Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Gałczyński. Kanarek w klatce
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Przeżył niespełna 49 lat, z których dwa lata służył w wojsku, trzy lata pracował jako urzędnik, cenzor i referent w konsulacie, a pięć spędził jako jeniec w stalagu. W tym okresie niemal nie tworzył. Według ponurych opowieści resztę życia pił, miotał się i awanturował, lecz mimo to pozostawił po sobie imponujący dorobek. Napisał blisko tysiąc wierszy i poematów, kilka powieści, dzieła takie jak „Zielone Gęsi“ i „Listy z fiołkiem“, a także "Notatnik z Altengrabow" i liczne przekłady, w tym „Ody do radości“ Schillera, obecnego hymnu Unii Europejskiej. Choć wiódł intensywne życie, nie była to taka dramatyczna egzystencja, jak opisują zazdrośni, ani na tyle destrukcyjna, by zatracić talent. Niektórzy próbowali go ograniczać. W 1950 roku, na zjeździe Związku Literatów Polskich, zarzucono mu, że powinien usunąć ze swoich prac burżuazyjne ozdobniki, ponieważ tylko poezja o klarownych ideach przemówi do ludu. „Słuszniej byłoby, gdyby Gałczyński ukręcił łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w jego wierszach“ – powiedział jeden z uczestników. Gałczyński zareagował pytaniem: „Kanarkowi można łeb ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy?“ Jego pogrzeb był skromny. Chociaż odbył się na Powązkach, to w bocznej alejce, a trumnę wystawiono w ceglanej budowli na końcu cmentarza zamiast w Pałacu Prymasowskim. Stefan Kisielewski skwitował: „Przecież to był wielki poeta, więc go musieli chować po cichu, żeby nie drażnić małych.“
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Przeżył niespełna 49 lat, z których dwa lata służył w wojsku, trzy lata pracował jako urzędnik, cenzor i referent w konsulacie, a pięć spędził jako jeniec w stalagu. W tym okresie niemal nie tworzył. Według ponurych opowieści resztę życia pił, miotał się i awanturował, lecz mimo to pozostawił po sobie imponujący dorobek. Napisał blisko tysiąc wierszy i poematów, kilka powieści, dzieła takie jak „Zielone Gęsi“ i „Listy z fiołkiem“, a także "Notatnik z Altengrabow" i liczne przekłady, w tym „Ody do radości“ Schillera, obecnego hymnu Unii Europejskiej. Choć wiódł intensywne życie, nie była to taka dramatyczna egzystencja, jak opisują zazdrośni, ani na tyle destrukcyjna, by zatracić talent. Niektórzy próbowali go ograniczać. W 1950 roku, na zjeździe Związku Literatów Polskich, zarzucono mu, że powinien usunąć ze swoich prac burżuazyjne ozdobniki, ponieważ tylko poezja o klarownych ideach przemówi do ludu. „Słuszniej byłoby, gdyby Gałczyński ukręcił łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w jego wierszach“ – powiedział jeden z uczestników. Gałczyński zareagował pytaniem: „Kanarkowi można łeb ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy?“ Jego pogrzeb był skromny. Chociaż odbył się na Powązkach, to w bocznej alejce, a trumnę wystawiono w ceglanej budowli na końcu cmentarza zamiast w Pałacu Prymasowskim. Stefan Kisielewski skwitował: „Przecież to był wielki poeta, więc go musieli chować po cichu, żeby nie drażnić małych.“
