Książka - Tylko martwi nie kłamią

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Tylko martwi nie kłamią

Tylko martwi nie kłamią

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

„Tylko martwi nie kłamią” to druga w kolejności powieść po „Sprawie Niny Frank”, przedstawiająca zawodowe i osobiste perypetie najlepszego w Polsce profilera policyjnego. Huber Meyer doskonale potrafi odczytywać zawiłości ludzkiej psychiki i motywach sprawców najcięższych przestępstw, mniej skutecznie radzi sobie z życiem prywatnym i kobietami.  

Akcja powieści „Tylko martwi nie kłamią” przenosi czytelnika do samego centrum Katowic. Zabytkowa kamienica położona przy ulicy Stawowej 13 stała się tłem dla makabrycznych wydarzeń. Odnaleziono zwłoki brutalnie zamordowanego potentata w branży śmieciowej, sprawa szybko została powiązana z innym morderstwem, popełnionym w tym samym miejscu przed blisko dwoma dekadami. Śledztwo w sprawie obu morderstw ma charakter poszlakowy. Śledczy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że położona w centrum Górnego Śląska kamienic to idealne miejsce, aby zbiec z miejsca popełnionej zbrodni. Skrzyżowanie ulic Stawowej i 3-go Maja zazwyczaj tętni życiem, a znajdujący się nieopodal dworzec autobusowy ułatwił sprawcy przestępstwa wtopienie się w tłum ludzi.  

Huber Meyer staje przed trudnym zadaniem. Pomoc w śledztwie proponuje mu piękna i zdeterminowana prokurator Weronika Rudy, relacje między tą dwójką szybko wykraczają poza zawodowe ramy. Kobieta przez lata żyła w cieniu swoich traum z lat młodości, pojawienie się w jej życiu Huberta Meyera wywołało jednak lawinę wspomnień i pchnęło panią prokurator do zmierzenia się z demonami przeszłości. Ważną rolę w śledztwie odegra również Waldemar Szerszeń. Policjant katowickiej komendy kiepsko radzi sobie z nowinkami technicznymi, a jego relacje z żoną wydają się nie mniej skomplikowane niż romans pomiędzy policyjnym profilerem i panią prokurator. Bohaterowie uwikłani w osobliwy trójkąt kryminalno-miłosny dzień po dniu odkrywają mroczne tajemnice śląskiego półświatka wielkich pieniędzy, przemocy oraz interesów daleko wykraczających poza zbieg ulic Stawowej i 3-go Maja.  

 

Katarzyna Bonda przyszła na świat 26 sierpnia 1977 roku w Białymstoku w głęboko religijnej rodzinie o białoruskim rodowodzie. W wieku czterech lat przeniosła się wraz z rodzicami do Hajnówki, małej wsi położonej na Podlasiu, która stała się tłem dla pierwszej powieści Bondy z serii o policyjnym profilerze, Hubercie Meyerze. W przeszłości pracowała przez 12 lat w mediach głównego nurtu, pisząc artykuły dla takich czasopism jak „Newsweek”, „Wprost”, „Miesięcznika Zdrowie”, „Naj”, czy „Expressu Wieczornego”.  

Katarzyna Bonda otwarcie wspominała w licznych wywiadach, że zanim odniosła spektakularny sukces pisarki, przeżyła kilka trudnych lat, nie mając często pieniędzy na podstawowe wydatki. Wierzyła jednak w swój talent i pożyczała pieniądze, aby studiować i brać udział w warsztatach pisarskich. Jak sama wspomina, jednym z najtrudniejszych momentów w jej życiu było wydarzenie z 2005 roku. Krótko po śmierci ojca kierowała samochodem, który śmiertelnie potrącił  człowieka. Zdecydowała się na terapię i leki, jednak to literatura pozwoliła jej znów stanąć na nogi. Sukces, jaki przyniosły jej książki „Sprawa Niny Frank” oraz „Polskie morderczynie”, znów pozwolił Katarzynie Bondzie uwierzyć, że jej twórczość jest potrzebna światu.  

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

„Tylko martwi nie kłamią” to druga w kolejności powieść po „Sprawie Niny Frank”, przedstawiająca zawodowe i osobiste perypetie najlepszego w Polsce profilera policyjnego. Huber Meyer doskonale potrafi odczytywać zawiłości ludzkiej psychiki i motywach sprawców najcięższych przestępstw, mniej skutecznie radzi sobie z życiem prywatnym i kobietami.  

Akcja powieści „Tylko martwi nie kłamią” przenosi czytelnika do samego centrum Katowic. Zabytkowa kamienica położona przy ulicy Stawowej 13 stała się tłem dla makabrycznych wydarzeń. Odnaleziono zwłoki brutalnie zamordowanego potentata w branży śmieciowej, sprawa szybko została powiązana z innym morderstwem, popełnionym w tym samym miejscu przed blisko dwoma dekadami. Śledztwo w sprawie obu morderstw ma charakter poszlakowy. Śledczy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że położona w centrum Górnego Śląska kamienic to idealne miejsce, aby zbiec z miejsca popełnionej zbrodni. Skrzyżowanie ulic Stawowej i 3-go Maja zazwyczaj tętni życiem, a znajdujący się nieopodal dworzec autobusowy ułatwił sprawcy przestępstwa wtopienie się w tłum ludzi.  

Huber Meyer staje przed trudnym zadaniem. Pomoc w śledztwie proponuje mu piękna i zdeterminowana prokurator Weronika Rudy, relacje między tą dwójką szybko wykraczają poza zawodowe ramy. Kobieta przez lata żyła w cieniu swoich traum z lat młodości, pojawienie się w jej życiu Huberta Meyera wywołało jednak lawinę wspomnień i pchnęło panią prokurator do zmierzenia się z demonami przeszłości. Ważną rolę w śledztwie odegra również Waldemar Szerszeń. Policjant katowickiej komendy kiepsko radzi sobie z nowinkami technicznymi, a jego relacje z żoną wydają się nie mniej skomplikowane niż romans pomiędzy policyjnym profilerem i panią prokurator. Bohaterowie uwikłani w osobliwy trójkąt kryminalno-miłosny dzień po dniu odkrywają mroczne tajemnice śląskiego półświatka wielkich pieniędzy, przemocy oraz interesów daleko wykraczających poza zbieg ulic Stawowej i 3-go Maja.  

 

Katarzyna Bonda przyszła na świat 26 sierpnia 1977 roku w Białymstoku w głęboko religijnej rodzinie o białoruskim rodowodzie. W wieku czterech lat przeniosła się wraz z rodzicami do Hajnówki, małej wsi położonej na Podlasiu, która stała się tłem dla pierwszej powieści Bondy z serii o policyjnym profilerze, Hubercie Meyerze. W przeszłości pracowała przez 12 lat w mediach głównego nurtu, pisząc artykuły dla takich czasopism jak „Newsweek”, „Wprost”, „Miesięcznika Zdrowie”, „Naj”, czy „Expressu Wieczornego”.  

Katarzyna Bonda otwarcie wspominała w licznych wywiadach, że zanim odniosła spektakularny sukces pisarki, przeżyła kilka trudnych lat, nie mając często pieniędzy na podstawowe wydatki. Wierzyła jednak w swój talent i pożyczała pieniądze, aby studiować i brać udział w warsztatach pisarskich. Jak sama wspomina, jednym z najtrudniejszych momentów w jej życiu było wydarzenie z 2005 roku. Krótko po śmierci ojca kierowała samochodem, który śmiertelnie potrącił  człowieka. Zdecydowała się na terapię i leki, jednak to literatura pozwoliła jej znów stanąć na nogi. Sukces, jaki przyniosły jej książki „Sprawa Niny Frank” oraz „Polskie morderczynie”, znów pozwolił Katarzynie Bondzie uwierzyć, że jej twórczość jest potrzebna światu.  

Szczegóły

Opinie

Książki autora

Podobne

Dla Ciebie

Książki z kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Cena: - zł
Okładka: Miękka
Ilość stron: 640
Rok wydania: 2012
Rozmiar: 130 × 206 mm
ID: 9788378351078
Autorzy:

Dane producenta:

Wydawnictwa Videograf SA , Żwirki i Wigur, 43-190 Mikołów, PL ,[email protected]

Inne książki: Katarzyna Bonda

Podobne produkty

Może Ci się spodobać

Inne książki z tej samej kategorii

Opinie użytkowników
5.0
2 oceny i 2 recenzje
Reviews Reward Icon

Napisz opinię o książce i wygraj nagrodę!

W każdym miesiącu wybieramy najlepsze opinie i nagradzamy recenzentów.

Dowiedz się więcej

Wartość nagród w tym miesiącu

0 zł

Dodana przez Iwona w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

Przez lata przedstawiałam się jako zadeklarowana fanka twórczości Stephana Kinga. Książki amerykańskiego autora pochłaniałam bez opamiętania, a pozycje takie jak „Zielona mila” czy „Lśnienie” znam na pamięć. Ekranizacje wspomnianych tytułów wracają do mnie co roku i choć wiem doskonale czego się spodziewać, zazwyczaj odkrywać nowe elementy wpływające na moją percepcję twórczości mistrza gatunku. Długi czas uważałam, że do znakomitego pisarstwa trzeba dorosnąć. Zarówno w kwestii jego tworzenia, jak i odbioru przez czytelników. Dobrym przykładem jest tu z kolei dorobek G.R.R. Martina. Pierwsze spotkanie z „Pieśnią Lodu i Ognia” nie wywołało w moim literackim serduszku poważnego tąpnięcia, jednak kolejne lata sprawiły, że zupełnie straciłam głowę dla „Gry o Tron”. W międzyczasie straciłam nadzieję, że na rodzimym rynku literackim pojawi się pisarz, który zachwyci mnie bogactwem swojej wyobraźni, przemyślaną intrygą i wiarygodnymi bohaterami. Czytałam książki Kasi Grocholi takie jak „Ja wam pokażę ”, czy „Nigdy w życiu”, nie sposób jednak było mi się oprzeć wrażeniu, że to książki pisane przez polskiego pisarza dla polskich czytelników. Przaśny klimacik, rubaszni bohaterowie i ta próba odnalezienia swojego miejsca w kraju rozdartym pomiędzy wspomnienie o niechcianej przeszłości i tęsknota za przyszłością, która rysowała się w niepewnych kolorach. A potem pojawił się Remigiusz Mróz. Książki o Chyłce i Zordonie stanowiły pożądany powiew świeżości na rynku polskiego kryminału. Nie były odkrywcze, nie prezentowały też wyszukanej i przemyślanej intrygi, jak to miał w zwyczaju opisywać w swoich książkach wspomniany na wstępie Stephen King, ale niewątpliwie miały w sobie to coś. Co to było? To trochę jak z pytaniem do kobiety o jej typ faceta — każda z nas dorzuci coś od siebie, ale każda też się zgodzi, że mężczyzna powinien mieć w sobie „to coś”. I książki Remigiusza Mroza miały „to coś” w sobie. Prezentowały zupełnie inne spojrzenie na relacje kobiety i mężczyzny. Jestem przekonana, że nasze społeczeństwo dwie dekady temu nie było gotowe na rozwiązania, gdzie w świecie warszawskiej palestry to kobieta rozdaje karty, a mężczyzna jest tylko udanym dodatkiem w tym tandemie. Ostateczne pożegnanie z patriarchatem? Obawiam się, że takowe nigdy nie nastąpi. Mróz mniej więcej w połowie swojego cyklu z Chyłką zrehabilitował udanie Konrada Oryńskiego. Facet Chyłki nabrał cech władczych, stał się w końcu zdecydowany i konkretny, a nasza Joanna mogła w końcu pozwolić sobie na momenty słabości. Trudno o lepsze studium polskiego społeczeństwa na początku XXI wieku. O książkach Mroza rozmawiali wszyscy: w autobusie, w kawiarni czy na uczelni można było usłyszeć nawiązania do książek z Chyłka albo jej serialowej adaptacji. Jaka była Chyłka, wszyscy widzieli — słuchała Iron Maiden, piła dużo tequili i robiła karierę w brany warszawskich prawników. Czy to o niej wspominał ostatnio prezes PiS-u, mówiąc, że kobiety w tym kraju nie rodzą dzieci, bo są skupione na „wlewanie w szyje”? Trudno powiedzieć, ale nie wątpliwie Chyłka stała się symbolem polskiego kryminału, który z roku na rok wydawał się windować swój poziom. Pojawienie się Katarzyny Bondy na rynku literatury kryminalnej nie obudziło we mnie wielkich oczekiwań. Romans autorki z Remigiuszem Mrozem poczytywałam sobie za grę medialną, mającą na celu wywołanie zamieszania w głowach fanów. Żyjemy w czasach, gdzie nieważne jak mówią, ważne, aby mówili. O Remigiuszu Mrozie i Katarzynie Bondzie powiedziano bardzo wiele. Od siebie mogę jedynie dodać, że każde z nich dodało coś od siebie i oboje sprawili, że polski kryminał nie ma się dzisiaj już czego wstydzić przed czytelnikami z całego świata. A druga z kolei książka Katarzyny Bondy pod tytułem „Tylko martwi nie kłamią” jest tego najlepszym świadectwem.  

Powieść „Tylko martwi nie kłamią” stanowi kontynuację serii o przygodach Huberta Meyera, opisanej w pierwszej części cyklu „Sprawa Niny Frank”. Książka otwierająca cykl wywołała we mnie początkowo ambiwalentne emocje. Przyzwyczajona do narracji prowadzonej w świecie warszawskiej metropolii Remigiusza Mroza, nie mogłam początkowo odnaleźć się na dalekiej prowincji we wsi Hajnówka. Moją percepcję zmieniło... bliższe poznanie autorki. Nie, nie miałam przyjemności spotkać się z Katarzyną Bondą, ale zaczęłam sporo czytać na jej temat i okazało się, że analogie czynione przez kolorową prasę do osoby Blanki Lipińskiej są totalnie nietrafione. Bondę prezentowano jako miły dodatek do Remigiusza Mroza – atrakcyjna blondynka z czarującym uśmiechem i kryminalnymi historiami w głowie. To się sprzedawało i to ludzie kupowali. Pod medialną otoczką kryła się jednak historia pisarki, która predysponowała ją do tworzenia wciągających powieści, poruszających ważne dla naszego kraju wątki. Taką książką właśnie okazała się „Sprawa Niny Frank”. Polska autorka porusza w niej kwestie związane z dalekimi kresami, gdzie podziały religijne wciąż pozostają aktualne, a granice państw stanowią jedynie umowny podział lokalnego społeczeństwa, żyjącego w hermetycznym i pełnym tajemnic świecie. Młoda kobieta ciesząca się sławą i doceniana za rolę serialowej zakonnicy spędza wolne chwile niedaleko Hajnówki, gdzie urządza zakrapiane alkoholem imprezy i szuka wytchnienia od szalonego życia w Warszawie. Warto powiedzieć, że Katarzyna Bonda przedstawiła fabułę w doskonale znanych sobie rejonach, przez to opisy miejsc i sytuacji wydawały się szalenie plastyczne i wiarygodne. Autorka poruszyła kwestię nienawiści religijnej, dawnych podziałów na „naszych” i „tamtych”, wskazała również na postawę organów ścigania, które ponad wszystko nie chcą „prowokować góry” i wolą zamiatać trudne sprawy pod dywan, niż prosić o pomoc władze centralne. Dlaczego? Na wszelki wypadek, aby nikt nie przyjechał z Warszawy i nie odkrył, jak wiele jest do zrobienia na obrzeżach wielkiej polityki. Czytanie o perypetiach Chyłki i Zordona na Nowym Świecie, Mokotowie oraz innych dzielnicach Warszawy brzmiało wyjątkowo swojsko. Jak w tej sytuacji opisać tło historii zaproponowanej przez Katarzynę Bondę w powieści „Sprawa Niny Frank”? To było wyzwanie, z którym polska autorka poradziła sobie lepiej, niż miłośnicy kryminałów mogli przypuszczać.  

Powieść „Tylko martwi nie kłamią” przenosi nas z dalekiego pogranicza polsko-białoruskiego do centrum Polski, nie jest to jednak Warszawa, a stolica Górnego Śląska, czyli Katowice. Wybór co najmniej zaskakujący, choć od czasu, gdy Remigiusz Mróz zapowiedział, że tłem dla jego najnowszej historii  opisanej w książce „Z pierwszej piłki” będzie Opole, być może stanowi to zapowiedź nowego trendu w polskiej literaturze kryminalnej. Wracając jednak do książki „Tylko martwi nie kłamią” - zbrodnia ma miejsce w Katowicach przy ulicy Stawowej 13. A w zasadzie dwie zbrodnie, które dzieli w czasie dokładnie 17 lat. W dość enigmatycznych okolicznościach został zamordowany potentat sektora śmieciowego. Wezwany na miejsce zbrodni zostaje znany już z pierwszej części cyklu, Hubert Meyer. Podejrzanych jest kilku, a każdy z nich miał dobry motyw, aby wysłać na tamten świat nieżyjącego już przedsiębiorcę. Świadków, jak to bywa w kryminałach, nie ma.  Tym samym rośnie rola Meyera w perspektywie odkrycia sprawcy morderstwa jako policyjnego profilera. Szybko okazuje się, że nie żyjący już rekin biznesu pozostawił po sobie kilka tropów, a prowadzoną one do śląskiego półświatka. Cała historia nie mogłaby zostać rozwikłana bez policjanta i pani prokurator, którzy będą szukać tropów, czasami je gubić, aż w końcu wskażą rozwiązanie, na które czytelnik nie miał prawa wpaść. Piszę o tym z pełną odpowiedzialnością, bo choć w kryminałach poszukiwanie odpowiedzi bywa największą frajdą, to w książkach Katarzyny Bondy jest to zadanie wyjątkowo trudne i karkołomne. I to niewątpliwie stanowi o zalecie twórczości polskiej pisarki.  

W roli policjanta obsadzony został niejaki Waldemar Szerszeń. Oglądaliście „13 posterunek"? Waldek przypomina mi komendanta – nie ma co prawda buldoga francuskiego w osobie słynnego Pershinga, ale za to trudno mu się odnaleźć w dynamicznie zmieniającym się wokół niego świecie, a nowinki techniczne wydają mu się równie potrzebne do pracy co wykaz ksiąg zakazanych. Katarzyna Bonda wspaniale poprowadziła wątek policjanta w średnim wieku, który niegdyś miał wielkie ambicje i chciał piąć się po szczeblach kariery, coś jednak poszło nie tak, został tam, gdzie był i dziś mierzy się z rutynowymi sprawami, gdzie ręczne pisanie raportów stanowi normę, podobnie jak korzystanie z telefonu stacjonarnego. To, co szczególnie przypadło mi do gustu w książkach Katarzyny Bondy to umiejętne skalowanie napięcia w jej powieściach. Jeśli nie jesteś Stephanem Kingiem, lepiej od czasu do czasu dać odetchnąć czytelnikowi, uśmiechnąć się i pozwolić na chwile zapomnieć o intrydze, kolejno z nią wrócić i rzucić odbiorcę literatury kryminalnej na kolana. Bonda znakomicie podkreśla pewna unikatowość swoich bohaterów. Waldemar Szerszeń pokłócił się ze swoją zoną, a ta wywaliła go  z domu. Co robi w takiej sytuacji kobieta? Na pewno nie przynosi swojemu mężowi codziennie trzydaniowego obiadu na komisariat! A jednak to się dzieje w książce „Tylko martwi nie kłamią” i naprawdę trudno nie unieść kącików ust, gdy śledzimy perypetie małżeńskie Waldka i jego żony. Inaczej sprawa wygląda z panią prokurator Weroniką Rudy. Autorka przedstawia ją jako kobietę twardo stąpającą po ziemi, charyzmatyczną i pewną siebie. Taka postać będzie jednak interesująca w oczach czytelnika tylko na chwile, potrzeba bardziej skomplikowanej osobowości i po jakimś czasie postać prokurator Rudy nabiera rumieńców. Wszystko za sprawą jej przeszłości, która wydaje się mocno zawiła i skomplikowana, a poznajemy ją głównie przez  pryzmat retrospekcji. Przyczynkiem do odkrycia tajemnic prokurator Rudy okazuje się... postać Huberta Meyera. Policyjny profiler dał się poznać w książce „Sprawa Niny Frank” jako mężczyzna tajemniczy, enigmatyczny, raczej zamknięty w sobie. Nie inaczej wypada w „Tylko martwi nie kłamią”, a jego romans z Weroniką Rudy jest tak naprawdę trudny do oceny. Nie mam pojęcia, kto w tym duecie tak naprawdę wykorzystał drugą osobę, niemniej czytając, jak autorka udanie splata wątki tej dwójki, miałam nieodparte wrażenie, że każde z nich w tamtym czasie potrzebowała siebie nawzajem. Nawet jeśli trwało to tylko chwilę i pozwoliło każdemu z nich zmierzyć się z własnymi demonami przeszłości. Żeby nie było, że postać Meyera jest tak mroczna i nieprzystępna – w zakresie jego opisów autorka również pozwala sobie na kilka fragmentów humoru wysokich lotów. Jednym z wątków, które czytałem z uśmiechem, był ten związany z pożyczeniem auta przez Meyera od swojej byłej żony. Kobieta dostała auto w prezencie od obecnego partnera i jej były mąż nie wiedział, że pożyczone auto będzie demonem prędkości w kolorze... puderkowego różu. Określenie „różowa landrynka” od dziś przestaje mi się kojarzyć z filmami dla dorosłych — przywołuje na myśl wyraz twarzy Meyera, kiedy po raz pierwszy zobaczył auto, którym miał przejechać pół Polski ?. 

Czy powieść „Tylko martwi nie kłamią” jest warta polecenia? Bez wątpienia. Styl Katarzyny Bondy jest znakomity, autorka wynosi kryminalne opowieści na nieco wyższy poziom w mojej ocenie aniżeli Remigiusz Mróz. Nie zrozumcie mnie złe, te porównania mają sens, ponieważ to Mróz jako pierwszy pokazał, że polski kryminał nie musi chować się pod kocem wobec twórczości zachodnich pisarzy. Zarzuca się Mrozowi, że pisze dużo i czasami... byle jak. W przypadku Katarzyny Bondy mam co prawda dwie książki na koncie, ale widzę nieco inną etykę pracy. Zarówno Hajnówka przedstawiona w „Sprawie Niny Frank”, jak i Katowice opisane w „Tylko martwi nie kłamią” wykazują sporą drobiazgowość i skuteczny research w pracy polskiej pisarki. Podobnie rzecz wygląda przy tworzeniu profilu osobowości bohaterów. Huber Meyer, Weronika Rudy oraz Waldemar Szerszeń to trzy zupełnie różne osoby i czytelnik z łatwością odnajdzie w każdej z tych osób cechy jemu samemu bliskie. Zakończenie książki „Tylko martwi nie kłamią” nieco mnie rozczarowało, ale poczytuje to sobie paradoksalnie za plus. W życiu i dobrej literaturze rzadko znajdujemy szczęśliwe zakończenia – wydają nam się one nudne i miałkie. I choć mocno kibicowałam naszej parze kochanków, w przyszłości sięgając po książki Katarzyny Bondy, będę się raczej spodziewać twardego lądowania na ostatnich stronach powieści.

Jednym z moich ulubionych filmów jest produkcja science fiction pod tytułem „Pasażerowie”. Znakomita obsada i ciekawy scenariusz uczyniły wspomniany wyżej film jednym z najlepszych w swojej kategorii. Postać grana przez Jennifer Lawrence wypowiada kwestię „Mój ojciec był pisarzem i mawiał, że tylko pisarz, który wiedzie ciekawe życie, ma do opowiedzenia ciekawe historie”. Od czasu, gdy usłyszałam te słowa po raz pierwszy, większą uwagę przywiązuje do życiorysów autorów, po których książki sięgam. Katarzyna Bonda trzy razy w roku lata z nastoletną córką na wakacje, pozwala jej wybierać kierunek i sama traktuje to jako odpoczynek po wytężonej pracy nad kolejnymi książkami. Autorka „Tylko martwi nie kłamią” lubi jazdę konną, często chodzi na spacery z psem, a kiedy nie znajduje się w amoku pracy, wykonuje typowe zajęcia dla każdej pani domu – sprząta, gotuje, a nawet szyje sukienki. Co ciekawe, kiedy widzimy ją na ściankach w ramach kolejnych premier jej książek, autorka występuje w sukienkach szytych z materiału pozostawionego przez nieżyjąca już matkę. Zegarki z kolei nosi męskie, pozostawione jej przez ojca i traktuje je jako amulety przynoszące szczęście. Uznałam, że warto o tym powiedzieć, aby wyjaśnić raz na zawsze nieporozumienia związane z porównywaniem jej do Blanki Lipińskiej. Autorka „365 dni” powiedziała w jednym z wywiadów, że pisarzem byli Adam Mickiewicz czy Henryk Sienkiewicz, a ona sama pisze książki dla fanu i pieniędzy. Może dlatego w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejną książkę Katarzyny Bondy, a nie Lipińskiej. Autorka „Tylko martwi nie kłamią” ma zdecydowanie więcej do zaproponowania, a trzecia z kolei część przygód Huberta Meyera opisana w powieści „Florystka” już spogląda na mnie z półki z książkami. Tej jesieni będę miała co robić i pewnie znowu podzielę się z wami literackimi wrażeniami! ? 

Dodana przez Mariola w dniu 10.07.2024
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

 W ostatnich dniach września miało miejsce wydarzenie, na które czekałam od kilku miesięcy. Premiera nowej „Chyłki” Remigiusza Mroza. Jestem wielką fanką naczelnej pani adwokat polskiej palestry od czasów „Rewizji”, a przez kolejne lata autor nie dał o sobie zapomnieć i dziś zbliżamy się już powoli do trzeciej dziesiątki perypetii Chyłki i Zordona. Jednocześnie głośno było w ostatnim czasie o romansie, który elektryzował opinię publiczną w Polsce. Oto miało się okazać, że najpopularniejszy polski pisarz, Remigiusz Mróz oraz Katarzyna Bonda, autorka znanych i lubianych kryminałów.... mają się ku sobie! Na początku dałam się ponieść emocjom i śledziłam ten wątek w social mediach, dziś jednak wydaje się, że po miłości dwojga autorów nic nie zostało. Zrobili sobie kilka zdjęć, pokazali się na ściance, a potem każde z nich wróciło do domu pisać dla nas książki. Sądząc po emocjach, jakie wywołała we mnie kolejna część związana z zabójstwem Niny Frank, dobrze się stało, że Kaska Bonda pisze nam o mordercach i zmowie milczenia, niż miałaby do końca życia opowiadać o swoich motylach w brzuchu na widok Mroza ?.  

Pamiętam zderzenie z pierwszą częścią sprawy dotyczącej zabójstwa Niny Frank. Spodziewałam się historii zbliżonej do tej opisanej przez Remigiusza Mroza w książkach z Chyłką, ewentualnie kierowałam się śladami Komisarza Forsta. Tymczasem dostaliśmy coś zupełnie innego. O ile bowiem Remigiusz Mróz w swojej twórczości obejmującej kryminały prawnicze lubi wyjść naprzeciw oczekiwaniom szerokiej publiczności, o tyle Katarzyna Bonda zaryzykowała i zaproponowała coś zupełnie inne, niespotykanego do tej pory na rynku literatury kryminalnej. Tytułowa Nina Frank to wzięta aktorka, znana z roli zakonnicy w popularnym serialu emitowanym w tv. Wydawać by się mogło, że jej profesja nie będzie wpływać na odbiór samej kobiety. Nie byłam zaskoczona, kiedy czytałam w pierwszej części, że tytułowa bohaterka lubiła imprezować gdzieś z dala od ciekawskich oczu wielkiej Warszawy. Dziwiło mnie natomiast, że... kogoś to dziwi. Mordercą miał okazać się człowiek, który prezentował postawę zaburzeń psychicznych, nie potrafiąc przy tym odróżnić rzeczywistości filmowej z prawdziwym życiem. Szaleństwo i obłęd w oczach to znakomite motywy dla interesującego kryminału, uznałam więc, że pomysł Katarzyny Bondy może otworzyć nowy rozdział w historii polskiego kryminału. Warto też wspomnieć o tle całej historii związanej z zabójstwem Niny Frank. O ile książki Remigiusza Mroza zwykle rozgrywają się a największych polskich miastach, wśród bogatych elit prawniczych, o tyle Katarzyna Bonda poszła mocno pod prąd ze swoim pomysłem na nową serię. Niewielka wioska, położone gdzieś na końcu świata, przecięta spokojnie płynącą rzeką. Trudno o bardziej tajemnicze i enigmatyczne tło dla śmierci najbardziej rozpoznawalnej aktorki w kraju. Pamiętam, że na plus poczytałam sobie, że autorka nie przedstawia nam swojej wizji wiejskich realiów, wpisujących się w klimat stereotypowych kresów wschodnich, lecz oddaje życie na prowincji takim, jakim ono naprawdę jest. Pojawiła się wiec krytyka patriarchatu, zmowy milczenia wokół przemocy domowej, nadużywanie władzy przez kolejnych przedstawicieli organów ścigania, czy zakopane głęboko pod ziemią tajemnice z minionych dekad i wieków. I to właśnie klimat książki „Sprawa Niny Frank” okazał się absolutnie zjawiskowy. Nie powiem za to ani słowa na temat Huberta Meyera. Cierpliwości!  

Do książki „Tylko martwi nie kłamią” usiadłam z wielkimi oczekiwaniami, sporo sobie obiecywałam po kontynuacji pierwszej części. Pierwsze strony mnie jednak nie wciągnęły. Znacie to? W psychologi określa się podobne sytuacje jako „syndrom paryski”. Jedziecie w jakieś miejsce, patrzycie co macie przed sobą i czujecie, że to nie to, czego się spodziewaliście. Paryż piękne wygląda na pocztówkach, na żywo jest podobnie, o czym przekonałam się dwa lata temu. Książka „Tylko martwi nie kłamią” nie zaliczyła falstartu w moich oczach, ale rzeczywiście czekałam na wielkie „wow” na pierwszych 50 stronach i w sumie się nie doczekałam. Mój chłopak zapytał mnie, czy się dobrze czuje. Zamówił nawet pizzę, szukając powodu mojego osobliwego nastroju w byciu głodną i niepocieszoną. To akurat był dobry trop, ale nie tym razem. W naszym mieszkaniu czytane przeze mnie książki zajmuje honorowe miejsce między kanapą i stołem, a obecne w nich zakładki zdradzały moje postępy na drodze do poznania finału. Mój wybranek widział, że coś jest nie tak, nie wiedział jednak w czym rzecz, wcześniej książki, na które czekałam i które nierzadko dostawał od niego, czytałam w max. 2-3 dni. Tym razem było inaczej i w końcu przyznałam sama przed sobą, że tak naprawdę to nie kwestia stylu autorki ani jakości prologu, lecz mojego osobistego samopoczucia, związanego z gwałtowną zmianą pogody. Złota, polska jesień odeszła w niepamięć i za oknem mamy aktualnie typowy listopad — mgła, deszcz i powiew zimna idealnie koresponduje z dobrą książką, kubkiem herbaty i kocem narzuconym na ramiona. I tak oto spojrzałam na książkę „Tylko martwi nie kłamią” nieco inaczej. Tym razem nie miałam żadnych oczekiwań implikowanych pierwszą częścią serii Katarzyny Bondy, zamiast tego z otwartym umysłem podeszłam do jej twórczości. Jak postanowiłam, tak zrobiłam, a wkrótce przepadłam. Kaska Bonda znowu mnie zaskoczyła!  

Przejdźmy do rzeczy – co przynosi nam fabuła w drugiej części serii przygód Huberta Meyera? Na początek spora niespodzianka. Ze wszystkich miast w Polsce, jakie autorka miała do wyboru, wybór padł na Katowice i znakomicie oceniam ów decyzję. Nie tylko z uwagi na fakt, że sama mieszkam na Śląsku i jest mi bliski ten region, ale przede wszystkim z uwagi na wielość sekretów i tajemnic, jakie skrywają tzn. Familoki, czyli poniemieckie kamienice o charakterystycznym wyglądzie, widywane na ulicach największych śląskich miast. Katarzyna Bonda przedstawia dwa morderstwa, które dzieli 17 lat, łączy natomiast fakt, że zostały dokonane w tej samej zabytkowej kamienicy. Pierwsze kilkadziesiąt stron książki „Tylko martwi nie kłamią” to wprowadzenie do sprawy, którą prowadzi Waldemar Szerszeń. Kim okazuje się nowy śledczy? Moje pierwsze skojarzenie związane było z lipcowym weselem, które skądinąd fantastycznie wspominam. A Waldek przypominał mi mojego wujka, który tylko czekał, aż zejdę z parkietu, aby się ze mną napić. Osoba Waldemara Szerszenia to znakomite zobrazowanie człowieka swojej epoki, który wręcz panicznie obawia się postępu technologicznego, bywa nieco hermetyczny w swoim spojrzeniu na otaczającą go rzeczywistość, zjednuje sobie jednak ludzi nieco rubasznym i prostackim poczuciem humoru, które zdradza dobre intencje i nieskomplikowany sposób życia naszego oficera śledczego. Jak to bywa w krótkiej, ale intensywnej tradycji polskich kryminałów, odpowiedzią na pociesznego i odchodzącego powoli do przeszłości policjanta będzie melodia przyszłości, grana przez atrakcyjną i zdeterminowaną panią prokurator. Weronika Rudy w życiu zawodowym nie bierze jeńców — idzie po trupach prosto do wyznaczonego celu, zdecydowanie gorzej radzi sobie jednak w życiu osobistym. Ten osobliwy układ dwojga pozornie niepasujących do siebie ludzi uzupełnia Hubert Meyer, policyjny profiler. Wszyscy bohaterowie w różnym stopniu i z różną intensywnością pojawiają się na kolejnych stronach książki, co ma związek ze skomplikowanym procesem odszukania morderców w katowickiej kamienicy. Największą trudność sprawi to, jak można się domyślić Waldemarowi, i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że w oczach Katarzyny Bondy reprezentuje on niejako czytelnika. Jako że to właśnie oficer Szerszeń bierze na siebie główny ciężar badania i analizowania dowodów w sprawie, czytelnik siłą rzeczy czyta o tym i je poznaje. Kiedy jednak raz, drugi i dziesiąty miałam okazje przeczytać, że ktoś mnie zrobił w bambuko, a zeznania świadków i wyjaśnienia podejrzanych pełne są kłamstw oraz przemyślanych intryg, poddałam się i uznałam, że nie będę nawet próbowała odgadnąć zakończenia. Pozwolę się autorce zaskoczyć! I choć kryminały czytamy głównie dla ich zakończenia, miałam wielka przyjemność gubienia tropów. Pod tym kątem „Tylko martwi nie kłamią” to jeden z najlepszych kryminałów, jakie przeczytałam w życiu. Zastanawiam się, czy wpływ na to miał fakt, że akcja powieści miała miejsce w Katowicach? Mam znajomych na całym świecie i niekiedy kierowałam do nich pytania, jak to jest czytać książkę, którą żyje cały świat i wiedzieć, że ma ona miejsce w Londynie czy Madrycie, które to miasta dla moich przyjaciół są znane od lat. Trudno wtedy nie prezentować bardziej osobistego stosunku do czytanej powieści, zwłaszcza że wyobraźnia potęgowane jest przed pamięć o miejscach wspomnianych w książce. A szczegółów na temat Katowic oraz ich okolic jest całkiem sporo. Niestety w żadnym miejscu książki nie padła informacja, że w latach 1953-1956, Katowice nosiły nazwę „Stalinogród”, a szkoda, bo to w samo w sobie prowokuje pytania o kryminalny rodowód stolicy województwa górnośląskiego ?.  

Kiedy rozmawiałam z moją przyjaciółką i przez godzinę opowiadałam jej o wrażeniach z książki „Tylko martwi nie kłamią”, usłyszałam jedno tylko pytanie: co z wątkiem romantycznym? Zabawne, że w tym zakresie ani Remigiusz Mróz, ani Katarzyna Bonda nie robią uników w swoich książkach. Mróz ma już określony styl i rzesze fanów, Bonda z kolei miała pokazać swoją twórczością, że można to zrobić lepiej. Tyle że romans w polskim kryminale to nie brzmi obiecująco ani w przypadku autora „Chyłki”, ani „Królowej polskiego kryminału”. I nie jest to nic osobistego, po prostu uważam, że przez lata byliśmy karmieni wzorami romansów z zachodnich krajów, gdzie silne kobiece postacie rzeczywiście podejmowały osobliwą grę z mężczyzną i jej finał był nie do przewidzenia. W naszym kraju patriarchat wciąż ma się dobrze, a naczelny prezes wszystkich prezesów w tym kraju z kotem na kolanach opowiada banialuki, jak to kobiety nie rodzą dzieci, bo „dają w szyję”. Prawdę mówiąc, bardziej podobał mi się romansowy wątek na szczytach władzy, kiedy Bill Clinton skradł serce (i nie tylko serce) swojej sekretarce w latach 90’, a dwie dekady później wystąpił u boku swojej żony, która kandydowała na stanowisko prezydenta USA. Dobra, wybaczcie tę dygresję ?. Wracając do książki „Tylko martwi nie kłamią” to Katarzyna Bonda przedstawia nam wątek skomplikowanej relacji między dwojgiem ludzi. Fragmenty z tymi opisami są.... jak gdyby wyjęte z innej książki. Serio! Twórczość Bondy w moich oczach to znakomite pomysły i zagadki kryminalne, tymczasem ilekroć oddaje pióro swoich bohaterom w chwilach ich emocjonalnych uniesień, mam wrażenie, że autorka ukazuje swoją twarz wrażliwej i delikatnej kobiety. Nie sposób jednak tych fragmentów ominąć, ponieważ jak wskazuje autorka między słowami, wspomniane wydarzenia okażą się kluczowe dla zrozumienia roli Weroniki Rudy w tej historii.

Na koniec słow kilka na temat warsztatu Katarzyny Bondy. W książce „Tylko martwi nie kłamią” autorka kontynuuje świetną redakcję wykonaną już w pierwszej części serii. „Sprawa Niny Frank” zaskoczyła mnie na wielu płaszczyznach. Polska pisarka pochyliła się nad problemami polskiej wsi, wskazała również mroczne strony życia na prowincji, oddała niejako głos ludziom tam mieszkającym, kreśląc szalenie wiarygodne postacie. Podobnie rzecz wygląda w „Tylko martwi nie kłamią”. Postać kobieca jest silna i zdeterminowana, jednak w gruncie rzeczy słaba i nosząca w sobie traumy po czasach dawno minionych. Ten dysonans poznawczy wywołuje niemały szok w oczach czytelnika, zwłaszcza że początkowo wcale nie wiadomo, co jest prawdą a co kłamstwem w książce. Weronika Rudy czasem wywołuje wrażenie, jak gdyby miała psychozę maniakalno-depresyjną, jednocześnie wzmaga to ciekawość i potrzebę poznania prawdy o pani prokurator. Z kolei Waldemar to typowy policjant w średnik wieku – wie, że kariery już nie zrobi i wyżej nie podskoczy, wydaje się pogodzony z losem i kiedy dawne ambicje znów dają o sobie znać, jest gotów poświęcić wszystko w imię sprawiedliwości. A wszystko w to klimacie psychologicznych portretów ciekawych osobowości, kreślonych ze śląskimi hałdami węgla w tle. Plotki głoszą, że to kolejny trop mylący ze strony Kaski Bondy — w 2022 roku nawet na Górnym Śląsku nie ma węgla.  

Napisz opinię i wygraj nagrodę!
Twoja ocena to:
wybierz ocenę 0
Treść musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość dodawania opinii.

Czy chcesz zostawić tylko ocenę?

Dodanie samej oceny o książce nie jest brane pod uwagę podczas losowania nagród. By mieć szansę na otrzymanie nagrody musisz napisać opinię o książce.

Już oceniłeś/zrecenzowałeś te książkę w przeszłości.

Możliwe jest dodanie tylko jednej recenzji do każdej z książek.

Sposoby dostawy

Płatne z góry

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

ORLEN Paczka

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty DHL BOX 24/7 i punkty POP

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

DPD Pickup Automaty i Punkty Odbioru

9.99 zł

Darmowa od 190 zł

Automaty Orlen Paczka, sklepy Żabka i inne

12.99 zł

Darmowa od 190 zł

GLS U Ciebie - Kurier

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DPD

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier InPost

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Pocztex Kurier

13.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier DHL

14.99 zł

Darmowa od 190 zł

Kurier GLS - kraje UE

69.00 zł

Punkt odbioru (Dębica)

2.99 zł

Darmowa od 190 zł

Płatne przy odbiorze

Kurier GLS pobranie

23.99 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info