Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Hanna Szumańska-Grossowa. Wiersze i inne fragmenty
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień z domu Grossów jest pokój Jasia, gdzie grupa jego przyjaciół, w tym Adam Michnik, energicznie dyskutowała o tworzeniu gazetki ściennej. Tematem rozmów były również żartobliwe debaty na temat tego, kto powinien objąć rolę redaktora naczelnego. Kolejna scena pochodzi z dużego salonu z fortepianem, tapczanem oraz pokaźnym stołem pod oknem. Siedziałam wtedy przy mniejszym stoliku bliżej drzwi, a naprzeciwko mnie, w fotelu, zasiadała mama Jasia. Miała przed sobą papierosa i filiżankę kawy, a może kieliszek czerwonego wina? Prawdopodobnie przybiegłam prosto po szkole, mając na sobie wymęczony szkolny fartuszek, niepasujący do takiej chwili. Mimo to, mama Jasia rozmawiała ze mną jak z równą sobie, traktując mnie bardziej jak osobę dorosłą niż jak młodocianą przyjaciółkę swojego syna. Rodzice moich rówieśników byli głównie pochłonięci swoimi obowiązkami poza domem, a kiedy już się z nimi spotykaliśmy, byli często nieobecni myślami, stale zajęci czymś innym. Ostatecznie te spotkania raczej unikaliśmy. Mama Jasia była inna; obdarzała nas autentyczną sympatią i zainteresowaniem.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień z domu Grossów jest pokój Jasia, gdzie grupa jego przyjaciół, w tym Adam Michnik, energicznie dyskutowała o tworzeniu gazetki ściennej. Tematem rozmów były również żartobliwe debaty na temat tego, kto powinien objąć rolę redaktora naczelnego. Kolejna scena pochodzi z dużego salonu z fortepianem, tapczanem oraz pokaźnym stołem pod oknem. Siedziałam wtedy przy mniejszym stoliku bliżej drzwi, a naprzeciwko mnie, w fotelu, zasiadała mama Jasia. Miała przed sobą papierosa i filiżankę kawy, a może kieliszek czerwonego wina? Prawdopodobnie przybiegłam prosto po szkole, mając na sobie wymęczony szkolny fartuszek, niepasujący do takiej chwili. Mimo to, mama Jasia rozmawiała ze mną jak z równą sobie, traktując mnie bardziej jak osobę dorosłą niż jak młodocianą przyjaciółkę swojego syna. Rodzice moich rówieśników byli głównie pochłonięci swoimi obowiązkami poza domem, a kiedy już się z nimi spotykaliśmy, byli często nieobecni myślami, stale zajęci czymś innym. Ostatecznie te spotkania raczej unikaliśmy. Mama Jasia była inna; obdarzała nas autentyczną sympatią i zainteresowaniem.
