Starcie królów. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 2

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Starcie królów. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 2

Starcie królów. Pieśń Lodu i Ognia. Tom 2

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Przez osiem tysięcy lat, ludziom zamieszkującym Zachodnie Krainy bliskie było widmo kolejnych intryg, spisków oraz brutalnych wojen - oto jednak zbliża się zima, a lodowate wichry wieją z północy zapowiadając kolejny rozdział konfliktu między ludźmi pragnącymi władzy.   

Drugi tom “Pieśni Lodu i Ognia” rozpoczyna zmagania kilku królów, spośród których każdy ma jeden tylko cel: objąć schedę na Żelaznym Tronie po zmarłym władcy i władać tym samym wszystkimi Siedmioma Królestwami. Lordowie i rycerze na usługach kolejnych władców nierzadko zmieniają obozy, toczą się bitwy zbierające krwawe żniwo wśród wojowników, trwają pertraktacje i dokonywane są wielkie zdrady, kolejne małżeństwa są aranżowane, a fortyfikacje stojące na styku Siedmiu Królestw co rusz przechodzą z rąk do rąk. W tle słychać dawno zapomniane urazy, partykularne interesy i wielkie, niezaspokojone ambicje. Bohaterowie tej opowieści nie mogą nikomu ufać, dopóki nie odkryją, kto jest im wrogiem, a kto przyjacielem.  

“Starcie królów” przedstawia bohaterów znanych z pierwszej części, pojawiają się również postacie zupełnie nowe, których perspektywa na toczącą się wojnę wnosi świeże spojrzenie na konflikt toczący się we wszystkich Siedmiu Królestwach. Jednym z pretendentów do Żelaznego Tronu jest Joffrey Baratheon, prawowity król, który z uwagi na swój wiek, cierpliwie czeka na objęcie władzy. W tym czasie w jego imieniu rządy sprawuje jego matka Cersei, wujek Tyrion. Z kolei Robb Stark, Król Północy ma osobiste motywy, aby toczyć wojnę - pragnie pomścić śmierć ojca, uwolnić z rak wrogów swoje dwie siostry, ponadto odłączyć ziemie północne od reszty królestw i zapewnić im trwały pokój oraz wolność od wojennej zawieruchy. Kolejnym królem jest Stannis Baratheon, pozostający pod wpływem Czerwonej Kapłanki o imieniu Mellisandre. Kobieta skrywa wiele tajemnic, a jej obecność budzi w innych niepokój i lęk. Renly Baratheon po ślubie z lady Margaery Tyrell uzyskał wsparcie Wysogrodu, wyrusza w kierunku Królewskiej Przystani, pewny zwycięstwa i obracający kolejne połacie ziemi w chaos. Daenerys Targaryen, gromadzi z kolei potężną armię za morzem, gdzie Matka Smoków czeka również cierpliwie, aż jej potomstwo urośnie w siłę, aby ruszyć ku Królewskiej Przystani i wziąć to, co w jej ocenie należy do niej. Niespokojnie jest również za Wielkim Murem, gdzie ma miejsce powstanie zorganizowane przez Mence Raydera, samozwańczego Króla za Murem – jego działania przynoszą śmierć Nocnej Straży, powołanej do strzeżenia północnych krain.  

“Pieśń Lodu i Ognia” została wydana w 1996 roku - G.R.R. Martin stworzył dzieło niezwykłe, przedstawiające losy rodu Lannisterow i Starków pragnących objąć władze nad Żelaznym Tronem. Bohaterowie tej opowieści nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel – ich namiętności i zdrady, siła oraz słabości, wielkie marzenia i jeszcze większej obawy towarzyszą czytelnikowi przez kolejne strony jednej z najbardziej znanych powieści fantasy w historii literatury! 

Cena katalogowa: 49.00 zł

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

Przez osiem tysięcy lat, ludziom zamieszkującym Zachodnie Krainy bliskie było widmo kolejnych intryg, spisków oraz brutalnych wojen - oto jednak zbliża się zima, a lodowate wichry wieją z północy zapowiadając kolejny rozdział konfliktu między ludźmi pragnącymi władzy.   

Drugi tom “Pieśni Lodu i Ognia” rozpoczyna zmagania kilku królów, spośród których każdy ma jeden tylko cel: objąć schedę na Żelaznym Tronie po zmarłym władcy i władać tym samym wszystkimi Siedmioma Królestwami. Lordowie i rycerze na usługach kolejnych władców nierzadko zmieniają obozy, toczą się bitwy zbierające krwawe żniwo wśród wojowników, trwają pertraktacje i dokonywane są wielkie zdrady, kolejne małżeństwa są aranżowane, a fortyfikacje stojące na styku Siedmiu Królestw co rusz przechodzą z rąk do rąk. W tle słychać dawno zapomniane urazy, partykularne interesy i wielkie, niezaspokojone ambicje. Bohaterowie tej opowieści nie mogą nikomu ufać, dopóki nie odkryją, kto jest im wrogiem, a kto przyjacielem.  

“Starcie królów” przedstawia bohaterów znanych z pierwszej części, pojawiają się również postacie zupełnie nowe, których perspektywa na toczącą się wojnę wnosi świeże spojrzenie na konflikt toczący się we wszystkich Siedmiu Królestwach. Jednym z pretendentów do Żelaznego Tronu jest Joffrey Baratheon, prawowity król, który z uwagi na swój wiek, cierpliwie czeka na objęcie władzy. W tym czasie w jego imieniu rządy sprawuje jego matka Cersei, wujek Tyrion. Z kolei Robb Stark, Król Północy ma osobiste motywy, aby toczyć wojnę - pragnie pomścić śmierć ojca, uwolnić z rak wrogów swoje dwie siostry, ponadto odłączyć ziemie północne od reszty królestw i zapewnić im trwały pokój oraz wolność od wojennej zawieruchy. Kolejnym królem jest Stannis Baratheon, pozostający pod wpływem Czerwonej Kapłanki o imieniu Mellisandre. Kobieta skrywa wiele tajemnic, a jej obecność budzi w innych niepokój i lęk. Renly Baratheon po ślubie z lady Margaery Tyrell uzyskał wsparcie Wysogrodu, wyrusza w kierunku Królewskiej Przystani, pewny zwycięstwa i obracający kolejne połacie ziemi w chaos. Daenerys Targaryen, gromadzi z kolei potężną armię za morzem, gdzie Matka Smoków czeka również cierpliwie, aż jej potomstwo urośnie w siłę, aby ruszyć ku Królewskiej Przystani i wziąć to, co w jej ocenie należy do niej. Niespokojnie jest również za Wielkim Murem, gdzie ma miejsce powstanie zorganizowane przez Mence Raydera, samozwańczego Króla za Murem – jego działania przynoszą śmierć Nocnej Straży, powołanej do strzeżenia północnych krain.  

“Pieśń Lodu i Ognia” została wydana w 1996 roku - G.R.R. Martin stworzył dzieło niezwykłe, przedstawiające losy rodu Lannisterow i Starków pragnących objąć władze nad Żelaznym Tronem. Bohaterowie tej opowieści nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel – ich namiętności i zdrady, siła oraz słabości, wielkie marzenia i jeszcze większej obawy towarzyszą czytelnikowi przez kolejne strony jednej z najbardziej znanych powieści fantasy w historii literatury! 

Szczegóły

Opinie

Dostawa i płatność

Szczegóły

Okładka: brak danych

Ilość stron: 924

Rok wydania: 2011

Rozmiar: 125 x 185 mm

ID: 9788375068351

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Opinie użytkowników
5.0
2 recenzje
Dodana przez Mateusz w dniu 2022-10-14T21:49:02.000000Z

Spotkałem się kiedyś z określeniem, że gdyby książki zawierały nuty, to “Pieśń Lodu i Ognia” byłaby najbardziej znaną etiudą w historii – trudno się z tym nie zgodzić, skoro fani gatunku fantasy nie mają wątpliwości, że powieści George’a R.R. Martina uchodzą za najlepszego w historii całego gatunku. Druga zwrotka tej niezwykłej melodii kontynuuje znakomity poziom pierwszej części, w moim osobistym mniemaniu nawet go przewyższa. Starcie królów to prawdziwa uczta literacka w moich oczach, która wciągnęła mnie bez reszty i sprawiła, że cały miniony weekend miałem wyjęty z życia! Czy żałuje czasu spędzonego nad książką? Żałuję, że sięgnąłem po nią z takim poślizgiem 😊   

Czym zaskoczyło mnie “Starcie Królów” Na pewno spodziewałem się kontynuacji przygód ulubionych bohaterów, tym czasem odkryłem historię dwóch zupełnie nowych, które autor udanie wplótł w całą fabułę i nadał im tym razem wiodącą rolę - mowa oczywiście o - Theonie Greyjoyu oraz Davosie znanym również jako “Cebulowy Rycerz”. Zmartwię jednak czytelników w Polsce, bowiem tytuł “Cebluowego Rycerza” nijak nie nawiązuje do ulubionych warzyw naszych rodaków, stanowi jedynie kolejny popis szalonej wyobraźni w wykonaniu mistrza gatunku, George R.R. Martin. Wyobraźnia ta sięga daleko, dlatego też autor zmienia w drugiej części serii perspektywę i możemy śledzić narrację z perspektywy wyżej wspomnianych postaci, co zmienia pogląd na całą fabułę opisaną w pierwszej części i pozwala nieco lepiej zrozumieć dalszy bieg historii ukryty między słowami autora. Uczciwie przyznam, że żadna z przytoczonych wcześniej postaci nie zyskała sobie mojego szczególnego uznania, zwłaszcza mowa tu o Theonie, który prezentuje się raczej jako zapatrzony w siebie, narcystycznie usposobiony głupek, chociaż w pierwszej części niewiele na to wskazywało, a jego relacja z Robbem Starkiem pozwalała raczej wierzyć, że Theon będzie pozytywnie odbierana przez czytelników postacią. Wygląda na to, że George R.R. Martin znowu zagrał nam na nosie! W “Starciu królów” wychodzi na to, że Theon to w gruncie rzeczy biedny zakładnik, który pragnie ponad wszystko doznać w końcu miłości oraz podziwy, szczególnie ze strony bliskich mu osób, tutaj jego ojciec wysuwa się na pierwszy plan w tym zakresie. Theon chce również wyjść w końcu z ścienia i na nowo stać się jednym z Żelaznych Ludzi, co wiąże się z koniecznością zdobycia zaszczytów, tytułów oraz władzy. Wydaje się jednak, że zależy mu najbardziej na szacunku, którym nie obdarzają go jego bliscy, a droga jaką musi pokonać, aby to zmienić, jest długa i wyboista. Na tej właśnie drodze nasz bohater traci zupełnie rozum, jego rozsadek zdaje się ustępować chciwości, tym samym konsekwentnie zmierza w pułapkę swoich własnych słabości. Czy ta historia coś wam przypomina? Bo ja miałem wrażenie, że George R.R. Martin mówi na podstawie Theona o każdym z nas!   

A co z Davosem? Perspektywa, za sprawą której poznajemy świat jego oczami nie wydała mi się szczególnie pociągająca, ale to nie ma nic wspólnego z warsztatem autora ani pomysłem na tą postać, a jedynie jest symbolem moich uprzedzeń, które skupiły się na Davosie, a szerzej dotyczą postaci Stannisa Baratheona i wspomniany wyżej Cebulowy Rycerz w niczym tu specjalnie mi nie zawinił 😉   

Skoro już napisałem, jaki pomysł na narracje miał George R.R. Martin, to czas przejść do najważniejszego, czyli fabuły “Starcia królów”. Znacie powiedzenie “Umarł król, niech żyje król? Często można je spotkać przy projekcji filmów tematycznie związanych ze średniowieczem, a taka analogia wydaje się jak najbardziej uzasadniona dla kolejnej części cyklu w świecie Żelaznego Tronu. Skoro umarł król, i król żyje, to pojawia się jednak pytanie: który król? Pretendentów do takiego miana jest przynajmniej kilku i każdy z nich w swoim osobistym mniemaniu uważa, że jego prawa do tronu są ważniejsze od pozostałych. Brzmi jak nieporozumienie przedszkolaków? Nie dajcie się zwieść, tutaj gra toczy się nie tylko na śmierć i życie, ale przede wszystkim związana jest z historycznymi perypetiami rodów starszych niż Katedra na Wawelu!   

Pierwsza część “Gry o Tron” skończyła się śmiercią Roberta Baratheona. Jej następstwem był potężny chaos we wszystkich Siedmiu Królestwach, gdzie śmierć, wojna i głód dały się we znaki wszystkim ich mieszkańcom. Zycie jednak nie znosi próżni i szybko w miejsce wspomnianego wyżej Roberta pojawia się czterech nowych królów, a Ci nie czekają, tylko od razu wypowiadają sobie nawzajem wojnę i toczą walkę o schedę po zmarłym władcy. Czy jednak rzecz dotyczy tylko władzy? Niekoniecznie, motywacje poszczególnych postaci są różne, choć niewątpliwie wszystkie je łączy pragnienie udowodnienia innym, że bardziej zasługują na władzę i tytuł jednego władcy we wszystkich Siedmiu Królestwach.   

Przejdźmy teraz do omówienia każdego z pretendentów, to oni bowiem stoją za tytułem drugiej części, czyli “Starciem Królów”.   

Na pierwszy ogień idzie Joffrey Baratheon – w recenzowanej książce jest on przedstawiany jako jedyny prawowity król, któremu należy się tron po śmierci Roberta Baratheona, co można wywnioskować po samej zbieżności nazwisk. W świecie “Gry o Tron” nic jednak nie jest proste i oczywiste – w imieniu Joffreya władzę sprawuje jego matka - królowa regentka - Cersei, wujek Joffreya, czyli Tyrion oraz mała rada, która jednak nie ma wiele do powiedzenia i jej obecność służy raczej uwiarygodnieniu działań całego towarzystwa, zmierzającego to wyeliminowania pozostałych pretendentów do tronu. Młody król słynie z brutalności, na widok krwi nierzadko wybucha entuzjazmem, pozostałe obowiązku związane z przyszłym królowaniem nie cieszą się jego zainteresowaniem, co oczywiście szybko powoduje, że chłopak zyskuje wielu wrogów również na królewskim dworze. Na tym tle zdecydowanie lepiej wypada Tyrion, który w osobliwy sposób próbuje ogarnąć chaos jaki powstał po śmierci starego króla, jednocześnie czyni starania, aby okiełznać przyszłego władcę i nauczyć go radzenia sobie z ludźmi, widzi w tym bowiem klucz do skutecznego rządzenia, zwłaszcza w czasach chaosu i nieustannej walki o Żelazny Tron. Interesującym wątkiem były relacje pomiędzy Tyrionem oraz Cersei, gdzie pozornie wydają się oni ze sobą współpracować, w rzeczywistości jednak wzajemnie się szpiegują, podrzucają sobie świnie (to metafora 😀) i każde z nich snuje własne spiski i teorie w przedmiocie dalszych losów królestwa – jednym słowem, mimo że są rodzeństwem, ich drogi mocno się rozjeżdżają w momencie objęcia władzy w imieniu małoletniego Joffreya.   

Kolejnym pretendentem do tytułu władcy absolutnego nad Siedmioma Królestwami jest Robb Stark, król północy. Wspominałem wcześniej, że trytowe “Starcie Królów” to niezwykła rozgrywka, gdzie tłem dla zmagań między potencjalnymi władcami jest władza, jednak na pierwszy plan wysuwają się często bardzo indywidualne motywacje. Dobrym przykładem jest właśnie rzeczony Robb Stark, który w istocie chce pomścić ojca, uwolnić z niewoli swoje siostry i na zawsze oddzielić ziemie północy od reszty kraju, aby położyć kres wojnie i z dystansem patrzeć, jak pozostałe krainy wzajemnie się wykrwawiają. Szlachetna postawa? W tych okolicznościach jak najbardziej, książki George’a R.R. Martina nie przedstawiają bowiem bohaterów bez skazy, przeciwnie, maja oni skomplikowane struktury osobowości, a czyste dobro właściwie nie istnieje, podobnie zresztą, jak czyste zło. Robb widząc wokół siebie ludzi pogrążonych w odmętach szaleństwa, zdecydowany jest porzucić marzenia o Żelaznym Tronie na rzecz spokoju jego poddanych, rodziny i całego Królestwa Północy. Na tle innych władców jego oczekiwania nie wydają się wygórowane, a jednak to właśnie postać Robba Starka cieszy się wsród fanów fantasy szczególnym uznaniem, może jednak wszyscy mamy słabość, bo bohaterów o dobrym sercu, choć częściej kibicujemy tym parszywym i wrednym postaciom?   

Kolejnym, trzecim jegomościem roszczącym sobie prawa do tronu jest Stannis Baratheon, za którym stoją magiczne moce. Czerwona kapłanka o imieniu Melisandre stała się jego najważniejszym doradcą, a jest to kobieta, której wielu się boi – dysponuje ona czarnymi mocami i nie waha się przed ich użyciem, jeśli jest to wskazane do osiągniecia celu. Jaki jest ten cel? Tego w “Starciu królów” nie wyjaśniono, zakładam jednak, że George R.R. Martin uczyni to w kolejnych częściach, o ile bowiem wiele postaci przewijających się w książce ma swoją role do odegrania i wcześniej czy później umiera, o tyle Czerwona Kapłanka wydaje się rosnąc w siłę i co raz częściej podejrzewam ją o rolę pierwszoplanową w całej serii!   

Czwarte miejsce wsród towarzystwa zaangażowanego w “Starcie Królów” przypadło na rzecz Renlego Baratheona. Ten to się dopiero ustawił! Wziął bowiem za zonę lady Margaery Tyrell, a to z kolei pozwoliło mu liczyć na wsparcie członków Wysogrodu. Baratheon zwołuje potężną armię i powoli, acz konsekwentnie zmierza w kierunku Królewskiej Przystani. Rzuca się w oczy jego pewność siebie – kolejne bitwy przeplata ucztami, turniejami rycerskimi, nie zawsze również pozostaje wierny swojej żonie, czyli... Gra o Tron w pełnej krasie 😀   

Ostatnie miejsce nie ma nic wspólnego z kindersztuba i przypada na rzecz Daenerys Targaryen, która znajduje się w “Starciu Królów” z dala od Królewskiej Przystani, gdzieś daleko za morzem. Jej postać skutecznie elektryzuje fanów, zwłaszcza męskiej części publiczności, wydaje się bowiem nie tylko piękna, ale również wrażliwą i mądra kobietą. To jednak pozory, Deanerys dobrze wie co robi, matka smoków pragnie odzyskać Żelazny Tron wszystkich Siedmiu Królestw. Interesującym wydał mi się fakt, że w związku z tą postacią George R.R. Martin przynajmniej w pierwszych dwóch częściach stworzył tak osobny wątek, że w innej serii książek jej losy śmiało mogłyby zostać wydane jako dodatek. To się zmienia z biegiem czasu, ale w “Starciu królów” ma ona niewielkie pojęcie o chaosie, który ma miejsce w jej ojczyźnie, tym samym jej plany wydają się skazane na porażkę w obliczu determinacji pozostałych królów. Skoro jednak wymieniłem ją jako ostatnią w całym towarzystwie, a sam George R.R. Martin długo pozostawia ją w cieniu pozostałych, to możecie mieć pewność, że właśnie Matka Smoków będzie kluczową postacią dla dalsze fabuły!   

Mógłbym jeszcze wymienić kolejnego pretendenta, choć jego rola wydaje się mocno marginalizowana i nie ogniskuje on początkowo uwagi czytelnika. Balon Greyjoy, czyli lord wszystkich Żelaznych Wysp, którego intencją jest objąć swoim panowaniem królestwa północy. Tymczasem już za murem powstanie organizuje niejaki Mance Ryder, który przedstawia się światu jako samozwańczy Król za Murem, raz po raz uderzający w członków Nocnej Straży, co ma swoje konsekwencje w drugiej części recenzowanej książki, gdy słowa “Winter is coming” niebezpiecznie zaczynają się materializować.   

Zabawne, że przedstawiłem wam całkiem wyczerpująco szereg postaci, wokół których toczy się akcja “Starcia królów”, a tak naprawdę niewiele powiedziałem o samej fabule! Jak to możliwe? Stoi za tym geniusz George’a R.R. Martina, który kreśli na łamach książki wyjątkowo skomplikowane intrygi, gdzie każda kolejna strona potrafi przynieść zwrot akcji i wywrócić stolik, na którym toczy się tytułowa “Gra o Tron”. We wszystkich Siedmiu Królestwach widać chaos, a walka nierzadko ma bratobójczy charakter, kolejni żołnierze giną, palą miasta i gwałcą niewiasty, nic nie jest w stanie ich powstrzymać. Postronni ludzie w tej opowieści cierpią najbardziej, co rusz doznając krzywd ze strony kolejnych armii i nie sposób się ukryć przed tą całą pożogą - przypomina mi to dzieje naszej I Rzeczypospolitej, choć nie opisane przez Sienkiewicza w “Ogniem i Mieczem”, raczej oparte na źródłach historycznych. Czy George R.R. Martin inspirował się naszą historią? Wątpię, inaczej pewnie napisałby alternatywną wersję “Wiedźmina” 😉   

“Starcie królów” zdaje się kontynuować styl i tonacje widoczną w “Grze o tron”, choć w mojej ocenie George R.R. Martin rozwinął swój styl i wprowadził kilka elementów, które wpływają na jeszcze większa przyjemność z obcowania z jego twórczością. Bohaterowie ewoluują, podejmują trudne wybory, co raz lepiej też poznają zasady jakie związane są z tytułową “Grą o Tron”. Trudno jednak czytać prozę autora jako “guilty pleasure”, bowiem ilość wątków i nagłych zwrotów akcji wymaga od czytelników uwagi i skupienia, inaczej można łatwo przepaść w gąszczu spisków oraz intryg, stracić rozeznanie kto z kim idzie przeciwko komu. Z drugiej strony nie wymaga to wszystko ze strony czytelnika zaangażowania, bowiem George R.R. Martin robi wiele, aby jego kolejne powieści wychodziły naprzeciw fanom i spełniały pokładane w nich oczekiwania. Jako przykład mogę podać fragment związany z oblężeniem Królewskiej Przystani, który śledzimy oczami Davosa, Tyriona oraz Sansy – przypominał mi nieco ostatnią część: Władcy Pierścieni” i oblężenie Helmowego Jaru, ale to najpewniej spaczenie książkami fantasy, gdzie podobne porównania nasuwają się samoistnie. Czy to źle? Ależ skąd, jeśli czerpać inspiracje to od najlepszych, a Martin i Tolkiem to dwie ikony gatunku!   

W sumie mało powiedziałem o Sansie, tymczasem nie tylko śledzimy narracje jej oczami, ale również ów postać szalenie się rozwijają na naszych, czytelniczych oczach. Młoda dziewczyna przezywa swoją pierwsza menstruację, co dla samej fabuły ma istotne znaczenie – przeznaczona jest wszak przyszłemu królowi i wspomniane wydarzenie czyni ją w tym zakresie gotową. Gotowa bynajmniej nie jest jednak duchowo, zdaje sobie bowiem sprawę, że aby przeżyć, musi stać się silną królową. Poznaliśmy ja w pierwszej części jako dziecko, tymczasem rozkwita niczym motyl na wiosnę i pozbywa się niebezpiecznych złudzeń na temat otaczającego ją świata, zwłaszcza w zakresie rzekomo potencjalnej postawy rycerzy na służbie wszystkich Siedmiu Królestw. Niewiele z niej zostaje dziecka, uczy się z powodzeniem kłamać, jest też co raz bardziej ostrożniejsza, jednym słowem: przestaje być głupiutka i naiwna, a jej co raz częściej udane próby ułożenia sobie życia w Królewskiej Przystani to udana podróż literacka o której czytało mi się wyjątkowo przyjemnie.   

Zmierzając nieuchronnie do podsumowania, warto zauważyć, że George R.R. Martin wysoko postawił poprzeczkę kolejnym pokoleniom pisarzy z gatunku fantasy. To wielka sztuka, że autor powołuje do życia swoich bohaterów nie tylko na łamach książek, ale równie skutecznie rozpalając wyobraźnię swoich czytelników. Z kadzą kolejną stroną emocje związane z fabuła wzbierają niczym fale na oceanie. Każda śmierć w “Starciu królów” to zaskoczenie, które niekiedy przynosi ulgę czytelnikowi, innym znów razem wielkie rozczarowanie, zwłaszcza gdy mowa o postaciach, które zdążyliśmy polubić! Niewątpliwie “Starcie królów” dedykowane jest przede wszystkim czytelnikom znającym pierwszą część serii, ciężko w tej sytuacji w obliczu bogactwa twórczości sięgać po drugą książkę nie mając należytego w tym zakresie przygotowania wynikającego z historii opisanej w “Grze o Tron”. Książki George’a R.R. Martina są jak pudełko czekoladek, parafrazując Forresta Gumpa – nie wiadomo, którą aktualnie wyciągniesz, ale dopiero wszystkie razem tworzą niesamowite uniwersum, które na stale weszło do naszej popkultury i dziś utożsamiane jest z najwybitniejszym osiągnieciem w zakresie literatury gatunku fantasy. Nie pytaj więc, czy warto przeczytać “Grę o Tron”, zrób raczej rachunek sumienia, dlaczego nie przeczytałem jej wcześniej drogi czytelniku 😀  

Dodana przez Aleksander w dniu 2022-10-14T21:49:04.000000Z

Kiedy dwa, trzy lata temu świat żył kolejnymi odcinkami “Gry o Tron” emitowanymi na HBO, miałem sporo obowiązków na głowie i brak czasu, aby obejrzeć wszystkie 73 odcinki. Prawdę mówiąc, niespecjalnie nawet mnie to całe zamieszanie interesowało, fantasy wydawał mi się wtedy światem równie ciekawym, co nieprzeniknionym, wymagającym zdobycia dużej wiedzy, aby się w tym wszystkim odnaleźć i zrozumieć, co twórcy tego gatunku mają do przekazania. Mieszkałem wtedy ze współlokatorką, która przy okazji każdego spotkania w kuchni chętnie opowiadała jaki odcinek właśnie obejrzała i mniej więcej już przy drugim sezonie poprosiłem ją, aby oszczędziła mi tych streszczeń, ponieważ kompletnie nie nadążałem kto z kim, dlaczego i gdzie. Czułem się przytłoczony tymi historiami, a sam serial oparty na książkach George’a R. R. Martina przypominał mi masło rozciągnięte na zbyt wielu kromkach. Znajomi jednak twierdzili, że to najlepszy serial w historii, a wielu z nich w tym samym czasie nagle obudziło sobie po latach pragnienie czytania literatury, konfrontując obraz z przedstawianą w serialu z wizją autora, związaną z literackim pierwowzorem. Na tym tle się wyłamałem, ale czas zmienia naszą percepcje świata i pod koniec deszczowych, tegorocznych wakacji sięgnąłem po pierwsza część Gry o Tron. Książka początkowo budziła moje obawy z uwagi na swój rozmiar, przypominała bardziej cegłę do samoobrony, aniżeli opowieść, na punkcie której zwariował świat. A potem sam zwariowałem. Mniej więcej od dziesiątej strony. Od tamtych wydarzeń minęły dwa miesiące, mam za sobą kolejną część cyklu George’a R. R. Martina, a dziś podzielę się z wami moimi wrażeniami w jej przedmiocie! 😊   

“Starcie królów” to drugi z kolei tom sagi “Pieśń Lodu i Ognia”, której autorem jest George R. R. Martin. Autor zapoczątkował swoją serię już w 1996 roku i... nadal nie widać jej końca, co szczególnie cieszy fanów fantasy, od lat zakochanych w twórczość brytyjskiego pisarza. Seria ta należy do tzn. Low fantasy, czytelnik ma okazję śledzić poczynania bohaterów w pozornie realnym świecie, gdzie rycerze i władcy toczą zmagania na śmierć i życie, nierzadko sięgając po wyrafinowane bronie, czyniąc przy tym również liczne intrygi. Historia ta zawiera w sobie mnóstwo postaci, dodatkowo obserwujemy również smoki, nieumarłych i inne stwory, dobrze kojarzone przez fanów gatunku. Pierwsze dwa tomy serii imponowały przede wszystkim bogata fabułą i misternie uknutą siecią powiązań pomiędzy poszczególnymi bohaterami, miewałem momenty nad książką, gdzie miejscami trudno było się w tym wszystkim połapać i odnaleźć, W międzyczasie wyszedł serial, który nieco porządkował chronologię, mocno również nawiązywał do samej książki, o czym najlepiej świadczy pozytywny odbiór produkcji HBO.   

“Starcie królów” to znakomity przykład świetnie napisanego fantasy, gdzie autor wykazuje się nie bywałym kunsztem literackim i sięga po odmęty swojej wyobraźni, które nawet w oczach fanów gatunku okazały się zaskoczeniem na miarę Tolkienowskiego Władcy Pierścieni – nie przez przypadek obie pozycje są ze sobą często porównywane zarówno w warstwie literackiej jak i filmowej. Czasami odkładałem książkę na bok i zastanawiałem się, jak wiele czasu potrzebował autor na stworzenie tak bogatego świata, gdzie każda z postaci ma swoją unikalną charakterystykę, a kolejne wątki udanie się ze sobą łączą, prowadząc czytelnika do wyczekiwanego finału. W mojej opinii George R. R. Martin posiada fantastyczną intuicje do kreowania wielowarstwowego uniwersum, gdzie kolejne intrygi uknute przez bohaterów, idealnie wpisują się w prowadzoną przez autora narrację. A skoro już o narracji mowa – wydarzenia jakie obserwujemy w “Starciu królów” są ukazywane z punktu widzenia kolejnych bohaterów - narratorów, a każdy z nich oznacza nowe wątki i nowe miejsca, które jednak w jakiś magiczny doprawdy sposób łączą się w jedną, spójną i wiarygodną w oczach czytelnika całość. Od tych ciągłych zawirowań związanych z fabułą może od czasu do czasu zakręcić się w głowie, niemniej dla fanów gatunku oznaczają godziny spędzone nad książką, choć trzeba oddać Martinowi, że w żadnym momencie powieści nie czułem znużenia opisana akcją, przeciwnie - śmiało podążałem za akcją poszukując odpowiedzi na piętrzące się w mojej głowie pytania. Nie mogło być inaczej, skoro zdecydowana większość recenzowanej powieści to niejako zapętlający się motyw kolejnych intryg, przeplatanych krwawymi starciami, pełnymi humoru dialogami i całą paletą emocji: od wzruszenia, po miłość, nienawiść, aż do namiętności i uniesień z nią związanych, które w powieściach George’a R. R. Martin zajmują sporo miejsca i rozpalają wyobraźnie czytelników. Jedną z najmocniejszych cech twórczości autora jest bez wątpienia osobliwa gra, jaką podejmuje z czytelnikiem. Kiedy miałem już wrażenie, że znam plany kolejnych bohaterów i wiem czego się spodziewać po nich, często mnie zaskakiwali, wybierali inną drogę lub zmieniali zdanie w kluczowych sprawach. Brzmi to jak szaleństwo? Może, ale jak śpiewały Elektryczne gitary w piosence “Dzieci wybiegły”: “Wszyscy mamy w głowach źle, że żyjemy (…)”. Inaczej mówiąc, ludzie to istoty emocjonalne, których koleje losu trudno przewidzieć, i właśnie takimi bohaterami są postacie w świecie opisanym przez George R. R. Martin – prawdziwi i wiarygodni, których możemy lubić lub dążyć niechęcią, kochać albo ich nienawidzić, nie sposób im jednak odmówić indywidualnego charakteru.   

Czytając “Starcie królów” miałem poczucie, że każdy z przedstawionych bohaterów stał mi się na swój sposób bliski, czasem w pozytywny sposób, czasem negatywny, jednak nie trudno było mi przejść obok nich obojętnie. George R. R. Martin dużą uwagę przywiązuje do wiarygodności i plastyczności przedstawianego czytelnikowi świata i czyni to tak udanie, że kolejne postacie w książki wydają się daleko wykraczać poza świat fantasy – John Snów na przykład budził we mnie ciekawość, intrygował mnie, a przy tym wydawał się idealnym kompanem do weekendowego wyjścia na piwo 😀 Miejscami łapałem się na tym, że jestem łatwowierny i naiwny, gdy zaczynałem kibicować postacią drugoplanowym, które na przestrzeni kilku kolejnych stron ginęły w intrygach i pojedynkach, a w ich miejsce pojawiali się nowi bohaterowie, przedstawiający swoją własną historią i nie sposób było mi przewidzieć, jaką role do odegrania mają w “Starciu Królów. Przykładem może być tutaj postać niejakiego Theon Greyjoy, człowieka szalenie chciwego i w gruncie rzeczy bezrozumnego, który pretendował do objęcia władzy. Jego rządy miały być oparte na sile, niemądrości i przez to z jednej strony idealnie wpisywał się w prowadzoną przez George R. R. Martin narracje, z drugiej zaś ciężko było mu kibicować, ponieważ nie miał w sobie nawet krzty dobroci. Nie przez przypadek o nim wspominam, ponieważ postać ta idealnie ilustruje pomysł autora na fabułę - w recenzowanej książce dobro nie jest najwyższą wartością, nie zawsze też wygrywa, zło z kolei nie spotyka się za każdym razem z karą, a bohaterowie książki ewidentnie nie czytali Tołstoja i jego powieści “Zbrodnia i kara”. Czy to stoi w sprzeczności z potencjalnym polubieniem negatywnych bohaterów powieści? Absolutnie nie! Postacie cieszące się fatalną opinią w książce możemy polubić za ich przebiegłość, spryt, dążenie do osiągania wyznaczonych sobie celów - nawet bowiem jeśli wydają nam się szujami, trudno im odmówić realizmu i z pewnością czytelnicy rozpoznają w nich osoby z otaczającego nas świata - na tym m.in. polega urok powieści Martina. Szerzej patrząc na całą serię, trudno tutaj obdarzyć sympatią jedną, konkretną postać, ponieważ nierzadko z czasem ujawnia ona swoje mroczne strony – dynamizm świata opisanego przez George R. R. Martin zachwyca i zaskakuje, a ludzie w nim przedstawieni wydają się być napisani “z krwi i kości”, często prezentując przy tym złożony i skomplikowany obraz swoich osobowości. Nie znam osobiście autora, wydaje się on jednak znakomitym obserwatorem i jeszcze lepszym psychiatrą. Oddaje bowiem wiarygodnie skrywane uczucia, wiele sekrety i jeszcze większe intrygi, które z czasem materializują się i pozwalają dostrzec konsekwencje wyborów podejmowanych kilkadziesiąt stron wcześniej.   

“Starcie królów” daje okazję czytelników do zapoznania się z dalszymi kolejami losów swoich ulubionych bohaterów, znanych już wcześniej z pierwszej części “Gry o Tron”. Znajdziemy w drugiej części również zupełnie nowych bohaterów, niektórzy z kolei wychodzą z cienia, znani są już czytelnikowi z pierwszej części, ale dopiero w “Starciu Królów” mają ważną rolę do odegrania i z postaci drugoplanowych zmieniają się w “konie pociągowe” dalszej fabuły. A skoro już o fabule wspomniałem - pierwsza część zakończyła się śmiercią Edda Starka, tym samym jego rodzina zostaje rozbita, a jej członkowie zmuszeni udać się w różne strony świata. Sansa zostaje skazana na towarzystwo swojego niedoszłego kochanka,  Joffreya, mężczyzny budzącego raczej same najgorsze emocje – chciwy, mściwy i niegodziwy, nie dajcie się jednak zwieść tym cechom, nie sposób określić go mianem “bad boya” za którym szaleją kobiety – przeciwnie, prezentuje się nam raczej jako kompletnie niedojrzały chłopiec na żelaznym tronie. Z kolei Arya zdołała uciec przed swoimi okrutnymi prześladowcami, musi jednak w tym celu się dalej ukrywać i zmienia tożsamość na chłopca, co nie pozostaje bez wpływu na jej wygląd - opis tej bohaterki w “Starciu królów” będzie dla wielu czytelników spora niespodzianką! A co z Catelyn, jedną z postaci, które wydały mi się szczególnie interesujące w pierwszej części? Cóż, kobieta teraz nie może zaopiekować się Braneum, ponieważ w drugiej części ma status wdowy, pozbawionej rodziny i majątki, tym samym spoczywa na niej obowiązek podążania za młodym Robbem, który kroczy drogą zwycięstwa, a wiele dyplomatycznych kwestii spada właśnie na wspomnianą wyżej Catelyn. Czy udaje jej się przy tym zachować godność i status damy? Czy rodzinie uda się wrócić do Winterfell, gdzie odzyska spokój i szczęście? Na drodze do tych planów zdecydowanie największe zagrożenie budzi rodzina Lannisterów -  Stannis Baratheon rośnie co raz bardziej w siłę i zdaje się w ogóle nie pamiętać o braterskich więzach, musze przyznać, że wyjątkowo nie lubiłem tej postaci! A co się dzieje na kartach “Starcia królów” z Daenrys Targaryen? Piękna pretendentka do żelaznego tronu wraz z rosnącymi j smokami znajduje się daleko poza najważniejszymi wydarzeniami, niemniej jej poczynienia zostały w kilku miejscach opisane, co tylko wydaje się wzmagać ciekawość, związaną z jej dalszymi losami. Autor wskazuje, że jej “khalasar” jest niemal na całkowitym wyniszczeniu, tym samym smoki jako pożądana w całym świecie bron i co raz więcej osób pragnie je zdobyć, aby wykorzystać w przyszłej wojnie. Uspokajam jednak fanów dziedziczki i spuścizny smoczej mocy, ponieważ nasza bohaterka trafia do pewnego bogatego miasta, gdzie rośnie w siłę, co raz więcej wojowników zbiera wokół siebie, a w międzyczasie wpada w gorący romans, z kim? Tego wam nie powiem, aby nie psuć zabawy z czytania “Starcia królów”! 😊   

Kolejne intrygi i spiski powodują zawrót głowy, nie można być pewnym, co przyniesie kolejna strona, a większość sił mniej lub bardziej udanie zmierza do objęcia władzy! To ciekawe, że George R. R. Martin nie faworyzuje żadnej z frakcji, raczej zachowuje zdrowy obiektywizm i nie sposób w ten sposób ocenić, jaki będzie finał całej historii. Jasne, opisuje moje wrażenia z drugiego domu dopiero, jednak świat fantasy często rządzi się swoimi prawami: tak było z” Władcą pierścieni”, “Hobbitem”, czy nawet “Diuną” - czytelnicy pragną emocji w świecie oderwanym od codzienności, jednak prawa jakie nim rządzą powinny zakładać ostateczne zwycięstwo dobra nam złem, tłum oczekuje emocji, ale chce się wśród nich czuć znajomo i bezpiecznie. Tymczasem autor powieści “Starcie królów” wyłamuje się z tych schematów i podaje do skonsumowania czytelnikowi historię, którą porównałbym do “Dine of the dark”, czyli spożywania posiłku w restauracji, gdzie nie ma światła. Mrok i ciemność unoszą się nad “Starciem królów” nie tylko z uwagi na brutalność powieści, ale przede wszystkim za sprawą tajemnicy, której rozwiązanie zdaje się znać jedynie sam Bóg albo autor, George R. R. Martin, choć w oczach fanów gatunku fantasy często jeden utożsamiany jest z drugim 😉 Kończąc wątek bohaterów, nie sposób nie wspomnieć o człowieku niewielkim wzrostem, ale sercem wielkim, wyrywającym się do ucztowania, kolejnych podbojów miłosnych oraz snucia intryg większych, aniżeli pozostali bohaterowi – mam na myśli oczywiście Tyriona, prawdziwy mistrz ciętej riposty. Lubie jego poczucie humoru, dystans do siebie i błyskotliwy umysł, który nawet w najtrudniejszych momentach pozwala karłowi wyjść z opresji i wrócić do ulubionych zajęć, czyli picia wina i zabawiania się z niewiastami 😀   

Wcześniej wspomniałem o wielości scen erotycznych w powieściach George R. R. Martin, i znamienne jest, że pierwsza część z tej serii powstała jeszcze w 1996 roku. Dlaczego? Ponieważ literatura w mojej ocenie to lustro, w którym przegląda się czytelnik, mając szansę dostrzec prawidłowości, jakimi rządzą się czasy, w których przyszło mu żyć. W drugiej połowie lat 90’ ubiegłego wieku, rewolucja seksualna jakiej jesteśmy dziś świadkami dopiero raczkowała, utożsamiana była z określonymi grupami społecznymi, częściej zaś z subkulturami. Inaczej mówiąc, świat nie był gotowy na to co proponował George R. R. Martin, dziś jednak w dobie Instagrama i mediów społecznościowych, granica między prywatą, a życiem publicznym skutecznie się zatarła - w lipcu bieżącego roku cały świat żył procesem John C. Depp II przeciwko Amber Laura Heard, gdzie znani aktorzy wyciągali najbardziej intymne zdarzenia ze swojego życia ku uciesze światowej publiczności. Znamienne, że nic podobnego nie miało miejsca w przeszłości, świat przed trzema dekadami był zdecydowanie bardziej pruderyjny, Tymczasem George R. R. Martin widocznie chciał ożywić akcję swojej powieści scenami dzikiego seksu, jednak sam ich opis nie jest nawet zbliżony do powieści erotycznych, raczej udanie koresponduje z całą powieścią, gdzie emocje wysuwają się na pierwszy plan, a uleganie słabością wpisane jest często w naturę przedstawionych bohaterów. W mojej osobistej ocenie “Starcie królów” jest zdecydowanie bardziej brutalna i erotyczna aniżeli część otwierająca cały cykl, niemniej widać poprawę u autora w zakresie przedstawienia scen walk – wydają się one jeszcze bardziej wiarygodne, realistyczne i generalnie czuć w nich atmosferę grozy i niebezpieczeństwa, dodatkowo wzmacnianą możliwością uśmiercenia ulubionych bohaterów, co autor czyni nad wyraz często. Zauważyliście drodzy czytelnicy, że niewiele mówię o samej magii? To może zaskakiwać, wszak mowa przecież o jednej z najbardziej rozpoznawalnych książek fantasy! Tymczasem Magia w “Starciu królów” rozwija się stopniowo, pojawia się m.in. postać Mellisandre, a jej rola w dalszej części serii wydaje mi się budzić największą ciekawość. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autor celowo stopniuje nam świat, przygotowując czytelnika na mocniejsze rozdanie w kolejnych częściach - śledzenie poczynań bohaterów sprawiało mi wielka radość, gdzieniegdzie widać było, że poszczególne wątki aż proszą się o rozwinięcie i z rozmów ze znajomymi, którzy przeczytali już wszystkie książki autora wiem, że najlepsze dopiero przede mną!   

Seria książek należąca do cyklu “Pieśń Lodu i ognia” to godne polecenia pozycje, nie tylko dla fanów fantasy, ale przede wszystkim miłośników znakomitej literatury. Historia opisująca dzieje wielu rodów na kilka dni skutecznie zawładnęła moją wyobraźnią i już teraz planuje sięgnąć po kolejne, jesienna aura za oknem będzie temu sprzyjać, ten czas w roku zawsze wykorzystuje na nadrabianie literackich zaległości. Znamienne, że jeśli poszukacie w Internecie książek polecanych przez innych czytelników, powieści George’a R. R. Martina znajdą się wśród nich, to samo w sobie stanowi zachętę, aby po nie sięgnąć, zwłaszcza, że obecnie na świecie pewnie niewiele osób nie słyszało o “Grze o Tron” w jej literackiej lub serialowej wersji 😊 

Sposoby dostawy

Płatne z góry

InPost Paczkomaty 24/7

InPost Paczkomaty 24/7

11.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

ORLEN Paczka

ORLEN Paczka

8.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

NAJTAŃSZA FORMA DOSTAWY

Kurier GLS

Kurier GLS

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier DPD

Kurier DPD

12.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Pocztex Kurier

Pocztex Kurier

11.99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Odbiór osobisty (Dębica)

Odbiór osobisty (Dębica)

0.00 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info