Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Wesołe życie
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
„Ja, chłopaki, mam awersję do kobiet w kapeluszach”. „Nigdzie nie jest tak radośnie jak w Pitrze, o ile jest trochę pieniędzy”. Na ulicach miasta przetaczają się tłumy urzędników finansowych, zarządców kamienic, studentów, duchownych, zmęczonych żon i młodych sekretarek z ozdobnie ułożonymi włosami – wszyscy wyglądają jakby wyjęci ze staroświeckiej komedii mieszczańskiej, niosącej zapach różanej pomady. Przez długie lata nowele Zoszczenki postrzegane były jako typowe „humoreski”, krótkie anegdoty o ludzkich przywarach. Jedni uważali je za zbyt schematyczne, dla innych były doskonałym sposobem na relaks po ciężkim dniu. Wydawcy w Polsce często nazywali Zoszczenkę „radzieckim Wiechem”. Można jednak spojrzeć na jego twórczość jako swoisty „horror historyczny”. Warto skupić się bardziej na języku używanym przez postaci niż na ich perypetiach. Urzędnicy, duchowni i sekretarki posługują się językiem farsy, wykorzystując salonowe rekwizyty w kontaktach z ludźmi pochodzącymi z biedniejszych kręgów, nieświadomych kulturowo. Oni również próbują przyjąć znane im konwencje i rekwizyty – kupują grzebień, zapraszają dziewczynę do teatru – lecz rzadko osiągają sukces; grzebień połamią, a dziewczynę spoliczkują w razie niepowodzenia. Do miejskich postaci dołącza także przepowiedziany przez Mierieżkowskiego „griaduszczyj cham”.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
„Ja, chłopaki, mam awersję do kobiet w kapeluszach”. „Nigdzie nie jest tak radośnie jak w Pitrze, o ile jest trochę pieniędzy”. Na ulicach miasta przetaczają się tłumy urzędników finansowych, zarządców kamienic, studentów, duchownych, zmęczonych żon i młodych sekretarek z ozdobnie ułożonymi włosami – wszyscy wyglądają jakby wyjęci ze staroświeckiej komedii mieszczańskiej, niosącej zapach różanej pomady. Przez długie lata nowele Zoszczenki postrzegane były jako typowe „humoreski”, krótkie anegdoty o ludzkich przywarach. Jedni uważali je za zbyt schematyczne, dla innych były doskonałym sposobem na relaks po ciężkim dniu. Wydawcy w Polsce często nazywali Zoszczenkę „radzieckim Wiechem”. Można jednak spojrzeć na jego twórczość jako swoisty „horror historyczny”. Warto skupić się bardziej na języku używanym przez postaci niż na ich perypetiach. Urzędnicy, duchowni i sekretarki posługują się językiem farsy, wykorzystując salonowe rekwizyty w kontaktach z ludźmi pochodzącymi z biedniejszych kręgów, nieświadomych kulturowo. Oni również próbują przyjąć znane im konwencje i rekwizyty – kupują grzebień, zapraszają dziewczynę do teatru – lecz rzadko osiągają sukces; grzebień połamią, a dziewczynę spoliczkują w razie niepowodzenia. Do miejskich postaci dołącza także przepowiedziany przez Mierieżkowskiego „griaduszczyj cham”.
