Książka - Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce

Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

 Przez setki lat relacje pomiędzy Chinami i Afryką charakteryzowały się przemocą, pogardą i wyzyskiem mieszkańców Czarnego Lądu. Współczesne Chiny to największe obok Stanów Zjednoczonych mocarstwo na świecie, a wielki apetyt Państwa Środka na surowce sprawił, że Chiny stały się największym graczem w Afryce, prezentując światu nowoczesną formę neokolonializmu.  

Politolog senegalskiego pochodzenia, N`Diaye Tidiane prezentuje w książce „Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce” niezwykły punkt widzenia na dynamiczne procesy drenowania afrykańskich państw przez władze w Pekinie. Autor nie bez ironii rozlicza głosy chińskich decydentów o wielowiekowej tradycji relacji Chin z Afryką. Sporządzona w 1389 roku mapa Czarnego Lądu to dziś uznawana jest za pierwszy udokumentowany w dziejach zapis kartograficzny Czarnego Lądu. W 1415 roku sułtan miasta Malindi, położonego na wschodnich rubieżach Afryki, podarował cesarzowi Chin poselstwo z licznymi darami – jednym z nich były Żyrafy. Zwierzęta te zostały przyjęte jako dar niebios, ich głosy uznano za niezwykle melodyjne, a sposób poruszania się oceniano na dworze cesarskim jako szczególnie harmonijny – przez kolejne wieki żyrafy stały się w Chinach symbolem życzliwości, uosobieniem cnót wszelakich oraz skutecznych rządów kolejnych dynastii.  

N`Diaye Tidiane w interesujący i barwy sposób opisuje relację Chin z Afryką, wnioski, jakie przedstawia w tym zakresie, nie pozostawiają jednak złudzeń. Wydarzenia historyczne, choć doniosłe dla kontaktów Afryki ze światem zewnętrznym, współcześnie wykorzystywane są przez chińskich decydentów w ramach prowadzonej przez Pekin polityki zagranicznej, która w ocenie autora ma służyć jedynie usprawiedliwianiu nowoczesnych form wyzysku i drenowania kolejnych afrykańskich krajów.  

Senegalski politolog w książce „Żółte i czarne” dokonuje rozliczenia bilansy chińskiej obecności w Afryce na przestrzeni wieków, przedstawia również konsekwencje współczesnych relacji Pekinu z Czarnym Lądem, gdzie zwykli ludzie stali się przedmiotem rozgrywki pomiędzy Pekinem a lokalnymi watażkami, zainteresowanymi w pierwszej kolejności utrzymaniem swojej władzy. Chiny nie interesują wartości i prawa człowieka — za walizki z dolarami uzyskują koncesje, które rok po raz uzależniają Afrykę od Państwa Środka. A świat przygląda się temu bezczynnie.  

N`Diaye Tidiane opublikował w 2008 roku książkę pod tytułem „Ukryte Ludobójstwo”. Stała się ona kolejnym ważnym przyczynkiem do debaty w przedmiocie trudnych relacji Afryki z Europą i odbiła się szerokim echem szczególnie we Francji. Od tamtej pory senegalski politolog uznawany jest za czołowego afrykańskiego przedstawiciela walki o porzucenie idei neokolonializmu w jego współczesnych, odrestaurowanych formach.  

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

 Przez setki lat relacje pomiędzy Chinami i Afryką charakteryzowały się przemocą, pogardą i wyzyskiem mieszkańców Czarnego Lądu. Współczesne Chiny to największe obok Stanów Zjednoczonych mocarstwo na świecie, a wielki apetyt Państwa Środka na surowce sprawił, że Chiny stały się największym graczem w Afryce, prezentując światu nowoczesną formę neokolonializmu.  

Politolog senegalskiego pochodzenia, N`Diaye Tidiane prezentuje w książce „Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce” niezwykły punkt widzenia na dynamiczne procesy drenowania afrykańskich państw przez władze w Pekinie. Autor nie bez ironii rozlicza głosy chińskich decydentów o wielowiekowej tradycji relacji Chin z Afryką. Sporządzona w 1389 roku mapa Czarnego Lądu to dziś uznawana jest za pierwszy udokumentowany w dziejach zapis kartograficzny Czarnego Lądu. W 1415 roku sułtan miasta Malindi, położonego na wschodnich rubieżach Afryki, podarował cesarzowi Chin poselstwo z licznymi darami – jednym z nich były Żyrafy. Zwierzęta te zostały przyjęte jako dar niebios, ich głosy uznano za niezwykle melodyjne, a sposób poruszania się oceniano na dworze cesarskim jako szczególnie harmonijny – przez kolejne wieki żyrafy stały się w Chinach symbolem życzliwości, uosobieniem cnót wszelakich oraz skutecznych rządów kolejnych dynastii.  

N`Diaye Tidiane w interesujący i barwy sposób opisuje relację Chin z Afryką, wnioski, jakie przedstawia w tym zakresie, nie pozostawiają jednak złudzeń. Wydarzenia historyczne, choć doniosłe dla kontaktów Afryki ze światem zewnętrznym, współcześnie wykorzystywane są przez chińskich decydentów w ramach prowadzonej przez Pekin polityki zagranicznej, która w ocenie autora ma służyć jedynie usprawiedliwianiu nowoczesnych form wyzysku i drenowania kolejnych afrykańskich krajów.  

Senegalski politolog w książce „Żółte i czarne” dokonuje rozliczenia bilansy chińskiej obecności w Afryce na przestrzeni wieków, przedstawia również konsekwencje współczesnych relacji Pekinu z Czarnym Lądem, gdzie zwykli ludzie stali się przedmiotem rozgrywki pomiędzy Pekinem a lokalnymi watażkami, zainteresowanymi w pierwszej kolejności utrzymaniem swojej władzy. Chiny nie interesują wartości i prawa człowieka — za walizki z dolarami uzyskują koncesje, które rok po raz uzależniają Afrykę od Państwa Środka. A świat przygląda się temu bezczynnie.  

N`Diaye Tidiane opublikował w 2008 roku książkę pod tytułem „Ukryte Ludobójstwo”. Stała się ona kolejnym ważnym przyczynkiem do debaty w przedmiocie trudnych relacji Afryki z Europą i odbiła się szerokim echem szczególnie we Francji. Od tamtej pory senegalski politolog uznawany jest za czołowego afrykańskiego przedstawiciela walki o porzucenie idei neokolonializmu w jego współczesnych, odrestaurowanych formach.  

Szczegóły

Opinie

Książki autora

Podobne

Dla Ciebie

Książki z kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Cena: - zł
Okładka: Miękka
Ilość stron: 232
Rok wydania: 2016
Rozmiar: 130 × 200 mm
ID: 9788380024090
Autorzy:

Inne książki: N'Diaye Tidiane

Podobne produkty

Może Ci się spodobać

Inne książki z tej samej kategorii

Opinie użytkowników
5.0
2 oceny i 2 recenzje
Reviews Reward Icon

Napisz opinię o książce i wygraj nagrodę!

W każdym miesiącu wybieramy najlepsze opinie i nagradzamy recenzentów.

Dowiedz się więcej

Wartość nagród w tym miesiącu

0 zł

Dodana przez Mateusz w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

Relacje pomiędzy Chinami i Afryką w przeszłości cechowały się daleko idącą przemocą i pogardą. Państwo Środka prezentuje osobliwe podejście do polityki międzynarodowej, a w oczach chińskich decydentów nie ma znaczenia, jaki ustrój panuje w danym kraju – liczy się interes ekonomiczny i potencjalne zyski. Obecnie chińskie inwestycje widoczne są szczególnie w Afryce, przedstawiciele Pekinu lądują w kolejnych stolicach afrykańskich państw i wyciągają na stół walizki pełne dolarów. To robi wrażenie na lokalnych watażkach, opierających swoją władzę na finansowaniu armii, których jednym zadaniem jest pacyfikowanie nieposłusznych obywateli. I choć wspomniane wyżej działania mają miejsce pod płaszczykiem gospodarczego wzrostu, przede wszystkim zmierzają do realizowania nowoczesnej formy neokolonializmu. Tidiane N'Diaye, autor książki „Żółte i czarne”, to politolog senegalskiego pochodzenia, a podtytuł książki „Historia chińskiej obecności w Afryce” stanowi cenną sugestię w przedmiocie analiz afrykańskiego badacza. Już pierwsze strony książki mocno mnie zaskoczyły. Okazało się, że intencją politologa nie było prowadzenie  historycznych wykładów ani tym bardziej głębokich analiz na podstawie skomplikowanych równań matematycznych. Zamiast tego autor proponuje nam formę eseju, który skądinąd czyta się niezwykle przyjemnie, a punktem wyjścia dla jego napisania było przyjrzenie się z bliska osobliwym relacjom pomiędzy Chinami i poszczególnymi państwami afrykańskimi, które obecnie znajdują się na szczycie inwestycji Państwa Środka. W życiu nie ma jednak nic za darmo, tym bardziej w relacjach z Pekinem, pojawia się zatem pytanie, jaką cenę przyjdzie zapłacić Czarnemu Lądowi za przeorientowanie gospodarek lokalnych państw na niespokojny region Azji Południowo — Wschodniej?  

Czytając książkę „Żółte i czarne” zaskoczyło mnie, z jaką starannością Tidiane N'Diaye analizuje bilans chińskich inwestycji w Afryce. Autor wybrał kilka obszarów dla zobrazowania omawianej problematyki, ponadto odwołuje się do kontekstów historycznych oraz geopolitycznych, bez których trudno w zglobalizowanym świecie zrozumieć położenie słabszych państw wobec mocarstwa, jakim niewątpliwie Chiny stały się na przestrzeni ostatnich czterech dekad. Taki pomysł na książkę przynosi kompleksowe spostrzeżenia nie tylko w zakresie bieżącej polityki i kierunku rozwoju Afryki, ale przedstawia również odpowiedzi na pytania o jej przyszłość. I nie są to odpowiedzi, które mogłyby nas podnieść na duchu wobec napiętej sytuacji na arenie międzynarodowej.  

Geneza relacji Państwa Środka z Afryką została nakreślona przez Tidiane N'Diaye z rozmachem, nie brakuje w niej również ironii i sarkazmu, szczególnie w zakresie postawy chińskich decydentów, którzy lubują się w interpretowaniu historycznych wydarzeń w dość osobliwy sposób. Co autor książki „Żółte i czarne” myśli o instrumentalizowaniu polityki historycznej przez Pekin? W książce pojawia się kilka przykładów związanych z retoryką Chin w przedmiocie „długich tradycji” związanych z obecnością przedstawicieli Państwa Środka w różnych zakątkach Afryki. Niektóre z nich wydają się zabawne, inne z kolei pozwalają zrzucić maski z poważnych twarzy chińskich decydentów, kiedy Ci mówią o wartościach i budowaniu dobrobytu na kontynencie afrykańskim. Czytając książkę, zaznaczyłem sobie niektóre fragmenty, aby do nich wracać, a wśród moich ulubionych były te związane z wysłaniem w przeszłości dzikich zwierząt, m.in. żyrafach na dwór cesarza Chin. A to nie wszystko! Chińczycy powołują się również na podróż żeglarza Zhen He do Afryki, co miało miejsce w kresie rządów dynastii Ming – ostatniej panującej w Chinach. Mało? Pekin chwali się również bogatą historią stosunków z Czarnym Lądem, wskazując, że... dysponuje najstarszym zabytkiem kartograficznym, przedstawiającym kontynent  afrykański na mapach. Według chińskich władz ów mapa została sporządzona w 1389 roku. To tylko niektóre z przykładów na barwną poliykę historyczną prowadzona przez chińskie władze, nie sposób jednak zrozumieć, w jakim stopniu wpływają one na dzisiejsze inwestycje prowadzone przez Chiny, szczególnie na obszarze Afryki Zachodniej. Odniesienia historyczne sam autor traktuje jako ciekawostkę — narracja Tidiane N'Diaye nie pozostawia złudzeń, że koincydencja historycznych kontaktów Chin i Afryki w odniesieniu do współczesnych inwestycji jest zaledwie symboliczna, a jednak stanowi solidny fundament w chińskiej narracji związanej z kolejnymi gigantycznymi projektami realizowanymi na Czarnym Lądzie. Tidiane N'Diaye przywołuje przykład chińskiej porcelany, obecnej w pozostałościach Wielkiego Zimbabwe, nie wskazuje jej jednak jako punktu zwrotnego w relacjach gospodarczych, a raczej ocenia jako symbol archeologicznego dorobku, z którego Afryka słynie jako kontynent przez wieki cieszący się zainteresowaniem bardziej rozwiniętych państw. Reasumując wątek historyczny, autor poświęca mu sporo czasu we wstępie do książki „Żółte i czarne”, przedstawia z przymrużeniem oka historie kontaktów Państwa Środka i Afryki, wskazuje przy tym, że nie ma powodów, aby uważać, że w przeszłości Chiny prezentowały postawę inną, niż kraje Europy czy Ameryki Północnej. Wyzysk, niewolnictwo i uprzedmiotowienie leżą w naturze Chińczyków tak samo, jak miało to miejsce w przypadku białych ludzi. Czy wywołało to we mnie zaskoczenie? Zupełnie nie. Chiny znane są bowiem ze swojego przekonania o wyższości chińskiej kultury nad pozostałymi narodami świata i nie jest to w żadnym stopniu nadużycie. Tidiane N'Diaye powołuje się na chiński sinocentryzm, kluczowy dla oceny inwestycji dokonywanych przez Pekin w różnych obszarach świata. W tym zakresie autor wraca do wydarzeń sprzed 150 lat. Wojny Opiumowe wywołały wstrząs i poważne tąpniecie cywilizacji chińskiej. Wcześniej w Państwie Środka dominowało przekonanie, że państwa można podbić, cywilizacji jednak nie da się pokonać. Chiny w przeszłości były wielokrotnie podbijane, jeszcze częściej same prowadziły ofensywne kampanie przeciwko swoim sąsiadom. W mniemaniu chińskich decydentów nie miało to jednak większego znaczenia dla kontynuacji chińskiej myśli strategicznej. Podział społeczeństwa nie był bowiem kastowy, jak to miało miejsce w Europie, gdzie przynależność do stanu chłopstwa czy szlachty w zasadzie naznaczała człowieka i odpowiednio zamykała lub otwierała mu drogę do lepszego życia. W Chinach było przeciwnie – to nie status urodzenia, ale to, kim był człowiek dany człowiek, okazywało się kluczowe dla oceny, czy jest wrogiem, czy też przyjacielem kultury chińskiej. Inaczej mówiąc, barbarzyńcy, jak Chińczycy nazywali inne narody, mogli stać się członkami szeroko rozumianej chińskiej cywilizacji, o ile przyjęli język, zwyczaje i kulturę chińską. Taki sposób myślenia sprawiał, że nawet jeśli Chiny były podobijane przez wrogie armie, wkrótce ich wodzowie stawali się bardziej „chińscy” niż sami Chińczycy. Wszystko zmieniło się jak zauważa Tidiane N'Diaye w połowie XIX wieku, kiedy na morzu południowo — chińskim pojawiły się okręty pod banderą Wielkiej Brytanii. Zderzenie z cywilizacją tak wielką, jak brytyjska, wywołało w Chińczykach poczucie słabości, kultywowane do dzisiaj zresztą. W międzyczasie wzmacniane było ono przez uderzenie Japonii na początku XX wieku, do dziś zresztą Kraj kwitnącej Wyspy nazywany jest w chinach „Małym Demonem”. Dlaczego warto o tym wiedzieć? Tidiane N'Diaye wielokrotnie podkreśla, że polityka historyczna prowadzona przez Pekin służy jako instrument do realizacji twardych interesów Państwa Środka. A fakt, że w ciągu ostatnich 200 lat Chiny były podbijane przez zachodnie kraje stanowi w ocenie Pekinu okoliczność, za sprawą której, między azjatyckim tygrysem i czarnym lądem istnieje osobliwa nić porozumienia. Inaczej mówiąc, Chiny wysyłają sygnał: „Biali ludzie przyszli do was i zabrali wam ziemię i ludzi. Z nami zrobili to samo, a teraz jesteśmy bogaci i wszyscy się z nami liczą. Chcecie tak jak my, czy wolicie pozostać biedni?” - to działa, jak zauważa autor książki „Żółte i czarne”. Choć w omawianym zakresie aż prosi się o dodatnie kolejnego koloru do tytułu książki. „Żółte, czarne i zielone” lepiej oddawałoby klimat chińsko – afrykańskich rozmów, sprowadzanych do walizek wypchanych dolarami. Kończąc wątek historyczny, chciałbym jeszcze przytoczyć fragmenty z dzieł chińskich myślicieli, szczególnie Zhao Rukuo, który jest autorem „Opisu ludów barbarzyńskich” z 1226 roku. Tidiane N'Diaye przytacza liczne wzmianki o handlu niewolnikami pochodzącymi z Afryki. Zadziwiające, że chińscy decydenci, tak ochoczo powołujący się w swoich wystąpieniach na bogatą historię stosunków chińsko – afrykańskich przemilczeli ten dokument, choć w skali świata uchodzi on za znakomicie dokumentujący zwyczaje wieków średnich. Jednocześnie autor książki „Żółte i czarne” wskazuje na gorzką konkluzję, że po dziś dzień Afrykanie są dyskryminowani w Chinach, przytacza przykład jednego z największych miast w Państwie Środka, Guangzhou, gdzie regularnie dochodzi do ataków na ludność o czarnym kolorze skóry. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w kraju tak totalitarnie rządzonym, jak Chiny, podobne działania, jeśli nie dzieją się z inspiracji samej władzy, to mają miejsce przynajmniej za jej cichym przyzwoleniem. Widać tolerancja i otwartość Chińczyków może mieć miejsce jedynie poza granicami Wielkiego Muru, jego wnętrze kryje zaś w sobie rosnący od ponad 40 lat chiński nacjonalizm, jeden z fundamentów władzy przewodniczącego Chińskiej Partii Komunistycznej, Xi Jingpinga.  

Dalsza część książki przedstawia ocenę Tidiane N'Diaye w przedmiocie prawdziwych intencji Państwa Środka, nie pozostawiając przy tym złudzeń czytelnikowi, że nie mają one w istocie nic wspólnego z ciekawością, tolerancją, otwartością na nowe kraje i w końcu wymiany handlowe, która miałaby obsługiwać interesy każdej ze stron. Autor książki „Żółte i czarne” nie przez przypadek koncentruje się na ideałach głoszonych przez chińskich decydentów m.in. na forum Współpracy Afryka – Chiny, określanym skrótem FOCAC. Podobne slogany obecne są w relacjach Państwa Środka z krajami rozwijającymi się przynajmniej od 40 lat, gdy Mao Zedong zobaczył w tym szansę stworzenia przeciwwagi dla wpływu zachodniego świata nie tylko na Afrykę, ale również Amerykę Południową, czy bliższe samym Chinom regiony Azji Centralnej, uchodzącą za strefę wpływów Federacji Rosyjskiej. Globalne zainteresowanie kolejnymi rynkami nie ma jednak nic wspólnego z budowaniem nowego, sprawiedliwego porządku na świecie jak zauważa autor, a jest pokłosiem rosnącego głodu Państwa Środka w przedmiocie nowych rynków zbytu dla swoich produktów, a przede wszystkim czerpania korzyści z możliwości drenowania nowych obszarów gospodarki z ich surowców. A tych jak wiadomo, Chiny pożądają ponad wszystko, budując od blisko pół wieku swój dobrobyt kosztem innych krajów. Wiedzieliście na przykład, że aż 20% dochodów międzynarodowego koncernu Huawei, którego twarzą skądinąd do niedawna jeszcze był Robert Lewandowski, generują chińskie inwestycje technologiczne na Czarnym Lądzie? Tidiane N'Diaye zwraca również uwagę, na uprzedmiotowienie kolejnych krajów Afryki poprzez udzielanie wysokoprocentowych pożyczek na inwestycje strukturalne. W zamian Pekin oczekuje koncesji na wydobywanie surowców i otworzenie lokalnych rynków na tanie, chińskie produkty, które przestały już interesować zachód, oczekujący co raz to wyższej jakości dóbr konsumpcyjnych. Czy Afryka może na tym niekorzystnym układzie skorzystać mimo wszystko, podnieść swój poziom życia i w przyszłości stać się konkurencyjną gospodarką dla Europy i Azji? Pytanie to ma charakter retoryczny, jeśli wziąć pod uwagę, że budowanie bazy surowcowej w Afryce odbywa się kosztem drenowania środowiska naturalnego i eliminowania lokalnych inicjatyw w sektorze usług i produkcji jakichkolwiek dóbr. Chiny z rozmachem uzależniają od siebie Afrykę, a zdaniem Tidiane N'Diaye rachunek, jaki przyjdzie za to zapłacić Czarnemu Lądowi, przewyższa wszystko, za co do tej pory Pekin był krytykowany w społeczeństwach zachodnich. Rosnące bezrobicie, eskalacja regionalnych konfliktów, stopniowa, ale konsekwentna erozja demokracji i umocnienie rządów watażków nie pozostawia złudzeń, że Afryka cofa się w rozwoju do czasów kolonializmu. Różnica polega na tym, że wcześniej odbywało się to brutalnie za sprawą białego człowieka, a dziś Chińczycy podejmują podobne działania pod płaszczem troski o kraje nierozwinięte. A mieszkańcy Afryki nie widzą w tym zagrożeń, bo nie mają świadomości, że każdy zainwestowany przez Chiny dolar w Afryce to prawdziwa lichwa, która w przyszłości zrujnuje kraje takie jak Nigeria czy Zimbabwe, podobnie jak stało się to z Czarnogórą w Europie. Chińska pomoc przybiera formę perswazji politycznej, czy jednak Unia Europejska i Stany Zjednoczone nie działają podobnie? Wydaje się, że Chiny prowadzą politykę zbliżoną do neokolonialnej, łatwiej im jednak to robić, kiedy przedstawiają koncepcje wspólnego sojuszu wymierzonego w Stary Kontynent i Amerykę Północną jako symbol ucisku kojarzonego przez każdego mieszkańca Czarnego Lądu z uwagi na trudną i skomplikowaną historię niewolnictwa.  

Autor książki „Żółte i czarne” gorzko rozprawia się z mitami wokół chińskiego smoka, którego obecność miała trwale zapewnić Afryce rozwój, o jakim wcześniej nikt na Czarnym Lądzie nie marzył. Tidiane N'Diaye podkreśla przy tym, że zalewanie Afryki tanimi dobrami o wątpliwej jakości, produkowanymi w Chinach nierzadko po cenie kilkukrotnie niższej aniżeli lokalne produkty, wpłynęło korzystnie na dostęp do podstawowych dóbr w wielu afrykańskich krajach. Uroczystości religijne, rozpoczęcie roku szkolnego czy osobiste okazje do świętowania nigdy wcześniej w afrykańskich krajach nie odbywały się na takim poziomie, co wpływa korzystnie na powszechną świadomość percepcji chińskich inwestycji. Ludzie, którzy przez wieki żyli w cieniu wielkiego świata, nagle mogą jeść słodycze reklamowane na całym świecie, korzystać ze smartfonów i ubierać się odpowiednio do pory roku. W ocenie Tidiane N'Diaye krótkoterminowe efekty chińskich inwestycji poprawiają skutecznie PR Państwa Środka, jednak w dłuższej perspektywie takie podejście okaże się jedynie złudzeniem, swoistym kagańcem, jaki chińscy decydenci konsekwentnie zakładają na głowy afrykańskich przywódców. Najlepsze jest to, że nie potrzeba dziś do tego przemocy, gwałtów i rabunków, wystarczy walizka dolarów i obietnice, że od jutra będzie wszystkim lepiej. Jak zauważa Tidiane N'Diaye, lepiej może być tylko Chinom, które dostają to, czego chcą i nie liczą się z kosztami, jakie wywołuje to dla samej Afryki. Jednocześnie w oczach samych Afrykanów jak podkreśla autor książki „Żółte i czarne”, Azjaci cieszą się opinią przedsiębiorczych i głodnych sukcesu, tym bardziej że nie potrzebowali do tego pomocy znienawidzonych Europejczyków. Warto przypomnieć, że kiedy Państwo Środka rozpoczynało swój długi marsz w kierunku dobrobytu przed czterema dekadami, Chiny podobnie jak wspominane wyżej Zimbabwe czy też Botswana, „cieszyły się” statusem jednego najbiedniejszych państw na świecie według rankingów Międzynarodowej Organizacji Handlu. A jednak od 1979 roku Państwo Środka dokonało niebywałego skoku, nienitowanego nigdy wcześniej w historii świata i to musi imponować przywódcą Afryki. Rzecz w tym, że jak zauważa Tidiane N'Diaye, odbyło się to kosztem życia milionów obywateli. I nie dotyczy to jedynie chińskiej polityki „jednego dziecka”, która według szacunków kosztowała życie 150 milionów dzieci, głównie dziewczynek. Mowa również o pracujących ponad siły milionów Chińczyków, a o skali tego przedsięwzięcia o charakterze narodowym najlepiej świadczy fakt, że w ocenie poprzednika Xi Jingpinga, Chiny obecny poziom życia dla swoich obywateli miały osiągnąć do... 2049 roku. Wydarzyło się to 30 lat wcześniej i w ocenie wielu komentatorów stało się zbyt szybko. Chiny są dziś krajem zawieszonym między swoją tradycją i przeszłością a nowoczesnymi technologiami. Państwo Środka poszukuje swojej tożsamości, kupując jednocześnie tożsamość wielu krajów rozsianych po całym świecie za walizki z dolarami. Pozostaje zgodzić się z Tidiane N'Diaye, że taki sojusz ponad podziałami nie może przynieść spodziewanych efektów przez kraje Afrykańskie, a jedynie wzmocnić rolę Chin na arenie międzynarodowej.  

Zmierzając do końca, warto wspomnieć o jeszcze jednej tezie, jaka pada na łamach książki „Żółte i czarne”. Zdaniem Tidiane N'Diaye, sukces w Afryce odniesiony przez Chiny był możliwy za sprawą dwóch czynników. Pierwszy z nich to wspomniany już głód surowców. Afryka słynie z bogactwa naturalnego, a wiele metali ziem rzadkich jest obecnie pod całkowitą kontrolą chińskich koncernów. Przeciętny Afrykanin nie widzi w tym zagrożenia, widzi za to budowane drogi do kopalni czy rosnący poziom życia w stolicy swojego kraju. Druga rzecz, jaka pcha Chiny do przodu w relacji z Afryką to historyczne niepokoje, związane z obecnością mieszkańców Europy na Czarnym Lądzie. Tidiane N'Diaye nie pozostawia złudzeń w swoich wnioskach, że wspomniane tendencje będą się umacniać w kolejnych dekadach, a świat dziś wydaje się pogodzony z porażką w przedmiocie zainteresowania Afryką. Ta bowiem w świadomości samych Afrykanów wybrała Chiny i dziś czerpie z tego korzyści, jakich ani Europa, ani Ameryka Północna nie przyniosła na Czarny Kontynent przez minione pięć wieków. Tymczasem Chiny zmieniły krajobraz Afryki w zaledwie dwie dekady!  

W naszym pięknym kraju nad Wisłą rzadko debata publiczna zahacza o znaczenie Chin we współczesnych relacjach międzynarodowych. Z tego punktu widzenia publikacja Tidiane N'Diaye, prezentująca afrykański punkt widzenia na chińskie inwestycje jest bezcenna dla zrozumienia polityki prowadzonej przez Pekin. Polska w latach 90’ przeorientowała się wyraźnie na zachód, a syndrom „starszego brata”, jakiego nasi decydenci widzą w Stanach Zjednoczonych, powoduje, że relacje z Chinami stają się coraz bardziej napięte. Daleki jestem od ferowania wyroków w tym zakresie, polityka międzynarodowa to szalenie skomplikowana układanka. Niemniej inicjatywa „Pasa i Szlaku”, która miała swoim obszarem obejmować również Polskę jako ważny kraj tranzytowy, niesie szereg zagrożeń, jak pokazują chińskie inwestycje w Afryce. Tidiane N'Diaye rozprawia się z mitem budowania dobrobytu na bazie kredytów udzielanych przez Państwo Środka, wskazując przy tym, że umowy podpisywane są jeszcze drobniejszym druczkiem, aniżeli widujemy to przy tzn. „chwilówkach”. W mojej ocenie książka „Żółty i czarny” stanowi ważny krok do zrozumienia pomysłu Pekinu na budowanie nowego ładu międzynarodowego. To również przestroga, aby nie traktować Państwa Środka jako remedium na regionalne bolączki i rozwiązanie wielowiekowych problemów. Kto da się nabrać na dobre intencje Chińczyków, ten w przyszłości przekona się, że Państwo Środka ma wokół siebie samych barbarzyńców, którzy są potrzebni tylko o tyle, o ile są użyteczni dla bieżącej polityki Pekinu. Tak było na przestrzeni 5 tysięcy lat historii Chin i książka „Żółte i czarne” każe wierzyć, że nic się w tym zakresie nie zmieniło w XXI wieku. 

Dodana przez Piotr w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

W miniony weekend miałem okazję brać udział w wykładzie, zorganizowanym przez koło stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Jagielońskim. Zaproszeni prelegenci debatowali w przedmiocie rosnących chińskich wpływów na świecie i prowadzonej przez Pekin polityki historycznej. Udałem się na wspomniany wykład kierowany ciekawością — Chiny jak się okazuje, od lat już nie są symbolem tanich podróbek i byle jakości, a obraz samych Chińczyków, jako ludzi zbierających ryż na polach i jeżdżących rowerem zdeaktualizował się mocno na przestrzeni dwóch ostatnich dekad. Czy świadomość w tym zakresie rośnie? Można mieć wątpliwości — Chiny wciąż jawią się na zachodzie jako kraj pełen tajemnic, hermetyczny i nierzadko również zupełnie egzotyczny. Z jednej strony wynika to z przekonania Europejczyków o centralnym położeniu swojego kontynentu na świecie, z drugiej zaś jest pokłosiem przemyślanej strategii prowadzonej przez władze Pekinu. Niebagatelny wzrost dynamiki chińskiej gospodarki od 1978 roku zmienił krajobraz Państwa Środka. Dziś Chiny obok Stanów Zjednoczonych to największe mocarstwo na świecie, a prowadzone przez Pekin inwestycje obejmują cały świat. W ostatnich latach szczególnie skoncentrowały się na Afryce, a temat ten podjął  w swojej książce Tidiane N'Diaye, autor publikacji „Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce”. Nie będę was trzymał w napięciu, to jedna z najlepszych pozycji omawiających podejrzane kontakty chińskich inwestorów z przedstawicielami Czarnego Lądu. Wnioski, jakie płyną z lektury książki senegalskiego politologa, są w gruncie rzeczy wstrząsające, a pytanie o to, czy świat straci w przyszłości Afrykę na temat Chin, wydaje się już nieaktualne. Rzeczywistość wyprzedziła przyszłość.

Nie znałem wcześniej nazwiska Tidiane N'Diaye, nie jest on popularnym autorem w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Prawdę mówiąc, mam przekonanie, że w Polsce niewiele mówi się o Chinach i zainteresowanie wschodnio – azjatyckim tygrysem sprowadza się u nas w kraju do mglistej debaty w zakresie łamania praw człowieka przez Pekin, albo potencjalnych zerwanych łańcuchów dostaw lokalnie produkowanej elektroniki, czego świadkami byliśmy już w czasie pandemii Covid-19. Czy książka „Żółte i czarne” może w tym zakresie coś zmienić? W mojej ocenie będzie to trudne, ponieważ w Polsce panuje trudna do wytłumaczenia ignorancja związana z dynamicznym rozwojem Chin na przestrzeni ostatnich czterech dekad. Taki stan rzeczy wynika z geopolitycznych uwarunkowań. Polska odzyskała suwerenność po rozpadzie ZSRR i niemal natychmiast skupiła się na budowaniu relacji ze światem zachodu, rozumianym jako Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone. Jeszcze w latach 90’ nie miało to większego znaczenia, wielu komentatorów zwracało uwagę, że „historia świata skończyła się na naszych oczach”, a przed ludzkością dekady i wieku życia w zglobalizowanym świecie przynoszącym lepszy poziom życia i ogólny dobrobyt. Taka narracja okazała się złudzeniem. Kiedy zachodni decydenci zajęci byli walką z terroryzmem, a umowa społeczna zakładała rosnący konsumpcjonizm. W cieniu najważniejszych wydarzeń na świecie rosła stopniowo, acz konsekwentnie potęga chińskiego tygrysa.  

Tidiane N'Diaye zaskoczył mnie wielokrotnie na łamach swojej publikacji. Już sam pomysł na książkę o relacjach Chin z Afryką w wykonaniu senegalskiego politologa brzmi intrygująco. W rodzimej debacie publicznej rzadko jest przestrzeń na głosy uczonych z zagranicy, jeszcze rzadziej słychać komentarze samych Afrykanów. Tymczasem już przed dekadą nazwisko Tidiane N'Diaye było dobrze znane, chociażby we Francji. To właśnie nad Sekwaną głośnym echem odbiła się pierwsza z książek autora pod tytułem „Ukryte ludobójstwo”. Tidiane N'Diaye znany jest ze swojego bezkompromisowego rozprawiania się z mitami związanymi z Afryką, tym razem wziął na tapet relacje z Chinami i uczynił to wszechstronnie oraz kompleksowo. Książka „Żółte i czarne” nie jest dziełem historiograficznym, raczej esejem, gdzie mamy okazję przeczytać,  jak Chiny są postrzegane przez mieszkańców Czarnego Lądu. Nie sposób jednak pominąć wagi relacji Pekinu z kolejnymi państwami Afryki w przeszłości, zwłaszcza że sami chińscy decydenci często powołują się w swoich wystąpieniach na wielowiekową tradycję bogatych kontaktów z Czarnym Lądem. Rys historyczny nie zajmuje wiele miejsca w książce „Żółte i czarne”, jednak autor podejmuje ten temat i czyni go punktem dla swoich rozważań w przedmiocie teraźniejszości. Jak zauważa Tidiane N'Diaye, Chiny na przestrzeni ostatnich dekad dokonały nieporównywalnego z niczym innym w historii skoku cywilizacyjnego, który rozpala wyobraźnię mieszkańców Afryki. Jeszcze w 1978 roku, Państwo Środka notowane było przez międzynarodowe organizacje i stowarzyszenia gospodarcze jako jedno z najpiękniejszych państw świata, obok takich krajów jak Zimbabwe czy Sierra Leone. Aby zrozumieć otwartość Afryki na Chiny, trzeba zrozumieć, że przesłanie, jakie dziś wysyłają chińscy decydenci do swoich partnerów gospodarczych w Afryce, jest bardzo proste i sprowadza się do słow: „pół wieku temu byliśmy biedni, teraz jesteśmy bogaci. Chcecie tak jak my?”. Taki przekaz trafia na podatny grunt, jak wskazuje autor książki „Czarne i żółte”.  Państwa Afryki przez wieki były wykorzystywane przez kraje zachodnie, a ich wiarygodność w oczach samych Afrykanów jest mocno ograniczona dziejową spuścizną. Autor nie omawia szczegółowo „chińskiego marszu ku wielkości”, zajęłoby to najpewniej wiele tomów. Zamiast tego wybiorczo podejmuje kwestie, które niosą za sobą implikacje dla krajów Afryki, które chciałby podążyć tą samą drogą co Chiny w ciągu ostatnich 40 lat. Czy to w ogóle możliwe?  

Na zachodzie rzadko dziś słychać głosy pozytywne na temat Chin. Przodują w tym Niemcy, których pozycja geopolityczna na świecie mocno spadła od czasu wojny w Ukrainie. Wcześniej Berlin konsekwentnie prowadził dialog oraz interesy z Moskwą, a oś porozumienia miała sięgać aż do Pekinu.  „Od Lizbony po Władywostok” było hasłem wypisanym na sztandarach dyplomatów, marzących o nowym porządku na świecie, gdzie Eurazja będzie stanowić przeciwwagę dla amerykańskiej dominacji na świecie od blisko wieku. Po drodze jednak nastąpił kolaps międzynarodowego porządku, a Europa dziś orientuje się zdecydowanie na Stany Zjednoczone. Niewielu ludzi na świecie zastanawia się, jaka rola w przyszłym porządku światowym przypadnie Afryce oraz Ameryce Południowej. Tymczasem Państwa takie jak Nigeria i Bazylia już teraz z uwagi na swoją demografię, prezentują się jako przyszłe mocarstwa, zwłaszcza wobec starzejących się społeczeństw Europy, USA czy Japonii. Tidiane N'Diaye wskazuje, że kraje zachodnie przespały okres wzrostu krajów rozwijających się, które potrzebowały w ostatnich latach inwestycji, aby rozkręcić swoje gospodarki. Przodowały w tym Chiny, a skala inwestycji Państwa Środka w Afryce jest porażająca. Czy obecność Chińczyków na Czarnym Lądzie to rzecz nowa w historii świata? Oczywiście, że nie, choć bogatą tradycję tych kontaktów Pekin przedstawia w wygodnej dla siebie narracji, z którą Tidiane N'Diaye nie tylko się nie zgadza, ale wręcz w osobliwy sposób ją wyśmiewa.  

Tidiane N'Diaye podaje kilka przykładów na chińską narrację związaną z historią Afryki i niektóre z nich brzmią wyjątkowo zabawne. Autor książki „Żółte i czarne” wskazuje na przykład, że zdaniem Pekinu, to właśnie Chińczycy odpowiedzialni są za stworzenie pierwszej mapy kartograficznej kontynentu afrykańskiego. Ów mapa miała zostać sporządzona jeszcze pod koniec XIV wieku, kiedy podróże przez morza i oceany uchodziły za wyjątkowo skomplikowane. Podobne wypowiedzi mają podkreślać wyjątkowy charakter relacji Chin z Afryką, choć głębsza analiza historycznych zagadnień w ogóle na to nie wskazuje. Innym przykładem jest podarowanie żyraf za czasów ostatniej narodowej dynastii Ming, której rządy skądinąd wspominane są w Państwie Środka z nostalgią i sentymentem, a legenda związana z żyrafami jest ich ważnym elementem. Afrykańskie stworzenia stały się uosobieniem dobrobytu i wielkości Pekinu, który w tamtym czasie nie postrzegał Afryki jako partnera, lecz jako barbarzyńców, którzy są instrumentem realizowania polityki zagranicznej azjatyckiego smoka. W ocenie autora tak było i jest, niewiele tez wskazuje, że w przyszłości będzie inaczej. Dlaczego? Zdaniem Tidiane N'Diaye, wpływa na to sama mentalność Chinczyków i sposób ich postrzegania świata. Przez blisko 5 tysięcy lat historii Chiny były nie tyle krajem, ale przede wszystkim potężną cywilizacją, która ościenne narody traktowała w kategoriach podludzi. Inaczej mówiąc, system społeczny Chin miał charakter kulturowy, a nie kastowy, jak miało to miejsce w Europie czy w Afryce. I przez kolejne tysiąclecia przynosiło to Chinom fantastyczne efekty – nawet jeśli obce narody podbijały Chiny, szybko podejmowały działania, aby się do nich upodobnić. Przybysze jedli i pili chińskie tradycyjne potrawy, śpiewali i tańczyli do chińskich pieśni narodowych, a z czasem również uczyli się ich języka... stając się elementem kultury chińskiej. Tym samym Tidiane N'Diaye wyciąga wnioski w zakresie ekspansyjnej natury samych Chin, która w historii najnowszej świata zeszła na dalszy plan mniej więcej od połowy XIX wieku. Wtedy właśnie Brytyjczycy w wyniku wygranych wojen opiumowych rzucili na kolana Chiny, które wstawały z nich przez kolejne sto lat, będąc w międzyczasie przedmiotem agresji m.in. ze strony Japonii. Swoją drogą, Kraj Kwitnącej Wiśni bywa w samych Chinach określany mianem „małego demona”, wiedzieliście o tym? Wracając jednak do książki „Żółte i czarne” - autor nie prowadzi na jej łamach wykładu z historii, przedstawia zamiast tego czytelnikowi esej, w którym dzieli się swoimi refleksjami i zauważa historyczne konotacje do współczesnych czasów, o których sami chińscy decydenci nie chcą dziś pamiętać. Nie jest to jednak samo w sobie niczym złym, niemniej w ocenie Tidiane N'Diaye świadczy o intencjach Pekinu, które nie mają nic wspólnego z dążeniem do podniesienia stopy życiowej w Afryce. Chny drenują Czarny Kontynent z surowców i robią to od lat na potęgę, bogacąc się i rozwijając technologię, jednocześnie traktując Afrykę jako kolonię. Tą smutną konkluzją auto kończy rozbudowany wstęp, gdzie analizuje genezę racji Chin oraz Afryki, wskazując tym samym, że więcej je dzieli niż łączy.  

Dalsza część książki odnosi się m.in. do współpracy na forum FOCAC, stanowiącym przestrzeń do realizowania ekonomicznych interesów pomiędzy Afryką oraz Chinami. Padają również konkretne liczby – 20% dochodów firmy HUAWEI, jednego z największych producentów elektroniki w Chinach, przypada na inwestycje dokonane w przeszłości w Afryce. Nominalnie są to ogromne kwoty, związane m.in. z budowaniem kopalni, dróg oraz infrastruktury energetycznej. Tylko w 2020 roku, Chiny zainwestowały w Afryce kwotę ponad 4 miliardow dolarów, a łączna suma skumulowanych, chińskich inwestycji szacowana jest na wartość dziesięć razy większa. Brzmi imponująco, prawda? Gdyby jednak chodziło o same interesy, jak podkreśla autor książki „Żółte  i czarne”, relacje między Chinami i Afryką nie rodziłyby takiego niebezpieczeństwa. Pekin używa jednak swoich pieniędzy dla tworzenia nowych stref wpływów na świecie, a Afryka jest tego najlepszym przykładem. Takie podejście z kolei implikuje stworzenie wrażenia o „szczególnej bliskości” łączącej afrykańskie kraje z Chinami. W tym zakresie chińscy decydenci powołują się m.in. na podobną mentalność Afrykanów i Chińczyków, gdzie jedni i drudzy byli w przeszłości przedmiotem uścisku ze strony krajów zachodnich. Pekin lubi podkreślać, że podobnie jak w Afryce, Państwo Środka przez cała swoja historie operowało się na społeczeństwie, którego symbolem była rodzina i lokalna prowincja. Wspomniane wyżej słowa trafiają na żyzny grunt Afrykańczyków skupionych w mozaice plemion i regionalnych tworów, Chińczycy jednak nie informują swoich parterów, jak rozwiązania z przeszłości sprawdzają się we współczesnym, zglobalizowanym świecie. Państwo Środka, choć jest krajem komunistycznym, uprawia osobliwy egalitaryzm. Dawne rozwiązania zakładały, że wielopokoleniowe rodziny są bytami samowystarczalnymi, a młodsze pokolenia utrzymują i opiekują się starszymi członkami rodziny. Głośno było w ostatnich latach o licznych samobójstwach na ulicach największych chińskich miast z Hongkongiem i Pekinem na czele. Starsi ludzie, nie mając środków na leczenie i nie ciesząc się zainteresowaniem ze strony rodziny, woleli rzucać się pod koła co bardziej ekskluzywnych samochodów, licząc przy tym, że jeśli uda im się przeżyć, zyskają w ten sposób środki na leczenie swoich przewlekłych chorób. Zazwyczaj podobne działania kończą się śmiercią, a widok perturbowanego ciała na ulicach chińskich miast dziś nikogo już nie dziwi. Chińska mentalność zamknięta w rodzinie i otaczającej ją prowincji przybrała dziś formę merkantylizmu, a drugi człowiek nierzadko bywa interesujący, tylko jeśli stanowi narzędzie do realizacji partykularnych interesów. Podobne uwagi ze strony Tidiane N'Diaye prowadza do wniosku, że Chiny w istocie nie widzą w Afryce partnera, prezentują za to postawę bardziej kapitalistyczną niż zachodnie kraje, czyniąc to pod płaszczem wygodnej dla siebie retoryki.  

Głos Tidiane N'Diaye w dziedzinie chińskiej ekspansji w Afryce jest o tyle interesujący, że autor, choć nie ma wątpliwości, że Pekin traktuje Czarny Ląd jako źródło surowców, przynosi również lokalnym mieszkańcom lepsze życie, o którym Ci wcześniej nie mogli marzyć. W książce „Żółte i czarne” padają konkretne przykłady chińskich dóbr importowanych do Chin, których jakość nierzadko pozostawia wiele do życzenia. W ten sposób w Afryce lądują chińskie podróbki, które na zachodzie zostały już dawno odrzucone z uwagi na niespełnianie podstawowych norm w zakresie ich przydatności czy zagrożenia dla bezpieczeństwa, jakie wywołują u konsumentów. Możliwość obchodzenia świąt państwowych i religijnych czy prywatnych uroczystości jeszcze nigdy nie była w Afryce tak łatwa, jak dzisiaj. Cenne są osobiste spostrzeżenia autora w zakresie opinii, jaką cieszą się Chińczycy na Czarnym Lądzie. Afrykanom imponuje przede wszystkim przedsiębiorczość chińskich przedstawicieli biznesu, którzy dla zbudowania swojej hegemoni na świecie nie potrzebowali zachodnich krajów, a dziś coraz częściej otwarcie przeciwko nim występują. Nie jest to kolejny chwyt retoryczny jak zauważa Tidiane N'Diaye, ale przemyślaną strategią. Kiedy poprzednik Xi Jingpinga ogłaszał plany na rozwój Państwa Środka, wyznaczył konkretną datę: 2049 rok. Jest to data na wielu płaszczyznach symboliczna – Chiny do tego czasu mają się zjednoczyć, a obok terenów należących do Chin kontynentalnych, mają dołączyć Makao, Hongkong i Tajwan. Szczególnie tej ostatni budzi zainteresowanie całego świata z uwagi na znaczący udział w światowym rynku półprzewodników. Rzecz w tym, że jak czytamy w książce „Czarne i żółte”, Chiny już dzisiaj osiągnęły plany gospodarcze, które miały przyjść za trzy dekady. Dla mieszkańców Afryki taki wzrost jest wystarczającym powodem, aby witać z otwartymi ramionami chińskich przedsiębiorców, wysiadających z samolotów z walizkami pełnymi zielonych dolarów. Czy to oznacza, że świat na zawsze stracił Afrykę i w kolejnych latach będzie ona rezerwuarem surowców i taniej siły roboczej dla chińskich molochów? Wiele na to wskazuje, a refleksje, jakie w tym zakresie przedstawia Tidiane N'Diaye brzmią wyjątkowo gorzko. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że pracował on nad swoją publikacją kilka lat i miał czas, aby przyglądać się chińskim inwestycjom w Afryce z bliska.  

Moje zainteresowanie Chinami rośnie wraz z rosnącym napięciem na świecie. Regularnie oglądam programy realizowane w ramach kanały „Historia Realna” czy „Strategy & Future” i większość komentatorów przestrzega przed ekspansją Chin, która sięga dziś obszarów rdzennie rozumianych jako strefy wpływów Afryki oraz Ameryki Południowej. W przeszłości podbijano nowe kraje i kontynenty wielkimi armiami i najnowszymi zdobyczami techniki, dzisiaj odbywa się to w białych rękawiczkach poprzez niejasne interesy, realizowane przez decydentów chińskiej władzy oraz biznesu. Wydawać, być się mogło, że Polski to nie dotyczy, ale czy tak jest naprawdę? Dwa tygodnie temu miałem okazje przeczytać książkę pod tytułem „Chiny trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę”, autorstwa Sylwii Czubkowskiej. Polska autorka drobiazgowo przyjrzała się inwestycjom Państwa Środka w Europie i Polsce, a wnioski, jakie przedstawiła są zbliżone do opisanych w książce Tidiane N'Diaye. Nie mam zatem złudzeń, że orientowanie się dziś na Stany Zjednoczone nie jest wyborem, ale koniecznością, warto jednak czynić to z umiarem i brać pod uwagę wszystkie możliwości. Chińczycy to twardzi gracze, mimo że utrzymują w swoim kraju komunizm, na arenie międzynarodowej kierują się twardym kapitalizmem.

Książka „Żółte i czarne” otwiera oczy na to, co kryje się za chińskimi inwestycjami, to obowiązkowa pozycja dla osób zainteresowanych sytuacja na świecie, które pragną wiedzieć więcej i lepiej rozmieć świat w trzeciej dekadzie XXI wieku.  Mocna piątka dla Tidiane N'Diaye! 

Napisz opinię i wygraj nagrodę!
Twoja ocena to:
wybierz ocenę 0
Treść musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość dodawania opinii.

Czy chcesz zostawić tylko ocenę?

Dodanie samej oceny o książce nie jest brane pod uwagę podczas losowania nagród. By mieć szansę na otrzymanie nagrody musisz napisać opinię o książce.

Już oceniłeś/zrecenzowałeś te książkę w przeszłości.

Możliwe jest dodanie tylko jednej recenzji do każdej z książek.

Sposoby dostawy

Płatne z góry

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

ORLEN Paczka

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty DHL BOX 24/7 i punkty POP

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

DPD Pickup Automaty i Punkty Odbioru

9.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty Orlen Paczka, sklepy Żabka i inne

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

GLS U Ciebie - Kurier

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DPD

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier InPost

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Pocztex Kurier

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DHL

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Punkt odbioru (Dębica)

2.99 zł

Darmowa od 190 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info