatego też zadałem sobie pytanie, kto jest właściwym adresatem tych zapisków. Czy są to Polacy i ludzkość? To zbyt śmiałe. Moimi czytelnikami powinni być ci, którzy przetrwają komunizm, a także ci, którzy wciąż pamiętają jego ciężar i uścisk. Taka idealna publiczność doceni to, co ja uznaję w tym dzienniku za cenne – nieustępliwość.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
W tytule książki nieprzypadkowo widnieje rok jej powstania, gdyż "Dziennik 1954" jest kroniką konkretnego, wyjątkowo krótkiego okresu - od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954 roku. Przekazanie tego czasu ma znaczenie szczególne, ponieważ dziennik Tyrmanda po raz pierwszy ukazał się w druku dopiero w 1980 roku, czyli ćwierć wieku od napisania, a zawarta w tytule data podkreśla ten dystans. Co więcej, rok 1954 był przełomowy w życiu i twórczości Tyrmanda. W momencie opuszczenia domu naszła mnie myśl, że to, co zapisuję, może okazać się trwałe i istotne. Choć dawniej uważałem to za przesadne, obecnie wierzę, że jeśli dziennik przetrwa próbę czasu i trafi do druku, pozostawi po mnie trwały ślad. Dlatego też zadałem sobie pytanie, kto jest właściwym adresatem tych zapisków. Czy są to Polacy i ludzkość? To zbyt śmiałe. Moimi czytelnikami powinni być ci, którzy przetrwają komunizm, a także ci, którzy wciąż pamiętają jego ciężar i uścisk. Taka idealna publiczność doceni to, co ja uznaję w tym dzienniku za cenne – nieustępliwość.
