Taniec ze smokami. Część 2. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 5

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Taniec ze smokami. Część 2. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 5

Taniec ze smokami. Część 2. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 5

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Druga część piątego tomu "Pieśń lodu i ognia" jednej z najsłynniejszych epickich powieści fantasy autorstwa R.R. Martina. Na podstawie powieści powstał kultowy serial "Gra o Tron" w gwiazdorskiej obsadzie.

Przyszłość Siedmiu Królestw wisi na włosku. W Królewskiej Przystani królowa Cersei Lannister czeka na proces, opuszczona przez wszystkich, którym ufała. We wschodniej części miasta Yunkai jej brat Tyrion zostaje sprzedany jako niewolnik. Stannis Baratheon maszeruje na południe, by zmierzyć z Boltons w Winterfell. Za murem zbiera się Armia Dzikich, by lada dzień przystąpić do ataku. Ze wszystkich stron napływają głosy skłóconych kapłanów, żołnierzy, arystokratów i niewolników. Przeznaczenie nieuchronnie prowadzi do rozpoczęcia największego w historii tańca.

Cena rynkowa: 45.00 zł

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

Druga część piątego tomu "Pieśń lodu i ognia" jednej z najsłynniejszych epickich powieści fantasy autorstwa R.R. Martina. Na podstawie powieści powstał kultowy serial "Gra o Tron" w gwiazdorskiej obsadzie.

Przyszłość Siedmiu Królestw wisi na włosku. W Królewskiej Przystani królowa Cersei Lannister czeka na proces, opuszczona przez wszystkich, którym ufała. We wschodniej części miasta Yunkai jej brat Tyrion zostaje sprzedany jako niewolnik. Stannis Baratheon maszeruje na południe, by zmierzyć z Boltons w Winterfell. Za murem zbiera się Armia Dzikich, by lada dzień przystąpić do ataku. Ze wszystkich stron napływają głosy skłóconych kapłanów, żołnierzy, arystokratów i niewolników. Przeznaczenie nieuchronnie prowadzi do rozpoczęcia największego w historii tańca.

Szczegóły

Opinie

Inne książki tego autora

Książki z tej samej kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Okładka: Miękka

Ilość stron: 758

Rok wydania: 2012

Rozmiar: 125 x 183 mm

ID: 9788375068986

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Inne książki: George R.R. Martin

Twarda , W magazynie
Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 12.55 zł 69.90 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 20.74 zł 59.00 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 17.10 zł 35.85 zł

Miękka , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 14.13 zł 36.47 zł

Twarda , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 40.60 zł 59.00 zł

Twarda , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 22.54 zł 45.00 zł

Miękka , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 19.20 zł 33.65 zł

Inne książki: Pozostałe książki

Broszurowa , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 26.54 zł 34.90 zł

Broszurowa , W magazynie
Używana
W magazynie
Używana Wyprzedaż
Miękka , W magazynie
Używana Okazja

Taniej o 2.87 zł 29.90 zł

Miękka , W magazynie
Używana
Twarda , W magazynie
Używana
Broszurowa , W magazynie
Używana Wyprzedaż Okazja

Taniej o 5.13 zł 39.90 zł

Opinie użytkowników
5.0
2 recenzje
Dodana przez Mateusz w dniu 28-10-2022

Co robiłeś drogi czytelniku w cieple, lipcowe dni 2011 roku? To data ważna dla każdego fana gatunku fantasy, to właśnie wtedy świat ujrzał premierę ostatniej części (jak do tej pory) „Pieśni Lodu i Ognia”. W Polsce druga część „Tańca ze smokami” trafiła do sklepów z książkami nieco później, bo w listopadzie i od razu wywołała wielkie poruszenie. Zgodnie z zapowiedziami, ostatnia, piąta część sagi została podzielona na dwie część, co jest o tyle zrozumiałe, co trzymanie pojedynczych tomów, które liczyłyby sobie ponad 1400 stron, byłoby dość karkołomnym wyzwaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że wśród społeczności miłośników uniwersum Westeros, do których skądinąd od lat się zaliczam, perspektywa podzielenia ostatniego tomu „Pieśni Logu i Ognia” wywołała mieszane uczucia. Pierwsza część „Tańca ze smokami” nie wywołała, mówiąc eufemistycznie, spodziewanego entuzjazmu, głównie za sprawą pomysłu samego autora, który mocno obniżył tempo rozwoju fabuły. Wiele wątków nie doczekało się puenty, inne z kolei wydawały się urwane w połowie, co rodziło ogromne poczucie niedosytu i frustracji u fanów, pragnących konkretów w związku z rywalizacją o Żelazny Tron. Po drugą część „Tańca ze smokami” sięgnąłem krótko później i jedno miałem tylko pytanie w głowie: „Czy warto było czekać?”. A dziś w chłodne, październikowe dni wracam do tamtego pytania, znów bowiem sięgnąłem po wszystkie części „Pieśni Lodu i Ognia”, a czytanie po latach smakują.... jeszcze lepiej! ?  

Na początku ustalmy jedno. Nie sposób powiedzieć cokolwiek o ostatniej części „Pieśni Lodu i Ognia” bez sięgania pamięcią do poprzedniczek, szczególnie pierwszej części „Tańca ze smokami” oraz „Uczty dla wron”, trzeciej z kolei książki należącej do kanonu, pozostającej jednak mocno związane z ostatnią częścią całej serii. Jeżeli chodzi o pierwsza część „Tańca ze smokami” to po jej przeczytaniu, towarzyszyły mi mocno ambiwalentne emocje. Trudno było nie zgodzić się z zarzutami formowanymi wobec rozwiązań zaproponowanych przez George R.R. Martina, że poprzednią część charakteryzowało brak istotnych wydarzeń, które mogłyby posunąć fabułę naprzód i stanowić jednocześnie dla czytelników punkt wyjścia w ocenie spodziewanego kierunku rozwoju dalszej akcji „Pieśni Lodu i Ognia”. Jasne, „Taniec ze smokami” udanie przedstawiał wątki pominięte wcześniej w „Uczcie dla wron”, zaskakiwał również zwrotami akcji oraz rehabilitacją niektórych bohaterów w oczach czytelników, trudno było jednak podejrzewać, że przedstawione postacie będą miały wkrótce decydujące znaczenie dla losów wszystkich Siedmiu Królestw. Kolejni bohaterowie ochoczo spiskowali i knuli, szpiegowali się nawzajem, gromadzili sojuszników i brutalnie rozprawiali się z wrogami, a jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że to wszystko stanowi ciszę przed burzą, przygotowanie podatnego gruntu pod ostateczną rozgrywkę. W poprzednich częściach, George R.R. Martin miał zwyczaj mocno eksperymentować z perspektywami prowadzonej przez siebie narracji: o ile w „Uczcie dla wron” mieliśmy okazję obserwować wydarzenia rozpisane pomiędzy wszystkimi Siedmioma Królestwami, o tyle w pierwszej części „Tańca ze smokami” widzieliśmy świat skupiony przede wszystkim wokół dalekiej północy i wcale nie bliższego południa: odpowiednio okolice wokół Muru oraz krainy za morzem. Takie pomysły na narrację okazały się w mojej ocenie trafione, pozwalały bowiem uzupełnić świat opisany w „Pieśni Lodu i Ognia” o nowe postacie i nowe wątki, zwłaszcza że wcześniejsze tomy dość mocno odbiły się na stanie osobowym bohaterów wykreowanych przez amerykańskiego pisarza. Wsteros nie znosi próżni, śmiertelne żniwo, jakie zebrała dotychczas rywalizacja o Żelazny Tron, zostało nadrobione przez nowe postacie, a niekiedy również przez bohaterów wcześniej znanych, ale pozostających w cieniu. Ostateczna rozgrywka niechybnie zmierza do końca, a geniusz George R.R. Martina polega m.in. na przygotowaniu podatnego gruntu pod wielkie bitwy, jakie na nas czekają!  

Ponowne połączenie dwóch linii fabularnych widoczne w drugiej części „Tańca ze smokami” wyszło „Pieśni Lodu i Ognia” zdecydowanie na plus! George R.R. Martin udanie splata ze sobą kolejne wątki, a postacie z wszystkich Siedmiu Królestw mają okazję poznać się często w zupełnie niespodziewanych okolicznościach, co wymagało niemałego geniuszu ze strony amerykańskiego pisarza, trudno uciec od wrażenia, że George R.R. Martin doskonale wiedział od początku pisania „Pieśni Lodu i Ognia” jak chce poprowadzić swoją narrację. Podobnie jak działo się to w poprzednich częściach, autor zmienia perspektywę i pozwala nam spojrzeć na świat Westeros oczami różnych bohaterów. Wielu z nich mniej lub bardziej pozostaje zaangażowanych w przełomowe dla całej serii wydarzenia, przez co problematyczny brak rozwoju fabuły w pierwszej części „Tańca ze smokami”, aktualnie pozostaje już tylko mglistym wspomnieniem! To na swój sposób zabawne, że często fani George R.R. Martina podnoszą argument, że niektóre z postaci i wątków były do tej pory rozdęte do granic absurdu, jednocześnie te same osoby wskazują, że największą zaletą „Pieśni Lodu i Ognia” jest... wielowątkowość narracyjna. Bez wątpienia amerykański pisarz zaskoczył świat swoim pomysłem przedstawienia opisywanej historii oczami kilkudziesięciu łącznie bohaterów i nawet jeśli przyjąć, że niektóre z nich nie były szczególnie interesujące i nie wnosiły za wiele do fabuły, to trudno im odmówić bycia częścią wielkiego świata, w którym każdy czytelnik może wybrać, komu kibicuje i dalej śledzić losy tej postaci... nierzadko widzianej oczami innych. Wydaje się jednak oczywistym, że oczekiwania, jakie fani „Pieśni Lodu i Ognia” kierowali w kierunku drugiej części „Tańca ze smokami”, były prawdziwie monstrualne. George R.R. Martin miał tego świadomość, stąd też ostatnia część cyklu przynosi zadziwiające zwory akcji, fascynujące zbiegi okoliczności i przede wszystkim dramaturgię przedstawionych wydarzeń, jakich chyba wszyscy oczekiwaliśmy. Niecierpliwym zdradzę, że choć druga część książki „Taniec ze smokami” pozostaje ostatnią w uniwersum amerykańskiego pisarza, to jednak sposób zakończenia książki w formie oczywistego cliffhangera każe wierzyć, że ani śmierć, ani podatki nie zatrzymają George R.R. Martina w tworzeniu kolejnych książek „Pieśni Lodu i Ognia”! I teraz jestem skonfundowany, bo z jednej strony wciąż mam w głowie szalone emocje po przeczytaniu recenzowanej części, a z drugiej z tęsknotą wypatruje już kolejnych... ?  

Kto zna poprzednie części cyklu, ten w świecie Tańca ze smokami poczuje się znajomo i swobodnie. Autor zbudował niezwykły świat, który zaskakuje swoich rozmachem, klimatem i daleko posuniętą wiarygodnością w opisywaniu losów kolejnych bohaterów. Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym i szukaliśmy oboje największych zalet, jakie niesie za sobą melodia „Pieśni Lodu i Ognia”. Moim zdaniem są to właśnie bohaterowie, którzy wydają się często idealnymi kompanami na weekendowe wypady za miasto w ich towarzystwie. Poczucie humoru Tyriona, skłonność do knowań i spisków u Cersei, wewnętrzna przemiana Sansy czy w końcu niezmienna enigmatyczność Jona Snow. Niekiedy czytając o tych postaciach, wydawały mi się one tak prawdziwe, jak gdyby naprawdę istniały, a Westros było jakimś alternatywnym światem, po stokroć ciekawszym od tego, który nas otacza na co dzień. To zaskakujące wnioski, biorąc pod uwagę, jak swobodnie i skutecznie posługuje się autor relatywizmem w opisach swoich postaci. Pamiętam dobrze, moja pierwszą przygodę z gatunkiem fantasy, wziąłem do rąk na przełomie wieku po raz pierwszy „Władce Pierścieni” i zupełnie przepadłem. Mniej więcej już w połowie „Drużyny Pierścienia” wiedziałem, kto w tej historii jest dobry, a kto jest głównym antagonistą, spodziewałem się również szalonych przygód i dość przewidywalnego finału. Wszystko się sprawdziło, a niektóre niespodzianki jak się okazało po latach, były totalnie niezamierzone. Wiedzieliście na przykład, że w scenie, gdy Saruman ginie pchnięty nożem, wydaje on z siebie ledwie cichy jęk, choć zamiar Petera Jacksona był zgoła odmienny? Wynikało to z faktu, że grający aktora Christopher Lee był podczas II Wojny Światowej w amerykańskiej armii i wiedział doskonale, jak reaguje człowiek dźgnięty nożem, pozwolił sobie więc na interpretacje scenariusza i wyszło fantastycznie ?. Wybaczcie tę dygresję, dowiedziałem się o tym wczoraj i nie mogłem się powstrzymać od podzielenia się tym, zwłaszcza że w moich oczach „Władca Pierścieni” i „Pieśń Lodu i Ognia” to dwie najlepsze książki fantasy w historii literatury! Dwie genialne serie, które jednak różni bardzo wiele. Wspomniałem wcześniej, że przewidywalne były dla mnie koleje losu Froda i spójki, co naturalnie nie odbierało mi przyjemności z cieszenia się prozą J.R.R. Tolkiena. Niemniej na tym tle „Pieśń Lodu i Ognia” prezentuje się jako melodia zdecydowanie bliższa życiu, gdzie bohaterowie mają swoje wady i zalety, osobiste motywacje, indywidualnie określone cele, a przede wszystkim kochają i chcą być kochani, zawierają przyjaźnie i wypowiadają otwarte konflikty. Co więcej, George R.R. Martin kontynuuje swoje osobliwe zwyczaje dręczenia na potęgę pierwszoplanowych bohaterów! Ma to związek z licznymi trudnościami i rozmaitymi nieszczęściami, jakie ich spotykają, co bywa upiorne zwłaszcza po nocach, gdy przychodzi nam drżeć o losy naszych ulubionych postaci. Zwłaszcza że po amerykańskim pisarzu nie wiadomo czego się spodziewać odkąd w trzeciej części zdecydował się uśmiercić Robba Starka i Joffreya, obu podczas ich wesel. I choć przebieg każdej z uroczystości był inny, obie jednak na stałe weszły do kanonu literatury fantasy jako symbol rozprawiania się z postaciami, które czytelnicy zdążyli jednocześnie pokochać i znienawidzić. Swoich „momentów”, seria „Pieśni Lodu i Ognia” ma zresztą więcej, a jeśli chodzi o szczegółowy sposób przedstawiania świata, to moim zdaniem mamy podstawy, aby uznać wyższość George R.R. Martina nad J.R.R. Tolkienem od czasu, gdy w ten pierwszy postanowił drobiazgowo opisywać na łamach swoich książek... przepisy kulinarne ? Potraw w świecie Wsteros pojawia się ogrom, czytałem niedawno, że w Wielkiej Brytanii są już restauracje, które serwują menu oparte jedynie na „Pieśni Lodu i Ognia”, choć trudno uznać, aby wobec aktualnej sytuacji na świecie był to najlepszy czas na takie ryzykowne inwestycje! Zwłaszcza że to właśnie potrawy i wino są źródłem największych niebezpieczeństw dla naszych bohaterów, o czym przekonał się choćby wspomniany wyżej Joffrey... ?  

Na wstępie wspomniałem, że w kolejnej części George R.R. Martin powraca do wątków opisanych wcześniej w „Uczcie dla wron”. Niektóre z nich dotyczą postaci pierwszoplanowych, inne z kolei związane są z losami mniej istotny dla dalszej fabuły. Jeśli chodzi o postacie ważniejsze, to na pierwszy plan wysuwa się znów Cersei. Królowa – Regentka na przestrzeni poprzednich tomów skutecznie zdaje się zatracać w odmętach szaleństwa, wypatrując wrogów we wszystkich dookoła. Nie przeszkadza jej to realizować swoich ambicji o władzy nad Żelaznym Tronem, choć trudno odnieść wrażenie, aby aktualnie była największą faworytką do objęcia władzy w Westeros. Byłem za to nieco zaskoczony in minus postacią Jaimiego w drugiej części „Tańca ze smokami”. Ten jegomość to niezwykle barwna postać. Od pierwszej części książki „Gra o Tron” Jaimi nosił mało szlachetny tytuł „królobójcy”, szeptano również we wszystkich Siedmiu Królestwach coraz śmielej o jego romansie z Cersei. Co tu dużo mówić, facet nie miał dobrego PR-u, dodatkowo wydawał się głupi, naiwny, zapatrzony w swoją siostrę -kochankę, a przy tym niezdolny to jakichkolwiek refleksji. Długo żyłem w przekonaniu, że z rodu Lannisterów tylko pocieszny i rubaszny Tyrion gotów jest na jakiekolwiek wyznanie grzechów, niemniej amerykański pisarz mocno mnie zaskoczył w „Uczcie dla Wron”. To waśnie w trzeciej części „Pieśni Logu i Ognia” wspominany bohater zaczyna dostrzegać, że jego ukochana nie jest bez skazy, a jej działania często miały charakter krwawych i brutalnych. Utrata prawej ręki przez Jaimiego też miała wpływ na dalszą jego postawę, choć trzeba mu oddać, że zniósł ten fakt bardzo dzielnie. Efektem tego jest udanie się w pierwszej części „Tańca ze Smokami” do Riverrun,  gdzie ma wziąć udział w zdobywaniu ostatniego bastionu buntowników. Tym razem jednak niewiele było mi dane przeczytać o losach Jaimiego, co jednocześnie każe mi wierzyć, że George R.R. Martin przygotował dla nas niespodzianki w związku z tą postacią w kolejnych częściach swojej serii. Losy Jaimiego są tak poplątane, że wydaje się on w przeszłości odegrać kluczową rolę dla decydującej rozgrywki. Wraca natomiast wątek związany z Aryią — w poprzednim tomie jej losy zostały przedstawione enigmatycznie, a słowa autora można było rozumieć wieloznacznie. Tymczasem młoda Starkówna zyskuje nauczyciela w osobie, o której nie powiem słowa, ponieważ... jest to jeden z najbardziej zaskakujących wątków w drugiej części „Tańca ze smokami”. Aryia na naszych oczach przechodzi wymagające szkolenie, a umiejętności, jakie dziewczyna wkrótce ma posiąść, zupełnie zmieniają jej rolę dla dalszej fabuły! Co z kolei słychać w księstwie Dorne? Narracja prowadzona jest oczami Areo Hotaha, który dowodzi książęcą strażą. Jest to krótki fragment, ma on jednak doniosłe znaczenie dla czytelników, pozwala bowiem nabrać rozeznania, co naprawdę wydarzyło się na dworze Dorana w trakcie iście dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w „Uczcie dla wron”. Z kolei wątek Victoriiona nabiera rumieńców, bohater ten zawiera pewien niespodziewany sojusz i wydaje on się mieć istotne znaczenie dla przyszłych wydarzeń. Dla spragnionych dźwięku żelaza, autor opisuje marsz wojsk Stannisa na północ, prosto do Winterfell — wątek ten stanowi zapowiedź tego, na co wszyscy czekamy. Starcie wszystkich Pięciu Armii!  

Kogo wam tu brakuje, jeśli chodzi o pierwszoplanowych bohaterów? Ostatni będą pierwszymi, a najmniejsi będą największymi? Jeśli chodzi o czerpanie z życia przyjemności, łamanie niewieścich serc i opróżnianie kolejnych dzbanów z winem, to Tyrion Lannister nie ma sobie równych ?. Kiedy nie pije i nie chędoży, z lubością wpada w kolejne kłopoty, a „Taniec ze smokami” przynosi ich prawdziwą lawinę! Naczelny karzeł Westeros, tym razem wpada z deszczu pod rynnę, kolejne przygody staja się coraz bardziej niebezpieczne.  Wiadomość o sporej sumie,  jaką za jego głowę wyznaczyła Cersei, nie pozwala mu w każdej napotkanej postaci widzieć towarzystwa do kielicha, jak to miało miejsce wcześniej. Fragmentami miałem wrażenie, że Tyrion to swoiste alterego George R.R. Martina, trudno mi bowiem inaczej wyjaśnić, skąd w tej postaci tyle znakomitego poczucia humoru i błyskotliwych pomysłów, jak wyplątać się z kłopotów. Poprzednia część cyklu „Pieśni Lodu i Ognia” nie była dla Tyriona łaskawa i jest to chyba jedyna postać w całym Westeros, która im ma trudniej, tym bardziej bawi swoim podejściem do życia — niezwykły dystans do siebie u Tyriona nie tylko nie zanika, ale również eskaluje, co może być pokłosiem wielu wypitych beczek wina na pokładzie „Wesołej Akuszerki” ? A skoro o zaskoczeniach mowa, to nie sposób nie wspomnieć słowa o Fetorze! Autor zgotował tej postaci fatalny los, co ciekawe, niewielu mu jednak współczuło. Do czasu! Fetor w przeszłości był postrzegany jako słaby i niezdecydowany, jego życie toczyło się trochę na uboczu i sprawdzało głównie do cierpienia zadawanego przez Ramsaya Snowa. Samo imię „Fetor” miało być ostateczną próbą odhumanizowania tej postaci, nie powiem wam jednak, o kogo chodzi, nie chce psuć zabawy z odkrywania tego wątku, jest on bowiem zaskakująco rozbudowany i aby w pełni zrozumieć wszystkie prawidłowości, będziecie musieli sięgnąć pamięcią do poprzednich tomów „Pieśni Lodu i Ognia”. Zdradzę tylko, że wątek Fetora ma kluczowe znaczenie dla narracji związanej z zajętym przez wojska Baltonów miastem Winterfell. Tymczasem Fetor dostaje szansę na rehabilitacje w oczach czytelników, o jakiej marzą wszystkie złe charaktery w Hollywood ?.  

Jon Snow jawi się jako bożyszcze w oczach damskiej części publiczności i nie może być dobrej recenzji „Pieśni Lodu i Ognia” bez wspomnienia losów tej postaci! Dziewięćset dziewięćdziesiąty ósmy Dowódca Nocnej Straży ma przed sobą szereg trudnych decyzji do podjęcia, które wpłyną na i tak napięte relacje wśród braci. Jon Snow podejmuje działania zmierzające do przygotowania Muru do zbliżającej się wojny z Innymi, jednocześnie czynią starania, aby układać sobie poprawnie relacje z Dzikimi. Spotyka się jednak z coraz większym oporem w strukturach Nocnej Straży, wojownicy nie chcą bowiem walczyć z niedawnymi wrogami ramie w ramię przeciwko Innym. Wewnętrzne nieporozumienia mają potencjał, aby rozsypać całkowicie siły zgromadzone pod murem, zwłaszcza w obliczu rosnącego w siłę przeciwnika. Nie powiem, co nam tym razem zaproponował George R.R. Martina, niemniej w mojej ocenie zakończenie dwóch wątków z Jonem Snow w roli głównej to najbardziej dramatyczne wydarzenia związane z drugą częścią „Tańca ze smokami”.  

Każda część „Pieśni Lodu i Ognia” przynosi jakieś wielkie niespodzianki i tym razem nie jest inaczej. Druga część „Tańca ze smokami” pozwala nam poznać narrację prowadzoną oczami dobrze znanego bohatera, czyli Barristana Śmiałego, obecnego w miejsce Meereen. Tym samym, Daenerys, próbując rozwikłać spory wewnątrz miasta i skonsolidować siły przed ostateczną rozgrywką. Jest to o tyle ważne, że Matka Smoków miewa niekiedy kłopot w ocenie rzeczywistości taką, jaką naprawdę jest, często ulega emocjom i okazuje troskę innym. Oddanie głosu Barristanowi i okazanie tym samym świata Meereeen z perspektywy trzecioosobowej w odniesieniu do Danerys pozwala nam lepiej zrozumieć napięcia, jakie powstają w związku z obecnością smoków. Brakowało mi za to narracji prowadzonej z perspektywy Sansy czy Brienne, są to interesujące postacie w moich oczach i widzę w nich potencjał w kolejnych tomach spod pióra George R.R. Martina ?.  

Przechodząc powoli do podsumowania, warto zauważyć, że okładka w drugiej części „Tańca ze smokami” jest podobna do tej z pierwszej części, zmieniła się jedynie nieco kolorystyka, tym razem bowiem utrzymana została w kolorach pomarańczowym i czerwonym. Dla niektórych wciąż zaskakującym może być fakt, że około 1/5 książki stanowią... mapy oraz spisy rodowodów i rodzinnych koincydencji, co znacznie ułatwi poruszanie się po świecie Westeros nawet co bardziej obeznanym w klimacie fanom ?.  

” Taniec ze smokami” miał miejsce przynajmniej do dwóch melodii i trzeba przyznać, że ta zagrana przez George R.R. Martina w drugiej części, wydaje się zdecydowanie ciekawsza, niż miało to miejsce poprzednio. Klimatem piąta część „Pieśni Logu i Ognia” nawiązuje do „Uczy dla wron”, pojawia się jednak więcej akcji i fabula jak by śmielej idzie naprzód, choć wciąż wydaje się, że najlepsze dopiero przed nami. George R.R. Martin przyzwyczaił swoich czytelników, że w świecie Westeros nic nie jest oczywiste, a „Taniec ze smokami” przynosi kilka niespodzianek zarówno na dalekiej północy wokół Muru, jak i na południowych wyspach, gdzie Daenerys nie bez trudu powołuje do życia swoją armię na czele z trzema smokami. Wydaje się jednak, że dwie części „Uczy dla Wron” i „Tańca ze smokami” wyczerpały cierpliwość czytelników, co raz więcej głosów słychać o potrzebie większej dynamiki akcji, nawiązaniu do najlepszych rozwiązań znanych z pierwszych części cyklu „Pieśni Lodu i Ognia”. Tylko czy to w ogóle możliwe? Przypomnę tylko, że „Gra o Tron” została napisana w 1996 roku, w międzyczasie książki zostały zekranizowane, a dziś nikt już nie patrzy na Westeros oczami sprzed trzech dekad. Nie czyni tego również sam George R.R. Martin, którego styl ewoluował, a kooperacja przy produkcji serialu również wpłynęła na jego sposób postrzegania tego niezwykłego uniwersum. Czy możemy oczekiwać powrotu do korzeni, czyli jeszcze więcej wojen, seksu, biesiadowania i ucztowania na dworze królewskim? Tamte czasy odeszły, zbliża się zima i sam autor doskonale o tym wie, dlatego tez poczytuje sobie dwie ostatnie części za preludium do właściwej rozgrywki. I będę szalenie niepocieszony, jeśli autor nie wyjdzie naprzeciw moim oczekiwaniom ?.  

Dodana przez Aleksander w dniu 28-10-2022

Pamiętacie moment, kiedy przestaliście wierzyć w Świętego Mikołaja? Takie chwile dzieją się raz w życiu i po nich już nic nie jest takie samo. Urodziłem się w 1996 roku, kiedy „Gra o Tron” miała swoją premierę, minęło kolejne piętnaście lat, zanim światło codzienne ujrzała piąta część pod tytułem „Taniec ze smokami” i jest to dla mnie wydarzenie o tyle istotne, że właśnie wtedy po raz pierwszy sięgnąłem po książki George R.R. Martina. Byłem wtedy nastolatkiem i większość moich rówieśników spędzała czas za szkołą albo... czytała Harry’ego Pottera. Mały czarodziej z różdżką rozpalał wyobraźnię miłośników literatury młodzieżowej, ja z kolei zainteresowany historią jako taką, skierowałem moje ciekawskie oczy w kierunku Westeros. Początkowo dałem się ponieść wyobraźni, łączyłem przedstawione przez amerykańskiego pisarza wydarzenia z wiedzą historyczną i szukałem między nimi punktów wspólnych. A tych było zadziwiająco wiele, wierność  „Pieśni Lodu i Ognia” średniowiecznym realiom jest aż nadto widoczna i niezmiennie imponuje! I wszystko byłoby fajnie, gdybym później nie obejrzał serialu, gdzie w jednej ze scen Daenerys zjada serce konia dla Khala Drogo, które w rzeczywistości okazało się sporych rozmiarów masą zrobioną z substancji zbliżonej składem do żelków. Do dziś. się nie pozbierałem po tej informacji, niemniej przez ostatnią dekadę co roku wracam do jednej z książek „Pieśni Lodu i Ognia”, aby odświeżyć sobie opisane w nich wydarzenia, a jako że jesień za oknem panoszy się już w najlepsze, tym razem mój czas w oczekiwaniu na zimę — dosłownie i w przenośni — wypełniła lektura drugiej części „Tańca ze smokami”. Wiecie, po czym można poznać geniusz literacki? Ilekroć sięgamy po daną książkę, smakuje ona inaczej, jak by nadążała za zmianami, jakie dokonują się w naszym życiu i pozwalała spojrzeć na nie z nowej perspektywy. Takimi właśnie książkami są te należące do serii „Pieśni Lodu i Ognia”.  

Wspomniałem już, że recenzja dotyczy wrażeń opisanych w tomie II, dla mniej zorientowanych czytelników nalezą się jednak słowa wyjaśnienia w tym zakresie. Ostatni, piąty tom „Pieśni Lodu i Ognia” wydany został w Polsce w 2011 roku w dwóch częściach. Nie jest to jednak skok na kasę, jak miało to miejsce w historii literatury wielokrotnie, lecz słuszna decyzja, podyktowana wyjątkowym rozmiarem świata przedstawionego przez George R.R. Martina. Łącznie oba tomy liczą 1400 stron, trudno zatem oczekiwać, aby ktokolwiek z nostalgią wyglądał potężnej cegły – samo jej trzymanie na kolanach podczas czytania wywołałoby najpewniej reumatyzm w jesienne, deszczowe dni. Dlatego trzeba docenić, że książka została podzielona na dwie części, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę zamysł autora. W ocenie wielu fanów serii „Pieśni Lodu i Ognia” poprzednia cześć „Tańca ze smokami” okazała się... niesatysfakcjonująca. Właściwie śmiało możemy te oceny skierować również do wcześniejszych tomów „Uczy dla wron”. Po mocnym otwarciu w pierwszych odsłonach serii autor potrzebował oddechu dla siebie i czytelników w przygotowaniu świata Westeros na ostateczną rozgrywkę. Druga część „Tańca ze smokami” miała nam to z powodzeniem zrekompensować. Czy tak się stało? Odpowiedz poznacie niżej ?  

Jako że „Pieśni Lodu i Ognia” charakteryzuje określona chronologia, każdą z książek winniśmy oceniać jako swojego rodzaju kontinuum. Druga część „Tańca ze smokami” pozostaje oczywiście w istotnym  związku z pierwszą częścią, jednak odniesień i ważnych informacji można tak naprawdę szukać jeszcze wcześniej, tj. w częściach związanych z „Ucztą dla wron”. To właśnie ostatnia z wymienionych pozycji przyniosła ważną zmianę w klimacie całej sagi George R.R. Martina. Wcześniej autor przedstawił nam tabuny postaci i bohaterów, które odgrywały mniejsza lub większą rolę w świecie Westeros, nie sposób jednak nie przyznać, że każda a z nich była na swój sposób wyjątkowa i posiadała swoją unikalną historię. Ta złożoność charakterów, gdzie niemal wszyscy bohaterowie mają swoje motywy i cele, podyktowane więzami krwi, zawieranymi sojuszami i niespodziewanymi zdradami, wywoływała przekonanie o niezwykle rozbudowanym świecie przedstawionym w książkach „Pieśni Lodu i Ognia”. A świat ten oprócz bohaterów, zawiera również dalekie krainy północy i południa, pomiędzy którymi znajduje się Siedem Królestw i każde z nich staje się w odpowiednim czasie areną decydujących starć dla dalszego biegu fabuły. Niezaznajomiony z prozą amerykańskiego pisarza czytelnik, mógłby w tym miejscu zapytać, jak się w tym wszystkim połapać, aby czerpać przyjemność z obcowania z literaturą mistrza gatunku? „Pieśń Lodu i Ognia” przypomina kupno szafkę z Ikei: dostajemy zawartość plus instrukcje jak to wszystko poskładać, a robiąc pierwszy krok w kierunku Westeros mamy prawo czuć się początkowo zdezorientowani, przynajmniej do czasu gdy... nie odkryjemy ostatnich stu stron drugiej części „Tańca ze smokami”. Dlaczego? Czeka tam na nas wiele map, które ułatwiają poruszanie się za bohaterami po świecie opisanym przez amerykańskiego pisarza, dodatkowo znajdziemy tam również opis wszystkich rodów i przynależność konkretnych bohaterów do określonych frakcji, toczących ze sobą bitwy we wszystkich Siedmiu Królestwach. Podobne rozwiązania były stosowane już wcześniej, niemniej z każdym tomem ten osobliwy skoroszyt był grubszy, co wynikało z wyjątkowej skłonności George R.R. Martina do uśmiercania swoich pierwszoplanowych bohaterów. Życie w Westeros nie znosi jednak próżni, i tak jak po śmierci króla rozpętała się zacięta rywalizacja o Żelazny Tron, tak również w miejsce zmarłych bohaterów pojawiają się kolejne postacie. Niekiedy autor oddaje im głos i prowadzi narracje ich oczami, innym razem poznajemy perspektywę bohaterów, którzy na kartach wcześniejszych części odgrywali rolę nie znaczące, byli wspominani niejako mimochodem, a jednak przetrwali wojenny chaos i dziś rosną coraz bardziej w siłę. Taka skomplikowana z natury narracja wymaga od George R.R. Martina niestandardowych pomysłów. „Uczta dla wron” oraz pierwsza część „Tańca ze smokami” skupiły się na zupełnie różnych częściach Westeros. O ile w „Uczcie dla wron” autor koncentruje się przede wszystkim na wydarzeniach wokół Królewskiej Przystani i oddaniu narracji Cersei, o tyle kolejna część cyklu przeniosła nas na daleką północ w okolice Muru, a także na gorące wyspy południa, gdzie mogliśmy śledzić stopniowe przygotowania Matki Smoków do decydującej rozgrywki. Druga część „Tańca ze smokami” łączy obie te linie fabularne i taki zabieg ze strony autora poczytuje sobie za duży plus dla ogólnego wydźwięku, jaki niesie za sobą „Pieśń Lodu i Ognia”. Kolejne wątki zostają ze sobą udanie splecione, a informacje podawane w przeszłości niejako „przy okazji”, nabierają znaczenia i stopniowo, ale konsekwentnie popychają fabułę naprzód. Spotkałem się w przeszłości z zarzutami, że „Pieśń Lodu i Ognia” straciła swoje tempo, że nie ma już w niej takiej rzezi, jak obserwowaliśmy w pierwszych tomach, nie ma również tylu okazji, aby rozpalać wyobraźnię czytelników scenami namiętnego i gorącego seksu w komnatach Królewskiej Przystani. Osobiście mam dysonans wobec takiej oceny twórczości amerykańskiego pisarza. Wydaje się bowiem oczywiste, że świat Westeros potrzebował kolejnego rozdania, gdzie nowi bohaterowie dojdą do głosu, a starzy przegrupują siły i staną w końcu do decydującego starcia w rywalizacji o Żelazny Tron. Zanim jednak ukryjecie się pod kocem na myśl o słowach “Winters is caming”, zdradzę tylko, że „Taniec ze smokami” nie przynosi ostatecznej bitwy, jak miało to miejsce w serialu zrealizowanym przez HBO. Przeciwnie, ostatnia z dostępnych części „Pieśni Lodu i Ognia” kończy się jednym wielkim cliffhangerem... co znowu można rozumieć dwojako. Niektórzy pewnie poczują się rozczarowani, inni dostrzegą w tym obietnice autora w przedmiocie kolejnych tomów i finały wszystkich niepozamykanych wątków. W twórczości George R.R. Martina szklanka często bywa do połowy pełna i tylko od nas zależy, czy dostrzeżemy w niej whisky, czy jednak mleko. Jako że najmocniej w całej historii kibicuje Tyrinionowi, wiadomo, że mleka nie zobaczyłem ?  
„Taniec ze smokami” jest, na ten moment ostatnią częścią „Pieśni Lodu i Ognia”, a to doskonała sposobność do podsumowań w przedmiocie całej serii. Kiedy patrzę za siebie, widzę przed oczami przede wszystkim wiarygodnych bohaterów, których można lubić lub dla odmiany darzyć niechęcią, trudno im jednak odmówić... charakteru. I to właśnie charakter każdej z postaci opisanych w książkach George R.R. Martina nadaje całej powieści unikalny charakter. Często „Pieść Lodu i Ognia” bywa porównywana z „Władcą Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Nie ma w tym nic złego, wszak obie wymienione pozycje nalezą do największych osiągnięć nie tylko w dziedzinie fantasy, ale również dla całej literatury światowej. A jednak szukanie podobieństw między oboma tytułami wydaje się zadaniem karkołomnym i skazanym na oczywiste niepowodzenia. ” Władca Pierścieni” tak naprawdę to... bajka przy „Pieśni Lodu i Ognia”. Nie chce oczywiście tymi słowami nikogo obrazić, jednak krótkie rozliczenie się z tym faktem wszystkim nam dobrze zrobi. J.R.R. Tolkiem napisał dzieło wybitne, zachwycające ogromem świata i barwnymi postaciami, gdzie nieoczywiste rozwiązania autora stwarzały ciekawa przestrzeń dla magii. Gatunek ten pozostawał przez długi czas domeną niszową, nie zmieniła tego również ekranizacja w trzech aktach, dokonana przez Petera Jacksona. Czy dziś zdarza mi się wrócić do „Władcy Pierścieni” w formie literackiej lub filmowej? Oczywiście, poczytuje to sobie jednak jako osobiste „guilty pleasure”, przypominające bardziej bajki i baśnie Hansa Christiana, aniżeli pozycje dedykowane dla dorosłych. Nie ma tam bowiem na dobrą sprawę scen przemocy, brakuje również wyuzdanego seksu i mrocznych postaci, przed którymi chcielibyśmy się schować pod kołdrą. Te ostatnie, nawet jeśli pojawiają się w twórczości brytyjskiego autora, to stanowią raczej przeciwwagę dla tych dobrych, jak Frodo czy Aragorn. Jak na tym tle prezentuje się „Pieść Lodu i Ognia”? Przede wszystkim postacie George R.R. Martina wydają się wiarygodne i pełnokrwiste, a ich postawy rzadko dają się zamknąć w „Czarno — białym” sposobie postrzegania opisanej rzeczywistości. Niektóre postacie fascynują, inne odrzucają, ale wystarczy kilka stron, aby role się zamieniły. Nie chodzi bowiem o z góry narzucona narracje, ale dynamiczny świat, w którym bohaterowie zmieniają zdanie, dawne sojusze prowadza do wojny, a toczone od lat konflikty przybierają formę paktów, skierowanych przeciwko większym antagonistą. Pamiętam doskonale, jak wielkie zaskoczenie towarzyszyło mi podczas czytania „Starcia Królów”, gdy miały miejsce dwa wesela. Mowa oczywiście o Krwawych Godach oraz Purpurowym Weselu. W pierwszym przypadku narracja toczyła się wokół zdrady, w wyniku której poległ Robb Stark, jedna z najbardziej lubianych postaci we wszystkich nutach „Pieśni Lodu i Ognia”. Z kolei w drugiej sytuacji uśmiercony został Joffrey, czyli dla odmiany bohater znienawidzony przez rzesze czytelników. Czy były to wątki ważne dla fabuły? Bez wątpienia. A jednak autor nie rozpisał ich z jakimś szczególnym pietyzmem, raczej stanowiły one wydarzenia naturalnie wplecione w oś czasu. I to właśnie różni w mojej ocenie najmocniej „Władce Pierścieni” od „Pieśni Lodu i Ognia”. Obie są cudowne, ale tylko jedna zaskakuje i nie pozwala odłożyć książek, dopóki nie poznamy finału. Jaki wiec finał przygotował dla nas George R.R. Martin?  

Jeśli chodzi o bohaterów „Tańca ze smokami” to na wstępie warto powiedzieć kilka słow o Cersei. Królowa – regentka już od „Uczy dla wron” zajmuje znowu kluczowe miejsce w narracji George R.R. Martina. Podtytuł czwartej odsłony pt. „Sieć spisków” wiele mówi o roli Cersei. Na przestrzeni poprzednich trzech tomów kobieta utkała przemyślaną sieć intryg i knowań, czego symbolem jest przede wszystkim relacje pomiędzy Królewską Przystanią oraz Wiarą. Ma to szalenie istotne znaczenie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę słabnącą pozycję rodu Lannisterow. Królowa – regentka znajduje sojuszników w wyniku przemyślanej sekwencji zdarzeń. Odkrywa słaby punkt u Wielkiego Septona, który marzył o odzyskaniu suwerenności dla członków swojego bractwa i samodzielnym radzeniu sobie z zagrożeniami, jednak dekret wydany w tym zakresie przed trzystoma laty uniemożliwiał wskrzeszenie Zakonu Gwiazd i Miecza, co w dalszej kolejności miało obudzić znów do życia Wiarę Wojującą. Nic jednak nie dzieje się w świecie Westeros za darmo, prawda? Cersei w ten sposób uzyskuje silne wsparcie na północy, z kolei Wielki Septon realizuje swoje marzenia o przywróceniu świetności zastępom ubogich braci, którzy nigdy wcześniej tak ubodzy nie byli: decyzją przełożonego, wszystkie klejnoty  i dobra zostają spieniężone, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczone na rzecz potrzebujących. Sytuacja finansowa Braci wydaje się znakomita, ponieważ Wielki Sempton decyduje również o umorzeniu długów Królewskiej Przystani. Tak oto w wyniku podstępów Cersei rodzi się na naszych oczach potężny sojusz, a Królowa – regentka, pozostając w cieniu głównej rozgrywki, wciąż pociąga za najważniejsze sznurki i pcha potężne armie ku sobie. Straciłem już wiarę w przemianę Cersei. Stało się to wcześniej, kiedy straciła syna i ojca, a mimo to, nie zmieniła swojego postępowania ani o jotę. Jest to o tyle zaskakujące, że nawet jej brat i kochanek, Jaimi, pokusił się o refleksje w przedmiocie swojej przeszłości. Stracił prawą rękę, a status „królobójcy” również nie otwierał przed nim wszystkich drzwi w Westeros. To jednak nie osobista sytuacja, a relacje z Cersei zmieniają Jaimiego. W mojej opinii jego postać zajmuje podium wśród najbardziej zaskakujących bohaterów „Pieśni Lodu i Ognia”, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że wcześniej budził w mojej głowie raczej wrogie uczucia i emocje, a teraz nawet mu kibicuje! Macie podobnie? Dajcie znać ? Kończąc wątek Jaimiego — Dowódca Królewskiej Straży udaje się w książce „Taniec ze smokami” do Riverrun, gdzie jego zadaniem jest uczestniczyć w zdobyciu zamku, ostatniego bastionu buntowników na północ od Królewskiej Przystani. Niestety niewiele dowiedziałem się o jego udziale w bitwie, choć jestem szalenie ciekawy, jak poradzi sobie bez prawej ręki! Może kolejne części przyniosą odpowiedź na to pytanie?  

Fani Aryi Stark nie mogą czuć się nazbyt rozpieszczani przez amerykańskiego pisarza. Już w poprzednich tomach postać tą ogarniała coraz większa mgła, a „Taniec ze smokami” jeszcze mocniej podsyca nasze domysły. Okazuje się bowiem, że młoda Starkówna podejmuje szkolenie u tajemniczego rycerza. Jej umiejętności z dnia na dzień czynią ją co raz to bardziej niebezpieczną, a ona sama wydaje się mieć w tym swój jasno określony cel. Kto pamięta tę postać z 6 sezony „Gry o Tron”, ten wie, że dziewczyna jest zdolna do wszystkiego, jednak wydaje się, że w literackiej wersji „Pieśni Lodu i Ognia” ma ona swoją rolę do odegrania dopiero w kolejnych częściach sagi. Przyznaje, jestem ciekaw, jak George R.R. Martin przedstawi jej wątek w przyszłości, czy bardzo odbiegnie od serialowej adaptacji? W międzyczasie narracja przenosi nas pomiędzy kolejnymi ziemiami wszystkich Siedmiu Królestw, docieramy m.in. do Dorne. Wracamy tym samym do wydarzeń opisanych w „Uczcie dla wron”, gdzie na dworze księcia Dorana miały miejsce wydarzenia mocno traumatyczne dla wielu fanów „Pieśni Lodu i Ognia”. Lord Słonecznej Włóczni i głowa rodu Martellów tym razem został przedstawiony oczami dowódcy książęcej straży, Areo Hotaha. Jest to wątek tak intrygujący, że szkoda tu cokolwiek o nim więcej pisać, zdradzę wam jednak w tajemnicy, że książę wciąż pozostaje mędrcem, który nie spieszy się z podejmowanymi przez siebie decyzjami. W przeszłości nie zawsze był to dobry wybór, jak będzie tym razem? „Taniec ze smokami” was zaskoczy ?.  

A teraz szybki quiz dla uważnych! Jaka postać została do tej pory pominięta i może to mieć związek z jej wzrostem? Kto nie zgadł, prawdopodobnie nigdy nie czytał „Pieśni Lodu i Ognia”, nie oglądał „Gry o Tron” i najpewniej spędził ostatnią dekadę w domku na drzewie bez elektryczności. Tyrion Lannister powraca na należne mu miejsce w „Tańcu ze smokami”", czyli... nie, nie objął władzy na Żelaznym Tronie, lecz znów znajduje się w okolicznościach, do których wydaje się stworzony ?. Naczelny rozrabiaka  Westeros nie ma łatwo. Wcześniej zmarł mu ojciec, co jednak nie zasmuciło naszego ulubieńca, nie miał bowiem nigdy dobrych relacji z Lannisterem – seniorem. Niemniej jego śmierć wywołała niemałe trzęsienie ziemi w Królewskiej Przystani, zostawiła wolną rękę Cersei w sprawowaniu rządów. A te jak wspomniałem wcześniej, są krwawe, brutalne i... pełne intryg. Jedna z nich zakładała ogłoszenie publicznie sporej sumki za głowę Tyriona i we wszystkich Siedmiu Królestwach wywołało to entuzjazm, wszak Tyrion ma wielu wrogów, a niektórzy z nich gotowi są nawet się pochylić się i naciągnąć sobie mięśnie grzbietu, aby tylko odciąć głowę Tyriona. Ten jednak jakimś cudownym zrządzeniem losu im ma trudniej, tym lepiej się... bawi! Poprzednia część przyniosła podróż karła na pokładzie „Wesołej Akuszerki” przez Wielkie Morze. Jest to wątek przedstawiony za pomocą „motywu drogi”, gdzie nasz niskorosły bohater rozprawia się ze swoją przeszłością, spędzając całe dnie pod pokładem statku, gdzie opróżnia kolejne beczki z winem. W międzyczasie mamy okazje czytać jego liczne, wewnętrzne monologi związane z Cersei, Tywinem oraz Tyshy. W moich oczach okazało się to kapitalnym rozwiązaniem, trudno bowiem się nie uśmiechnąć, kiedy słodkie — gorzkie słowa Tyriona uderzają w niego samego, jednocześnie... będąc komplementami. W drugiej części „Tańca ze smokami” nasz bohater przezywa nie lada ekscesy: dwa razy topiony, sprzedany w niewolę, a nawet... rzucony na pożarcie lwom. Czy ze wszystkich wymienionych perypetii Tyrion wyjdzie jak zawsze cały i zdrowy, nie licząc chorej od wina wątroby i kolejnych złamanych serc niewinnych niewiast? Nie powiem! Niewątpliwie urok twórczości George R.R. Martina kryje się w jego pomysłach, nigdy nie wiadomo, kiedy amerykański pisarz stwierdzi, że tym razem nie żartował i cienka linia życia naszych ulubionych bohaterów zostanie na zawsze przerwana. Jako że jednak „Taniec ze smokami” jest na ten moment ostatnią częścią „Pieśni Lodu i Ognia”, pożegnanie z Tyrionem złamałoby pewnie więcej czytelniczych serc niż on sam na łamach wszystkich poprzednich części. Dlatego zdarzę wam, że Tyrion nie zostanie zjedzony przez lwy, co jest o tyle zrozumiałe, że pewnie i tak dzikie bestie by sobie nim nie pojadły!  

Było o Tyrionie na wesoło, teraz czas zaparzyć sobie zielonej herbaty i pogadać poważnie o postaci Fetora. Nisko urodzony sługa rodu Boltonów to jedno z największych objawień „Pieśni Lodu i Ognia”, choć jego losy są w gruncie rzeczy okrutne i nie sądzę, aby ktokolwiek chciał się znaleźć na jego miejscu. I wcale nie dlatego, że praktykował, jak wieść niesie nekrofilię, a jego zapach był tak odrażający, że tytuł „Fetora” wydaje się uzasadniony. Na rozkaz swojego pana, Ramsaya Snowa, Fetor udaje się z nim w podróż celem odnalezienia Aryi Stark i kolejno jej poślubienia. George R.R. Martin postanowił jednak zrehabilitować ów postać, a jej rola w „Tańcu ze smokami” okazuje się nie do przecenienia w kontekście wspomnianej wyżej córki Starków oraz samego miasta Winterfell! ?  

Jon Snow niezmiennie piastuje tytuł Dowódcy Straży Nocnej i czyni starania, aby przygotować zebranych pod Murem wojowników do walki z Innymi. W międzyczasie nawiązuje poprawne relacje z Dzikimi, co jest wyraźnie nie w smak jego podkomendnym. W ocenie Jona Snow jedyną szansą na stawianie skutecznego oporu wobec zagrożenia, jakie płynie z północy, jest połączenie sił z Dzikimi. Wywołuje to jednak spory i napięcia wewnątrz Nocnej Straży. Obserwujemy również, jak Jon Snow staje się coraz bardziej samotny, nie może liczyć na wsparcie przyjaciół, którzy albo już nie żyją, albo znajdują się w zupełnie innych częściach Westeros. Jest to wątek niespecjalnie angażujący, raczej konieczny dla samej fabuły, niemniej trudno było się tu spodziewać rewelacji wobec przyjętej przez George R.R. Martina narracji. Najlepsze na północy dopiero przed nami, a wcześniej mamy okazję przekonać się, że bękart Nedda Starka dorasta, pozbywa się złudzeń i próbuje przetrwać. Tylko tyle i aż tyle!  

Była Cersei, był Tyrion i Jon Snow, czyli czas teraz na mokry sen męskiej części publiczności ? Daenerys po wygranych bitwach zdecydowała się pozostać w mieście Meereen. Pragnie zdobyć wiedzę, jak rządzić sprawiedliwie, zanim zasiądzie na Zależnym tronie. Jednak jej plan nie uwzględnia wielu przeciwności losu, a te zdają się piętrzyć coraz bardziej niczym chmury burzowe w pierwszych dniach wiosny. Meereen choć zdobyte, zostało w gruncie rzeczy opanowane przez morderców i rabusiów lojalnych obalonym wcześniej arystokratom. Jednocześnie z południa nadciąga potężna armia złożona z niewolników Yunkai. W poprzednim, pierwszym tomie „Tańca ze smokami” obserwowaliśmy Danerys, która niezbyt sobie radziła w nowej roli. Pamiętam dobrze jakie wrażenie zrobiła na mnie  scena, gdy królowa udziela zgody na audiencje petentom, licząc, że kiedy pozna problemy, z jakimi Ci się mierzą, lokalni mieszkańcy obdarza ją zaufaniem i szacunkiem. Nic podobnego się nie wydarzyło! Ku jej rozczarowaniu, większość próśb miała charakter polityczny. Z jednym wyjątkiem. Oto bowiem przed obliczem Daenerys stanął starszy mężczyzna, który na rekach trzymał zwłoki syna, spalonego uprzednio przez ziejącego ogniem smoka. Nie był to jednak smok wawelski, a prawdziwy smok latający nad miastem – cień podejrzeń w oczywisty sposób został skierowany na trzy smoki, które w wyniku tych zdarzeń zostały zamknięte w jaskini. Daenerys to postać wyjątkowa. Nawet jeśli jej wątki nie niosą za sobą spektakularnych wydarzeń, i tak skutecznie rozpalają wyobraźnie czytelników. Wojownicza khalessi zamienia się jednak na naszych oczach w kobietę słabą, szukająca doraźnych rozwiązań, a aktualne problemy skutecznie odwlekają w czasie podróż na czele armii sprzymierzonych przeciwko wojownikom pozostałych królestw. Podczas czytania „Tańca ze smokami” pierwszy raz miałem w głowie pytanie, co z tego wyniknie? Wcześniej byłem przekonany, że George R.R. Martin pokrętnymi drogami, ale jednak prowadzi wątek Daenerys po prostu do Królewskiej Przystani i objęcia schedy po przodkach na Żelaznym Tronie. Aktualnie ważniejszym pytaniem jest to związane z... romansem między Matką Smoków oraz pewnym kapitanem najemników. Tak moi mili, kto chciał poślubić Daenerys, będzie musiał zmierzyć się z jej motylami w brzuchu do innego faceta! Jako ciekawostkę zdradzę wam, że wydarzenia w Meereen obserwujemy nie oczami Matki Smoków, ale Barristana Śmiałego. To dobrze znany czytelnikom rycerz, którego zasługi nie mogą zostać poddane w wątpliwość, podobnie jak jego czyste serce oraz dobre intencje. Jeśli brzmi to, jak przepis na katastrofę w świecie Westeros to... dobrze brzmi ?  

Jeśli chodzi o techniczne aspekty „Tańca ze smokami", to nie uświadczymy żadnych niespodzianek. Język, jakim posługuje się George R.R. Martin, jest barwny i szalenie ciekawy, miejscami również archaiczny, wręcz średniowieczny. Opisy szat noszonych przez bohaterów i spożywanych przez nich posiłków noszą znamiona arcydzieła, zwłaszcza w zakresie podawanych wprost (!!!) przepisów na niektóre dania czy co bardziej wyszukane alkohole. Okładka książki z kolei nawiązuje do pierwszej części „Tańca ze smokami” w i moim mniemaniu jest najlepsza ze wszystkich nut „Pieśni Lodu i Ognia”.  

Śledzę fora dedykowane wielbicielom prozy George R.R. Martina i spotkałem się z artykułem, gdzie autor wskazywał na 10 rzeczy, które sprawiają, że serial zrealizowany przez HBO jest lepszy aniżeli literacki pierwowzór. Jakie były argumenty za tą mocno wątpliwą tezą? Nie wiem, bo nie przeczytałem, sam tytuł wydał mi się obrazoburczy, zwłaszcza że przeczytałem wszystkie części „Pieśni Lodu i Ognia” widziałem również każdy z ośmiu sezonów. I wyrok może być tylko jeden: książka jest lepsza niż serial, tak brzmi prawo natury stojące ponad prawem stanowionym przez ludzi. Jestem przekonany, że gdybym wylądował na bezludnej wyspie i miał tam spędzić rok z powieściami amerykańskiego pisarza, to nawet był nie zauważył, że mnie szukano ?.  

Sposoby dostawy

Płatne z góry

InPost Paczkomaty 24/7

InPost Paczkomaty 24/7

13.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

ORLEN Paczka

ORLEN Paczka

11.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier GLS

Kurier GLS

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier DPD

Kurier DPD

13.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Pocztex Kurier

Pocztex Kurier

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Odbiór osobisty (Dębica)

Odbiór osobisty (Dębica)

3.00 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info