I boję się snów

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

I boję się snów

I boję się snów

DODAJ DO LISTY ŻYCZEŃ

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

„Spróbuję to opisać, choć właściwie nie wierzę, czy jest to możliwe. Wydaję się, że nie znajduję odpowiednich słów – tego nie może zrozumieć nikt, kto sam nie przeżył, kto nie był nami.”  

Tymi słowami otwiera książkę “I boję się snów” autorka, Wanda Półtawska, jedna z czterdziestu tysięcy Polek, które doświadczyły nieludzkich cierpień i ogromu bólu związanego z pobytem w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. 

Wspomnienia Wandy Półtawskiej ukazują bestialstwo ludzi pełnych nienawiści, kierowanych potrzebą ślepego wypełnienia rozkazów decydentów nazistowskich, za nic mających ludzkie istnienie - nienawiść przylgnęła mocno do ideologii faszystowskiej i stworzyła kobietom z Ravensbrück piekło na ziemi. Autorka opisuje metodologie działań pseudolekarzy, którzy wykonywali eksperymenty byle gdzie i byle jak, często bez znieczulenia, a kolejna śmierć nie była nawet odnotowana w statystykach – potrzeba było wiele szczęścia w tych okolicznościach, aby przeżyć – Wandzie Półtawskiej się to udało, a krótko po powrocie z obozu koncentracyjnego spisała ona swoje wspomnienia, potrzebowała jednak blisko 16 lat aby je opublikować, co sama tłumaczyła wielką traumą jakiej doświadczyła i koniecznością pogodzenia się samej ze sobą w obliczu utraty wielu ważnych dla niech osób w Ravensbrück.  

Cena katalogowa: 9.27 zł

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

„Spróbuję to opisać, choć właściwie nie wierzę, czy jest to możliwe. Wydaję się, że nie znajduję odpowiednich słów – tego nie może zrozumieć nikt, kto sam nie przeżył, kto nie był nami.”  

Tymi słowami otwiera książkę “I boję się snów” autorka, Wanda Półtawska, jedna z czterdziestu tysięcy Polek, które doświadczyły nieludzkich cierpień i ogromu bólu związanego z pobytem w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. 

Wspomnienia Wandy Półtawskiej ukazują bestialstwo ludzi pełnych nienawiści, kierowanych potrzebą ślepego wypełnienia rozkazów decydentów nazistowskich, za nic mających ludzkie istnienie - nienawiść przylgnęła mocno do ideologii faszystowskiej i stworzyła kobietom z Ravensbrück piekło na ziemi. Autorka opisuje metodologie działań pseudolekarzy, którzy wykonywali eksperymenty byle gdzie i byle jak, często bez znieczulenia, a kolejna śmierć nie była nawet odnotowana w statystykach – potrzeba było wiele szczęścia w tych okolicznościach, aby przeżyć – Wandzie Półtawskiej się to udało, a krótko po powrocie z obozu koncentracyjnego spisała ona swoje wspomnienia, potrzebowała jednak blisko 16 lat aby je opublikować, co sama tłumaczyła wielką traumą jakiej doświadczyła i koniecznością pogodzenia się samej ze sobą w obliczu utraty wielu ważnych dla niech osób w Ravensbrück.  

Szczegóły

Opinie

Dostawa i płatność

Szczegóły

Okładka: brak danych

Ilość stron: 216

Rok wydania: 2009

Rozmiar: 12 x 19 mm

ID: 9788374246118

Opinie użytkowników
5.0
2 recenzje
Dodana przez Iwona w dniu 2022-08-17T19:54:18.000000Z

Nigdy nie zapomnę wizyty w Oświęcimiu - była to III klasa liceum, mieliśmy po 18 lat, pewna świadomość wydarzeń związanych z tym miejscem, była to jednak również okazja, aby wyrwać się z lekcji szkolnych na jeden dzień, zobaczyć inny świat – jechaliśmy trzy godziny autobusem, było wesoło i dużo się działo - to były jedne trzy godziny w ciągu tego dnia, które cechowała zabawa wycieczkowiczów. Sam pobyt w obozie okazał się dla całej klasy wyzwaniem – pamiętam tę cisze, która towarzyszyła nam przy zwiedzaniu sal gdzie obecne były włosy więźniów, pamiętam również strach, jaki unosił się w powietrzu, gdy przewodnik tłumaczył w jaki sposób pozyskiwano w obozie mydło z tłuszczu palonych zwłok. Doświadczenia te powodowały, że na powrocie już nikt się nie śmiał i nikt nie rozmawiał - wszyscy chyba mieliśmy dość i pozostało to w mojej pamięci po dziś dzień.  

Wspominam o tym wszystkim nie przez przypadek, bo choć książka “i boje się snów” jest relatywnie krótka, to spisana w formie wspomnień zawiera bardzo wiele drastycznych, bulwersujących, wręcz obrzydliwych opisów, takich jak chociażby relacje zoperowanych i okaleczonych kobiet, które leżały na łóżku we własnych odchodach lub brodząc we krwi. Znajdziemy również na przykład opisy jak więźniarki, paznokciami rozszarpały żywego źrebaka, nie jedząc kilka dni, narażając się tym samym na śmierć, ale stopień desperacji wynikający z głodu nie dawał im żadnego wyboru. Cóż jako że jestem kobieta, czytanie o tym do czego zdolne są inne kobiety wcale mnie nie cieszyło, wręcz przeciwnie – stanowiło żywy obraz zmian, jakie dokonują się w psychice człowieka, wokół którego toczy się wojna, gdzie przerwać mogą jedynie najsilniejsi, a pierwotne instynkty biorą górę nad wartościami. Prawdę mówiąc, umieszczone w książce opisy są po prostu niewyobrażalne dla kogoś, kto tego nie widział i nie musiał doświadczanych wielkich zbrodni, które przecież często zwykli ludzie czynili wobec innych ludzi. Ten aspekt może być to poczytany za minus tej książki ale jedynie w oczach ludzi bardziej wrażliwych, którzy nie maja w sobie odwagi zmierzyć się z rzeczywistością jaka wtedy panowała na świecie – polecam jednak się zawziąć i dokończyć książkę, tylko wtedy będziecie mieć pełen pogląd na to co działo się w tamtym czasie – w mojej ocenie dosadność opisów i fakt, ze “I boje się snów” nie nosi śladów cenzury czy korekty ze strony wydawców jest mocnym, wstrząsającym wręcz plusem – Wanda Półtawska mówi jak było naprawdę. Jednocześnie wiele zdarzeń jest nienazwanych wprost, niekiedy niedopowiedzianych h, na przykład zajścia między Wandą połtawską, a niektórymi więźniarkami będącymi „elel”. Niewypowiedziane słowa uruchamiają wyobraźnię czytelnika, ale w tym przypadku są one de facto zupełnie zbędne, ponieważ znając kontekst opisywanych zdarzeń łatwo wizualizować sobie jakich wydarzeń świadkiem była autorka, jak wielkiej przemocy - również seksualnej – doświadczyła, a przystępny język jakim książka się charakteryzuje nie wymaga bynajmniej snucia daleko idących przypuszczeń i domysłów. Można zatem mieć wrażenie, że książka wyraża wprost to co czuła Wanda Połtawska, a ewentualnie niedopowiedzenia to forma terapii, która pozwoliła autorce w ogóle napisać i kolejno wydać swoje zapiski, być może niektóre z sytuacji wciąż były dla niej na tyle trudne, że nie opowiedziała o nich bezpośrednio czytelnikowi, co znajduje w moich oczach zrozumienie. Nie brak jednocześnie optymistycznych akcentów na łamach książki “I boję się snów”, takich jak chociażby żarty więźniarek jako próby odnalezienia się w obozowej rzeczywistości, to pozwala odetchnąć podczas lektury i zrozumieć, że nawet w najgorszym piekle, zawsze jest jakaś pomocna dłoń, jakaś nadzieja, jakaś odrobina humoru, która czyni nas ludźmi nawet jeśli cały świat wokół wydaje się przypomnieć zoo pełne dzikich bestii. 

 Książka kończy się ważną z punktu widzenia całej historii retrospekcją - Wanda Półtawska, podczas uroczystości w byłym obozie, wraca pamięcią do czasów, kiedy nie czuła się w istocie człowiekiem, a jedynie nic nie znaczącym numerem, wytatuowanym na jej ciele, rozpoznawanym przez system i będący w jego oczach jedyną wartością w ocenie człowieka. Tutaj własnie następuje poniekąd wręcz absurdalne zderzenie przeszłości z przyszłością, a raczej z kolejnym pokoleniem młodych ludzi, które zdaje się nic kompletnie nie wiedzieć na temat historii, doświadczeń ludzki, który przez sam fakt ze żyją, manifestowali swój sprzeciw wobec nazistów i sowietów. To cholernie smutne, że dziś młodzież nie tylko nie wiem kim była Wanda Połtawska i czego dotyczy książka “i boję się snów”, ale często nie czytała również “Medalionów” czy też “Kamieni na szaniec”, książek krótkich, do wciągnięcia w jeden nawet wieczór, a jednak mówiących o naszej historii więcej aniżeli wszystkie lekcje historii. Za moich czasów, wycieczka do Oświęcimia była wielkim przeżyciem, nikt specjalnie się na nią nie cieszył, każdy jednak chciał zobaczyć ten pełen bólu i cierpienia świat obozu koncentracyjnego, wykazując się przy tym szacunkiem dla miejsca i pamięci ludzi, którzy w nich zginęły. Wyżej przytoczony fragment daje do myślenia, prowokuje pytania kim są dzisiejsi młodzi ludzie, jakimi wartościami się kierują i czy wykazują się pamięcią w przedmiocie doświadczeń pokoleń ludzi, których świadectwem jest współczesna wolna i suwerenna Polska.  Wnioski są przykre i nie mniej szokujące niż treść recenzowanej książki “I boję się snów”. 

 Warto też zmierzając do końca wspomnieć o zakończeniu książki Wandy Połtawskiej: mowa w nim o historii tablicy upamiętniającej byłe więźniarki z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Początkowo ów zapis wydawał się w moich oczach dość niezrozumiały i nieco krzywdzący, przecież wspomnienia autorki czyta także współczesne, młode pokolenie. Jednak, kiedy dowiedziałam się, jak naprawdę wyglądała 50. rocznica wyzwolenia obozu Ravensbrück, że ówczesne władze tego byłego miejsca, na którym wciąż unosił się zapach śmierci nie zgodziła się na wmurowanie tablicy upamiętniającej polskie kobiety, które były - i to żadna tajemnica - „królikami doświadczalnymi „, dla nazistów, byłam zszokowana i zniesmaczona małostkowością tych ludzi. Mimo, że czytałam o tym pod sam koniec książki, fragment ten najbardziej utkwił mi w pamięci i pozostawił w nim ślad związany z pytaniem, czy aby porozumienie polsko – niemieckie jakie dokonało się w przeszłości, m.in. słynny list polskich biskupów, gdzie padły słynne słowa “Wybaczamy i prosimy o wybaczenie” w rzeczywistości dotyczył tych, których najmocniej dotknął, tych którzy pamiętali wydarzenia II Wojny Światowej lub dziś o ta pamięć zobowiązani są dbać. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że Wandzie Półtawskiej walka o wspomnianą wyżek tablicę mogła zabrać aż rok.... Przecież gdyby nie jej starania, pamięć po” królach” nigdy nie zostałaby zachowana, a cierpienia bez mała ponad siedemdziesięciu kobiet odeszłoby w zapomnienie i dziś władze obozu udawałyby, że wszystko było w porządku. 

Wartość literacka i edukacyjna książki “I boję się snów” jest w mojej ocenie wręcz niewiarygodna. Przesądza o tym również język, jakim autorka opisuje swoje wspomnienia, a te przecież zostały spisane krótko po opuszczeniu Ravensbrück - to ważne, bowiem nie sposób czynić wobec Wandy Połtawskiej zarzut, ze czas zmienił jej perspektywę, zmienił ocenę faktów - nic podobnego nie miało miejsca, a książka “I boję się snów” to świadectwo wydarzeń, które w pamięci potomnych powinno być przedmiotem głębokiej refleksji, zwłaszcza w niespokojnych czasach drugiej dekady XXI wieku, gdzie wydawało się nam wszystkim, ze historia się skończyła, a przystąpienie Polski do struktur Unii Europejskiej w 2004 roku i obecność w NATO przyniosą nam spokój i dobrobyt. Podczas pisania niniejszej recenzji zdałam sobie sprawę, że wspominać kilkukrotnie o wojnie, zobowiązana byłam na potrzebę tego tekstu sprecyzować, iż chodzi o II Wojnę Światową, dziś bowiem wielką wojną dla naszego pokolenia jest wojna w Ukrainie, a śledząc jej wydarzenia mam wrażenie, ze wiele historia znów się powtarza - słychać co i rusz o obozach infiltracyjnych, gdzie Rosjanie rzekomo sprawdzają ludzi pod kątem ich tatuaży jak głosi rosyjska propaganda, a w istocie groźbą, przemocą, a nierzadko również śmiercią wymuszają określone postawy więźniów, ich uległość i współpracę w atmosferze terroru znanego z książki “I boję się zasnąć” Wandy Połtawskiej.  

Ciekawostką może być dla niektórych czytelników fakt, książkę wzbogacono o fragmenty listów pisanych moczem w obozie, portrety, rysunki i archiwalne zdjęcia - słowem czuć tutaj atmosferę grozy obecną w obozie, gdzie pomysłowość więźniów nierzadko pozwalała im przetrwać kolejny dzien.  

Miałam okazję przeczytać wydanie czwarte “i boje się snów”, spotkałam się z opiniami, jakoby poprzednie wydania spotkały się z krytyką nie tyle związana z treścią książki, co jej.... okładką, na której widoczny jest prawdopodobnie fragment obozu Auschwitz- Birkenau w Oświęcimiu, co uważam za pomysł w sumie nietrafiony. Co więcej, nawet gdyby umieszczono zdjęcie obozu Ravensbruck, to i taka fotografia nie byłaby adekwatna do treści książki i nie oddawała w mojej ocenie jej ducha, mimo że książka wszak dotyczy tematyki obozowej. O wiele lepszym pomysłem byłby na przykład szkic postaci samej Półtawskiej obecny na trzeciej od końca stronie albo kolaż szkiców postaci występujących w książce pod imieniem i nazwiskiem, na czwartej od końca stronie widoczny jest szkic Krysi Czyż, przyjaciółki Wandy – szkice nakreślone były przez inne współwięźniarki i szalenie działają na wyobraźnie, podobnie jak szkice przedstawiające fragmenty ciała poddanego nazistowskim zabiegom, m.in. podudzie noszące ślady wielkiej blizny po eksperymencie. Uważam to skądinąd za świetny pomysł, czasami obrazy przemawiają do wyobraźni mocniej aniżeli tysiące słów i tak też jest w tym przypadku - książka “I boje się snów” jest zatem wielowymiarowa, mocna i w gruncie rzeczy cholernie przygnębiająca.   

“I boję się snów” to pozycja literacka bez wątpienia trudna, ale jednocześnie nie nachalna w swoim wydźwięku. Mimo trudnej tematyki poruszanej przez autorkę, nie ma tutaj rozczulania się, wołania o współczucie, próby zwrócenia na siebie uwagi. Znajdziemy tu miast tego fakty, będące wspomnieniami naocznego świadka, spisane krótko po opuszczeniu obozowych murów. Niewiele ponad dwieście stron przeplatanych fotografiami i rycynami przeczytałam zaledwie w ciągu jednego, deszczowego popołudnia - Wanda Połtawska to w mojej ocenie bohaterka, nie tylko dlatego, że dbała o inne współwięźniarki sama będąc przedmiotem przemocy ze strony nazistów czy innych więźniów, nie dlatego również, że w ogóle udało jej się przeżyć, jak sama zauważa, miała trochę szczęścia. To co czyni ja jednak postacią wyjątkową, to fakt, ze potrafiła się pozbierać po tych fatalnych latach młodości, wziąć w garść, a dziś mając ponad sto lat nie musi nikomu nic udowadniać, mimo tego, wciąż jest aktywna społecznie, wciąż zabiera głos w sprawach ważnych, a jej dorobek naukowy jest fascynujący, wyobrażam sobie jak mocna trzeba mieć psychikę, aby postawić na pewnych etapach swojego życia mocna, czerwona kreskę i pójść dalej – ilu ludzi współcześnie ma z tym problem, mimo ze nawet nie otarli się o zdarzenia jakich świadkiem była Wanda Połtawska?  

Nie jest tajemnicą, że życie pisze najciekawsze scenariusze, dlatego mam nadzieję, że powstanie ekranizacja książki “I boję się snów”, i to jeszcze za życia Wandy Połtawskiej!  Dla filmowców byłoby to wyzwanie nie mniejsze aniżeli napisanie książki przez samą Wandę Półtawską. Polecam książkę czytelnikom zainteresowanych historią, ale również tym z was, którzy pragną poznać bohaterów XX wieku o których mówi się nieco mniej, a których życie jest świadectwem ich wielkości na jaką wielu współczesnych ludzi nigdy nie byłoby stać!  

Dodana przez Iza w dniu 2022-08-17T19:54:23.000000Z

Jestem harcerką od ponad dekady, a tradycje naszego hufca związane są m.in. z upamiętnieniem harcerzy, którzy w przeszłości dali świadectwo wartości bliskim harcerzom - książkę “I boje się snów” podarował mi mój drużynowy z okazji urodzin, początkowo się ucieszyłam, ładny tytuł wskazywał na literaturę bardzo piękną, było to jednak jedynie złudzenie, a treść ukrytą w książce pozostała w mojej pamięci na długo, do dziś patrząc na półkę i widząc recenzowany tytuł mam w sobie uczucie wielkiej melancholii – dlaczego? Już spieszę z uzasadnieniem!  

Zdumiewające, szokujące i traumatyczne w swoim przekazie wspomnienia polskiej harcerki, która została skazana na śmierć w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, gdzie została podobnie jak inne więźniarki „królikiem doświadczalnym” nazistowskich pseudolekarzy, a także... przedmiotem lesbijskiej fascynacji pozostałych współwięźniarek. Książka “I boję się snów” stanowi zapis przeżyć dziewczyny, która nie bała się śmierci, stanęła bowiem w obliczy sytuacji, gdy nie mając nic do stracenia, każdy kolejny dzień życia wydawał się trwać w nieskończoność. To również świadectwo kobiety, która walcząc o siebie, pomagając przy tym innym.  

 Na początku kilka słów o bohaterce książki “I boję się snów” - Wanda Półtawska urodziła się w 1921 roku w Lublinie, w stolicy województwa lubelskiego nadal prowadzi szeroko pojętą działalność naukowo-badawczą i społeczną. W swoim życiu, mimo bardzo trudnych doświadczeń z przeszłości osiągnęła niewątpliwie spory sukces, zostając między innymi doktorem nauk medycznych – w tym specjalistą w zakresie psychiatrii przeszłości wykładała medycynę na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, w kolejnych latach była również prelegentem przy Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Zapis korespondencji Wandy Półtawskiej z papieżem Janem Pawłem II (którego zresztą była bliską przyjaciółką), stanowił jeden z dowodów w procesie beatyfikacyjnym Ojca Świętego. Jako aktywna działaczka Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka służy niezmiennie obronie życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Wielokrotnie odznaczana i uhonorowywana w różnych dziedzinach nauki jest również autorką kilku publikacji medycznych oraz wielu książek, które przyniosły jej sławę i zostały przetłumaczonych na języki obce. Do innych aktywność autorki zaliczyć można chociażby prace badawcze skoncentrowane wokół ludzi, którzy jako dzieci trafili do obozów koncentracyjnych, była również członkiem Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Sporo tych zasług, prawda? A jednak czytając książkę “I boję się snów” łatwo uległam wrażeniu, że wcale nie musieliśmy usłyszeć o jej wielkich dokonaniach – w minionym roku skoczyła sto lat, a jej życie w pewnym sensie jednocześnie zaczęło się i skończyło w obozie Ravensbrück, gdzie Połtawska przeżyła doświadczenia, które naznaczyły ją i ukształtowany na resztę jej życia.  

 Recenzowana książka “I boje się snów” stanowi w istocie rozliczenie się Wandy Półtawskiej z jej własną przeszłością - młodość kobiety przypadła na trudne czasy II Wojny Światowej, a sama autorka na łamach książki wspomina, że jej treść oddaje koszmar opisywanych wydarzeń wiernie i ze szczegółami, bowiem zapiski w pobytu w Ravensbrück, powstały krótko po jej powrocie z obozu, gdzie w formie pamiętnika opisała czego doświadczyła ze strony współwięźniarek obraz nazistowskich oprawców. Zapiski te jednak długo pozostawały w szufladzie, Połtawska wspomina, że nie była gotowa je wydać, były to bowiem doświadczenia zbyt świeże, wciąż szalenie bolesne dla niej samej, ona sama starała się te wspomnienia wypierać i żyć dalej, wymagało to czasu, aby ponownie się z nimi zmierzyć – 16 lat autorka dojrzewała do wydania swoich wspomnień w formie książki.  

Czy książka “I boję się snów” jest klimatem zbliżona choćby do Medalionów Zofii Nałkowskiej? Niewątpliwie tak, Wanda Połtawska opisuje bowiem swoja obecność na Zamku w Lublinie - nie była tam jednak królewną z bajki, przeciwnie - torturowana przez Gestapo ledwo uszła z zżyciem, mając przy tym odrobinę szczęścia, które w warunkach II Wojny Światowej często decydowało o życiu lub śmierci. Już jako kilkunastoletnia dziewczyna i polska harcerka, otrzymała wyrok skazujący. Sklasyfikowano ją jako więźnia politycznego, dalej trafiła do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, a pobyt w tym miejscu stanowi najważniejszą część opisanych w książce traumatycznych doświadczeń. W ciasnej celi zostaje osadzona z Krystyną – przyjaciółką, z którą była wcześniej osadzona w jednej celi „Pod Zegarem” więzienia w Lublinie. Według jej relacji, podejmowała szereg działań, aby chronić swoją młodszą, bardziej delikatną w sposobie bycia koleżankę - niefortunnym zrządzeniem losu i decyzją komendanta obozu obydwie dziewczyny, razem z innymi uwiezionymi w obozie kobietami, zostają - jak to określiła autorka na łamach książki - „królami „, żywym organizmem, na którym nazistowscy pseudolekarze dokonują wstrząsających eksperymentów medycznych. Zabiegi podejmowane przez nazistów są bardzo bolesne i często brutalne, nikt tam nie dbał o sterylność przyrządów, nikt też nie zawracał sobie głowy higieną - zabiegi zazwyczaj wykonywano byle jak i byle gdzie, a każda kolejna śmierć była jedyne statystyką nie wartą nawet zgłoszenia zgonu – puste miejsca zajmowane były przez kolejne więźniarki. Nazistowski obóz krył w sobie również szereg innych zagrożeń - dziewczyny musiały się bronić się również przed innymi więźniarkami, tj. lesbijkami zwanymi ”elel”. Jak wskazuje autorka, nie zawsze udawało się uniknąć aktów, a seksualne orgie kobiet znajdujących się na granicy szaleństwa i obłędu były częstym zagrożeniem, przed którym nie było w zasadzie, gdzie się ukryć.  

Wanda Półtawska wykazuje się w tych okolicznościach niezwykłą wola życia - jak sama wskazuje, nie bała się śmierci. Za wszelką cenę czuła, że musi żyć. Dla swojej przyjaciółki, dla samej siebie. Dlatego też otwarcie i często ryzykując życiem, sprzeciwiała się swoim oprawcom w przeróżny sposób. Często również niosła pomoc innym więźniarkom, nierzadko znajdującym się w fatalnym stanie, krótko po eksperymentach jakim poddawali je naziści. Swoją odważną postawą, z najgorszego typu więźnia – tzw. Zuganga, staje się postacią na wskroś w oczach innych więźniów legendarną dla hitlerowskiego kacetu, z ów legendą Połtawskiej władze obozowe nie mogą sobie przez długi czas dać rady, jednocześnie nie chciały jej zabijać, aby nie czynić z niej męczenniczki. Był jednak moment w książce, kiedy Półtawska jest niemal pewna, że śmierć wreszcie ją „dopada”, a wówczas następuje szokujący zwrot akcji, ponieważ autorka...postanawia, że skończy medycynę, o której skądinąd marzyła całe swoje życie. A kiedy udaje jej się przeżyć Ravensbrück, niedługo później trafia jednak do innego miejsca kaźni - powiedzenie mojej babci “z deszczu pod rynnę” nabiera to zupełnie nowego znaczenia, trudno oprzeć się wrażeniu, że czytając książkę “I boję się snów” mamy do czynienia z gotowym scenariuszem na dobry hollywoodzki film 😉  

Co ciekawe, w Neustadt- Glewe gdzie trafia po pobycie w Ravensbruck nie potrafi lub tez nie chce skutecznie walczyć o jedzenie. Dlaczego? Nie chce zdradzać tu wszystkiego, książka ma niewiele ponad dwieście stron, jest jednak niezwykle treściwa i niektóre z tajemnic warto pozostawić wam do odkrycia. Wracając jednak do książki – z nowego więzienia udaje jej się wydostać i znów w dużej mierze zawdzięcza to szczęściu. Wraz z końcem wojny Półtawska podejmuje próbę dotarcia do domu, gdzie ma nadziej, że odnajdzie swoich bliskich, jak sama pisze, nie mając w ogóle pewności czy wciąż żyją. Niestety czyha na nią nowe zagrożenie – żołnierze Armii Czerwonej, która wkroczyła do Polski 17 września 1939 roku, realizując przy tym słynny pakt Ribbentrop - Mołotow. Czerwonoarmiści to plaga ówczesnych czasów, wcale nie byli lepsi od nazistów, często wśród wspomnień ludzi którzy przeżyli II Wojnę Światową wskazuje się nawet, ze byli dużo gorsi – mam w tym zakresie osobiste doświadczenia, bowiem babcia mi opowiadała, ze o ile naziści byli zorganizowanym aparatem terroru, to jednak w pewien sposób byli przewidywalni, a nawet niekiedy gotowi do pewnych ustępstw, babcia opowiadała, jak przyszli do niej po krowę, a ta błagając ich na kolanach zdołała ów zwierzę uratować, co było warunkiem przetrwania dla jej dzieci, w tym również mojej babci. Kilka dni później przybyli jednak Sowieci, krowę zabili, mięso zabrali, a na koniec strzelali w powietrze wiwatując. Mam świadomość, ze to ledwo wspomnienie, niewielki fragment czasów II Wojny Światowej, ale obraz tez wciąż mam przed oczami kiedy czytać podobne historie jak te Wandy Półtawskiej, która jak sama pisze na łamach książki “I boję się snów” - ze strony żołnierzy armii czerwonej spotkała się wielokrotnie z oświadczynami, a odmawiając, narażała się na napastliwość i przemoc seksualna ze strony pijanych sowietów - jak że gorzko brzmią te słowa, mając na uwadze doniesienia medialne w przedmiocie wydarzeń, jakie miały miejsce w Buczy czy Irpieniu w trakcie trwającej agresji Rosji na Ukrainę.  
 
Nie jest to moje pierwsze zderzenie z literatura faktu, przedstawiającą losy zwykłych ludzi w obliczu II Wojny Światowej - czytałam wcześniej “Gułag” Anne Applebaum, miałam wiec świadomość do czego zdolni są ludzie, kiedy pozwoli im się być potworami. Pamiętam, że autorka opisała pewna szczególną formę tortur – skazanego wyprowadzano poza obóz, gdzie przywiązywanego go do drzewa – i tyle. Niby nic szczególnego, a jednak mając na uwadze fakt, że czyniono to zwykle na wiosnę, kiedy w powietrzu gdzieś na Syberii obecnych było miliony komarów, taka powolna śmierć poprzez kolejne ukłucia i wykrwawienie musiała być niezwykle bolesna i wywoływać mnóstwo cierpienia, również przez brak nadziei w głowie skazanego. Podobnie sprawa wygląda w przypadku książki “I boje się snów”, gdzie autorka wskazuje, że były momenty, gdy przez kolejne tygodnie jadła tylko.... pojedyncze borówki ukradzione gdzieś z lasu nieopodal, piła wodę i była przy tym bardzo słaba, a strażnicy złośliwie kazali wtedy podskakiwać więźniarkom, co tylko wywoływało w nich poczucie większego osłabienia, nierzadko przyczyniając się do śmierci.  
 
Czy tak smutna w swoim przekazie książka może mieć pozytywne, wręcz humorystyczne akcenty? Tak, i to zasługa głownie samej Wandy Połtawskiej, która do dziś znana jest ze swojego dystansu i poczucia humoru, nie tracąc go nawet w obliczu najstraszniejszych wydarzeń. I tak oto autorka pisze na stronie 128, że w pewnym momencie radio londyńskie dokładnie podało listę poddanych zabiegom kobiet w osobie Ravensbrück - władze obozu szybko doszły do wniosku, że więźniarki mają własna radiostacje, co było oczywiście absurdem – wywołało to fale apeli, niezapowiedzianych kontroli, poszukiwania źródła przecieku. Szczególnie wzruszającym momentem dla mnie był opis autorskim, gdzie wskazywała ona na fakt, że w tamtym czasie ich biblioteczka liczyła już.... 30 wolumenów i ponad wszystko ona sama i inne współwięźniarki chciały zachować książki, wymagało to jednak wielkiej pomysłowości w oszukiwaniu systemu i esesmanów. Co wiec zrobiły Wanda Połtawska i spółka? Jak sama pisze, rozwiązanie było tak proste, że aż śmieszne - poprzypinały książki do spodu szaf i stołów, jedne i drugie były często przesuwane, a jednak nikomu nie przyszło do głowy, aby spojrzeć na nie od spodu, co było tym bardziej zrozumiałe, że w obozie szafy miały krótkie nogi, a stół nie miał szuflad, pozornie wiec nie nadawały się do ukrycia czegokolwiek – 30 książek w różne strony było codziennie po kilka razy przesuwane i nikt się nie zorientował! 😊  
 
Książkę “I boje się snów” czyta się zaskakująco lekko... jak mniemam, wynika to z faktu, ze autorka pisze dokładnie jak było, nie sili się na ozdobniki, nie podkręca też trudnych momentów, miałam wrażenie, ze to reportaż w najlepszym wydaniu, tyle, ze pisany w pierwszej osobie – na plus poczytuje sobie styl Wandy Połtawskiej, momenty gdy opisuje zaloty jakie czynił wobec niej Grisza, żołnierz armii czerwonej, który nie rozumiał, ze ona kocha innego, ten oczywiście oburzony był tym faktem, ale finalnie odpuścił, ten pokazują, że wojna nie jest czarno - biała, to ludzie decydują o jej kolorach, i czasem nawet drobne gesty są w stanie wlać w serce człowieka nadzieje, a ta daje sile aby przeżyć kolejny dzień.  
 
Książka warta jest polecenia – obok wciągającej treści, widoczne są również ilustracje i ryciny, choć tu wydawca mógł się bardziej postarać, nie są one bowiem najlepszej jakości, nie zmienia to jednak faktu, że sama książka mną wstrząsnęła, ale też obudziła we mnie ogromny szacunek dla bohaterki tej historii – jak to się stało, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Wandzie Półtawskiej? Ilu z was słyszało? Macie szansę nadrobić zaległości, to kobieta, która w trudnych czasach II Wojny Światowej miała większe jaja aniżeli nie jeden wojak z karabinem!  

Sposoby dostawy

Płatne z góry

InPost Paczkomaty 24/7

info

11,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

ORLEN Paczka

info

8,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

NAJTAŃSZA FORMA DOSTAWY

Kurier GLS

info

12,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier DPD

info

12,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Pocztex Kurier48

info

10,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie

info

23,99 zł

Odbiór osobisty

Odbiór osobisty (Dębica)

info

0,00 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

info

Zwykły przelew info