Trudi Canavan – kim jesteś genialna kobieto, kreślącą swoich bohaterów na podobieństwo Zeusa, Posejdona, Afrodyty i innych cudownych bóstw znanych z mitologii greckiej? Oczywiście teza ta stanowi daleko idącą metaforę, a patos w niej zawarty ma jedynie wyrazić mój zachwyt nad Wielkim Mistrzem i całą serią o Czarnym Magu!
“Wielki Mistrz” okazał się w moich oczach prawdziwym objawieniem z powodów całkowicie osobistych – seria o Czarnym Magu porusza szereg problemów znanych mi z autopsji, czytanie o prześladowaniu Sonei, wytykaniu jej przez innych z uwagi na jej pochodzenie, wszystko to znam z własnego doświadczenia, jako że w przeszłości kilka razy zmieniałam miejsce zamieszkania i wiem jacy ludzie potrafią być podli dla “nowych”.... zwłaszcza dzieci!
Wracając jednak do książki: jakie są moje wrażenia w przedmiocie oceny ostatniej części tego niezwykłego uniwersum T. Canavan, którego epilogiem jest Wilki Mistrz? Cóż, fabularnie wszystkie wątki połączyły się w sposób, który bynajmniej nie był całkowicie zaskakujący, niemniej okazał się równie fantastyczny i satysfakcjonujący w zakresie śledzenia losów ojej ulubionej bohaterki jak było to w przypadku dwóch pierwszych części! Niniejsza cześć, jak wskazuje jej tytuł, koncentruje się na postaci wyjątkowej: Akkarinie, który znany jest również jako Najwyższy Lord!
Odkąd Sonea została nowicjuszką Akkarina, jej życie w Gildii Magów ulega zdecydowanej poprawie: nie jest już prześladowana jak wcześniej, niemniej trudno jej zapomnieć o tym, czego była świadkiem w pokoju Najwyższego Lorda... nie, to nie to co myślicie! Historia jest o wiele bardziej złożona ? Jednak sytuacja zmienia się diametralnie, gdy mieszkając z Najwyższym Lordem, jest świadkiem kolejnych działań Akkarina. Temu z kolei nie pozostało nic innego, jak powiedzieć jej wszystko co sam wie i nauczyć ją posługiwania się magią; w tym również zakazaną, czarną magią.... Pomimo faktu, że między tą dwójką ewidentnie czuć miętę, to wkrótce okazuje się, że grozi im wielkie zagrożenie, a jeśli go nie powstrzymają, całe Imarin może zostać zniszczone. Co zrobi Sonea, co zrobi w tej sytuacji Akkarin, czy będzie ją nadal uczył, czy pozwoli sobie na chwile słabości w jej towarzystwie?
Akkarin.... mam do tego faceta wielką słabość. Do tego stopnia, że kilka razy mi się śnił i to w sposób, o który byście nie podejrzewali ? Akkarin w tej części, podobnie jak miało to miejsce w dwóch pozostałych częściach serii, wydaje się przede wszystkim bardzo tajemniczy, niejednoznaczny w ocenie, budzący skrajne, ambiwalentne uczucia i emocje w czytelniku. Nie sposób tak naprawdę ocenić, czy jest dobry czy też zły, podejmuje wybory, ale często towarzyszy im jakaś nutka tajemnicy, kiedy konsekwencje tych wyborów nie pozwalają poznać motywów, jakimi się kieruje, ciągle podejrzewałam na kartach kolejnych stron, że Akkarin ma coś do ukrycia.... Bohater zachwycił mnie również sposobem artykułowania swoich myśli, sposób w jaki to robi jest szalenie intrygujący, zachowuje się jak Fred, bohater filmu “Chłopaki nie płaczą”, czyli nigdy nie mówi wszystkiego co myśli, ale zawsze myśli zanim coś powie. Kobiety uwielbiają takich mężczyzn, a jeśli do tego dodać jego magiczne moce.... sami rozumiecie, można stracić dla niego głowę ?
Dalej będą spoliery wiec uwaga, kto nie czytał powieści.... niech zamknie oczu ? Stracenie z oczy Akkarina było dla mnie doświadczeniem traumatycznym, co jak zgaduje, nie może was dziwić przez fakt jak bliska ta postać stała mi się na przestrzeni całej serii Trudi Canavan. I właśnie wtedy, gdy uznałam, że tak po prostu musi być, że nasi ulubieni bohaterowie umierają, aby żyć dalej w naszej wyobraźni.... autorka totalnie zaskakuje! Ożywia Akkarina tyle, że czyni to pod zupełnie postacią mojego ulubionego bohatera.... Wyżej wspomniałam, że Akkarin miał pewne zwyczaje w zakresie posługiwania się językiem, jego mowa była totalnie charakterystyczna dla tej postaci, Canavan przecudownie to połączyła, niemniej pomysł z tym samym bohaterem pod inna postacią, i to jeszcze wyrażony nie wprost, ale w oparciu o domysły czytelników…. ZNAKOMITOŚĆ! Naprawdę nie mogłam w to uwierzyć, jak to wspaniale wyszło, teraz rozumiem, że nieprzypadkowo Canavan tyle czasu poświeciła na dialogi z Akkarinem w roli głównej! Jaki jest Akkarin stary-nowy? Cóż, w mojej ocenie nie dało się tego lepiej zrobić, nawet bowiem pod nową postacią mój ulubiony bohater budzi wciąż cały szereg pytań, w tym również to, które w przeszłości pojawiało się w mojej głowie bez związku z “Gildią Magów” i “Nowicjuszką”, czyli…. czy mój ukochany mag jest zdolny do miłości? Wcześniej nie było wielu powodów w książce, aby to pytanie padło, ale teraz.... gdy w powietrzu wisi romans? Ktoś mądry powiedział mi kiedyś “Uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać”, te słowa wróciły teraz gdy Akkarin.... nie powiem, bo to już byłoby za wiele w tej recenzji! ?
Jak poradziła sobie Trudi Canavan z wątkiem romantycznym? W trzech książkach z tej serii były dokładnie DWA wątki romantyczne, oba udanie się ze sobą splatały, oba tez stanowiły przyjemne oderwanie od świata fantasy, na rzecz bardziej ludzkiego, gdzie uczucia i emocje stanowią wartość większa aniżeli magiczne moce i rozsadek naszych bohaterów! Co ciekawe, jeden z tych wątków opisałam wyżej, a drugi.... ma związek z płomiennym uczuciem między dwoma mężczyznami – dla mnie osobiście to nie problem, kibicuje każdemu, kto jest otwarty na miłość i ma odwagę jej szukać, bez względu na to co mówią inni! Jednocześnie w wątek nie jest szczególnie pisany z rozmachem, przeciwnie: nagle się urywa.... mam warzenie, że autorka kierowała obawa przed odkryciem zbyt wiele na temat bohaterów tego romansu, co mogło w przyszłości położyć się nomem omen cieniem na ich roli jaka mieli do odegrania w “Wielkim Mistrzu”, a jak wiadomo, gdy emocje biorą górę, na wierz wychodzą wszelkie ludzie słabości....
Stawka była wysoka, a finałowa bitwa (i momenty do niej prowadzące) była totalnie epicka, napisana z rozmachem i porównywalna w moich oczach chyba tylko z Tolkienowską WIELKĄ BITWĄ O ŚRÓDZIEMIE w trzeciej części “Powrotu Króla”! Analogia ta nie jest dziełem przypadku, trzeba oddać autorce, że brutalnie obchodzi się ze swoimi bohaterami, co rusz ktoś, kogo znaliśmy z poprzednich części, darzyliśmy sympatią lub nawet uwielbieniem, nagle okazuje się, że został zabity! Tu z kolei miałam poczucie nawiązywania do innej znakomitej sagi fantasy czyli “Gry o Tron”. W tym krótkim akapicie nawiązałam do dwóch największych dzieł fantasy XXI wieku w zakresie ich ekranizacji, może to intuicja, a może dzieło przypadku, nie zdziwię się jednak, jeśli “Trylogia o Czarnym Magu “zostanie w przyszłości również przeniesiona na wielki ekran, ta historia zasługuje, aby zawładnąć wyobraźnią nie tylko czytelników, ale również kinomaniaków ? Obiecuje, że będę siedzieć w pierwszym rzędzie na premierowym pokazie filmu w moim niewielkim miejsce na południu Polski ?
Długa wyszła mi ta recenzja, ale to wynik emocji jakie ta książka we mnie obudziła, ponadto przyznaje otwarcie, że miałam sporo frajdy opisując moje wrażenia, pozwoliło mi tu uporządkować w głowie całą akcję na przestrzeni trzech tomów, które gorąco wam polecam: seria o Czarnym Magu to pozycja obowiązkowa dla każdego fana fantasy, a “Wielki Mistrz” to bardzo udany epilog całej historii!