Czy Freida McFadden może nas jeszcze zaskoczyć? Czytamy jej nową książkę „Ukochana żona”
Pod koniec ubiegłego miesiąca do Polski trafiła kolejna powieść amerykańskiej królowej thrillerów Freidy McFadden – „Ukochana żona” – a ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że wydanie jej tuż przed głośną premierą filmu „Verity” na podstawie prozy Colleen Hoover jest zabiegiem zupełnie nieprzypadkowym.
„Ukochana żona”, czyli gdzie kończy się inspiracja?
Nie tak dawno przyglądaliśmy się podobieństwom między „Pomocą domową” Freidy McFadden i „Za zamkniętymi drzwiami” B.A. Paris, których można znaleźć zaskakująco wiele, a już wydawnictwo Czwarta Strona, wydające u nas książki amerykańskiej autorki, dostarczyło nam kolejnego materiału do analizy.
O czym jest „Ukochana żona”? Dwudziestokilkuletnią Sylvię Robinson poznajemy na życiowym zakręcie: właśnie rozstała się ze swoją licealną miłością i straciła pracę po fałszywym oskarżeniu o kradzież. Desperacko szukając nowego zajęcia i lokum, trafia na ogłoszenie o pracę dla opiekunki osoby niepełnosprawnej. Po przybyciu na miejsce poznaje pana domu, przystojnego pisarza, którego żoną ma się zajmować. Kobieta od czasu tragicznego wypadku nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować, a oddany jej mąż pragnie otoczyć ją jak najlepszą opieką. Wkrótce Sylvia znajduje tajemniczy pamiętnik, który zdradza nieco więcej na temat owego wydarzenia.
Przed kilkoma dniami na ekrany kin trafiła ekranizacja thrillerowego hitu innej amerykańskiej autorki, Colleen Hoover: „Verity. Coraz większy mrok”, z gwiazdorską obsadą z Anne Hathaway i Dakotą Johnson na czele. W książce ghostwriterka Lowen dostaje propozycję dokończenia serii książek, których autorka, znana pisarka Verity, została sparaliżowana wskutek – tak, zgadliście – tajemniczego wypadku. Kiedy w jej ręce trafiają zapiski pracodawczyni, okazuje się, że tragedie, które rozegrały się w tym domu, mogły nie być dziełem przypadku, a starannie zaplanowanej intrygi – nie wiadomo tylko, kto był w niej katem, a kto ofiarą.
Brzmi to podobnie? Niewątpliwie. Bez większego wysiłku można znaleźć więcej analogii między książką Hoover a wydanym półtora roku później thrillerem McFadden.
- W obu historia rozpoczyna się od tego, że główna bohaterka zostaje mimowolnym świadkiem niespodziewanego wypadku obcej osoby.
- I Lowen, i Sylvia wprowadzają się do domu zamieszkiwanego przez czarującego, opiekuńczego mężczyznę i jego żonę, która w wyniku tajemniczego wypadku straciła sprawność i zdolność komunikowania się ze światem.
- Obie protagonistki niepokojąco szybko wchodzą w rolę pani domu.
- Obie przypadkiem docierają też do jej sekretnych zapisków.
- I w obu książkach aż do samego końca nie mamy pewności, w czyją wersję wydarzeń powinniśmy wierzyć.
Jak widać, tych podobieństw jest całkiem sporo – a to tylko wybrane z nich, które mogę zdradzić bez spojlerowania treści. Aż można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z czymś więcej niż tylko luźna inspiracja.
Czy warto zatem przeczytać „Ukochaną żonę” Freidy McFadden?
Jeśli jednak wydaje wam się, że „Ukochana żona” i „Verity. Coraz większy mrok” to ta sama historia, opowiedziana językiem dwóch topowych amerykańskich pisarek, to mogę was uspokoić. Znajdziecie w nich sporo różnic na poziomie detali i w kreacji głównej bohaterki, stawającej niejako na niewygodnej pozycji między sparaliżowaną żoną i jej osamotnionym mężem. Jeśli irytowało was, jak lekkomyślnie Millie z największego hitu Freidy McFadden „Pomoc domowa” ulokowała swoje uczucia, to mogę was zapewnić, ze Sylvia przez długi czas zachowuje znacznie więcej rozsądku.
Z drugiej strony dawno nie widziałam tak od niechcenia napisanego wątku pisarza w książce. Jego kariera i przede wszystkim poprzednia powieść, która nie jest w tej historii bez znaczenia, zostały potraktowane tak niedbale i ogólnikowo, że aż proszą się o rozwinięcie (albo usunięcie z fabuły). Wciąż pozostaje to jednak Freida w niezłej formie – nie ma tu dłużyzn, akcja pędzi sprawnie do przodu, nie budząc może większego zachwytu, ale i rozczarowania też nie, i nim się spostrzeżemy, jesteśmy już na końcu książki.
Czy warto zatem czytać z „Ukochaną żonę”? Ta historia da wam o wiele więcej frajdy, jeśli nie oczytaliście się pisaniem tej autorki na tyle, by wyczuć jej styl i chwyty, którymi tak lubi zaskakiwać czytelników. Daleko jej jednak do mojego ulubionego „Skazanego” czy „Zamkniętych drzwi”, które niezmiennie polecam.
Wypłaciliśmy już 41 408 548 zł za sprzedane książki w Skupszop.pl
Kod należy wpisać bez pauz oraz spacji
Polecamy sprawdzić
APLIKACJA MOBILNA
Kupuj i sprzedawaj
w jednym miejscu
Powiązane wpisy
10 kwietnia 2019
17 czerwca 2026
Polecamy sprawdzić


Komentarze
Brak komentarzy...
Dodaj komentarz
Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość komentowania. Przejdź do strony logowania.