16 lutego 2026
„Wichrowe wzgórza” – lepiej obejrzeć film czy przeczytać książkę?

„Wichrowe wzgórza” – lepiej obejrzeć film czy przeczytać książkę?

4 min

Tuż przed walentynkami na ekrany polskich kin z rozmachem wkroczyła kolejna ekranizacja „Wichrowych wzgórz”, jedynego literackiego dzieła Emily Brontë. Czy warto wybrać się na film, czy też lepiej ten czas spożytkować na lekturę książki?

„Wichrowe wzgórza” – o czym jest ta historia?

„Wichrowe wzgórza” dopiero zaczynają podbijać serca widzów i już możemy podejrzewać, że działania wokół promocji filmu Emerald Fennell przejdą do historii. Wiele mówi się o strojach, o biżuterii grającej główną rolę Margot Robbie – może nawet nieproporcjonalnie dużo w stosunku do samego filmu? Zanim jednak o tym, przypomnijmy, z jaką opowieścią mamy tutaj do czynienia.

 

Początek XIX wieku, północna Anglia. Pan Earnshaw, właściciel Wichrowych Wzgórz, przyprowadza do domu bezdomnego podrostka, Heathcliffa. Pomiędzy zamkniętym w sobie chłopakiem a córką gospodarza, żywiołową i upartą Cathy, rodzi się wyjątkowa więź. Młodzi dorastają razem i wydaje się, że nic ich nie może rozdzielić. Kiedy jednak dziewczyna osiąga wiek stosowny do małżeństwa, wybiera na męża zamożnego Edgara Lintona, pana Drozdowego Gniazda, który mieszka z siostrą (w filmie – wychowanką), Izabellą. Zraniony do żywego Heathcliffa opuszcza dom.

 

Wraca po kilku latach, zamożny, niedostępny i owiany tajemnicą. Odnawia romans z Cathy, która spodziewa się dziecka Edgara, a jednocześnie rozkochuje w sobie niewinną Izabellę, kierowany wyłącznie żądzą zemsty na rywalu. Nieubłagany los jednak po raz kolejny staje pomiędzy nim a ukochaną.

Czego brakuje nowym „Wichrowym wzgórzom”? [Uwaga: SPOILER]

Osoby, które znają książkę Emily Brontë, wiedzą doskonale, że na tym losy bohaterów się nie kończą. Twórcy filmu przenieśli bowiem ciężar historii w całości na romans Cathy i Heathcliffa, urywając go w kulminacyjnym momencie. Tymczasem w książkowym pierwowzorze zarówno Cathy z Edgarem, jak i Heathcliff z Izabelą doczekują się dzieci – odpowiednio: Catherine oraz Lintona – które na skutek podstępu Heathcliffa zostają po latach przymuszone do małżeństwa. Cathy traci życie przy porodzie, ale losy jej córki stanowią bardzo istotną część tej opowieści.

 

Równie zaskakującą decyzją scenariuszową było zupełne pominięcie istnienia starszego brata Cathy, Hindleya. To postać o tyle ważna, że jego podłe zachowanie względem Heathcliffa napędza nienawiść głównego bohatera i jego niepohamowaną żądzę zemsty. Co więcej, książkowy Hindley ma syna, Haretona, który zdegradowany przez Heathcliffa do roli prostego parobka, dla młodej Catherine staje się istotnym wsparciem i w zasadzie towarzyszem życia, kiedy jej chorowity mąż Linton przedwcześnie umiera.

„Wichrowe wzgórza” – książka lepsza niż film!

Mamy więc wrażenie, że tak znaczące okrojenie fabuły i sprowadzenie jej wyłącznie do wątku romansowego pomiędzy Cathy i Heathcliffem ogromnie zubożyło tę opowieść. Nie pomagają w tym też pojawiające się lokacje – Wichrowe Wzgórze i Drozdowe Gniazdo bardziej niż tło pełnokrwistej opowieści o pierwotnej potrzebie miłości i zemsty przypominają teatralną scenografię, w której aktorzy miotają się, starając wycisnąć jak najwięcej z niedopisanych postaci. 

 

Wydaje się, że Jacob Elordi (Nate z „Euforii”, a ostatnio także nowy Potwór Frankensteina) nie do końca odnalazł się w roli Heathcliffa, który zresztą zdaje się młodnieć i delikatnieć wraz z wiekiem. Margot Robbie („Barbie”) jako Cathy wypada tylko odrobinę mniej rozczarowująco, zaskakując bardzo współczesną i momentami komediową wręcz ekspresją. Izabelli Linton (Alison Oliver, Venetia z „Saltburn”) odebrano głos i powagę, ale podarowano zbędny zupełnie wątek rodem z forum dla fetyszystów. Dodajmy do tego modny teledyskowy montaż i mamy przepis na film średnio udany, nieangażujący i wywołujący poczucie zmarnowanego czasu. Zdecydowanie wart docenienia na ekranie jest tylko Martin Clunes, który rolą starego Earnshawa kradnie uwagę w każdej scenie, w której się pojawia. 

 

Podsumowując – książkowe „Wichrowe wzgórza” zdecydowanie górą! Na film można wybrać się w ramach (po)walentynkowej randki, ale nie oczekujmy po nim ani wierności oryginalnej historii, ani nowego i interesującego jej ujęcia. Ot, kolejna ekranizacja, o której za kilka lat nie będziemy pamiętać.

Komentarze

Brak komentarzy...

Dodaj komentarz
Tekst musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość komentowania. Przejdź do strony logowania.

Również warte przeczytania

Sprzedaj książki

Wypłaciliśmy już 36 829 363 zł za sprzedane książki w Skupszop.pl

Kamera

Polecamy sprawdzić

Korzystaj wygodnie z naszej aplikacji

APLIKACJA MOBILNA

Kupuj i sprzedawaj
w jednym miejscu

Drop List
Books List

Polecamy sprawdzić