Kilka dni temu czytałem ciekawy artykuł, związany z miejscami, gdzie Władimir Putin mógłby spędzić swoją przyszłość po zakończeniu wojny w Ukrainie i potencjalnej zmianie władzy na Kremlu. Pojawiły się śmieszkowe propozycje, jak Budapeszt czy kolonia na Marsie sponsorowana przez Elona Maska, jednak wśród najbardziej prawdopodobnych scenariuszy wskazano Chiny. Jako argument wskazano wypowiedzi Władimira Putina oraz Xi Jinpinga, którzy wielokrotnie podkreślali łączącą ich zażyłość oraz „przyjacielskie stosunki". Jak to możliwe, że dwóch autokratów stworzyło wspólny front przeciwko zachodnim krajom i chce obecnie urządzać nam świat zgodnie ze swoimi chorymi wizjami? Rzecz ta nie dawała mi spokoju od kilku miesięcy, kiedy okazało się, że Państwo Środka odgrywa dużo ważniejszą rolę w międzynarodowej układance, aniżeli nam to przedstawiały media głównego nurtu przez dłuższy czas. No bo z czym kojarzycie Chiny? Widziałem niedawno mema, gdzie dwóch amerykańskich CEO rozmawiało, że czas ukrócić chińska obecność na amerykańskim rynku i od dziś rezygnują, że wszystkiego co ma metę „Made in China”. Na kolejnym obrazu siedzieli zupełnie nadzy w pustym pokoju. Czy tego chcemy, czy nie, obecnie Państwo Środka urosło do rangi najważniejszego eksportera na świecie, a zakłócone przez pandemię Covid – 19, łańcuchy dostaw, wstrząsnęły światem i w istotnym stopniu wpłynęły na ceny na całym świecie? Pytanie, „czego chcą Chiny” to dziś jedna z najważniejszych zagadek współczesnego świata, nie dziwi mnie zatem, że właśnie takim tytułem opatrzył swoją publikację francuski politolog, jeden z największych sinologów na świecie, Francois Godement. Książka nie jest obszerna, zawiera 252 strony, autor z zaskakującą propozycję prowadzi nas przez najważniejsze wydarzenia z historii najnowszej Chin i wskazuje, jaką rolę dla siebie widzi Pekin w kolejnych dekadach XXI wieku.
W połowie października na małą miejscowość Przewodów przy granicy polsko-białoruskiej spadły pociski, oficjalnie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Nazajutrz prezydent Joe Biden jako pierwszy poinformował, że nie były to rakiety rosyjskie. Czy wyobrażacie sobie, że podobne słowa w imieniu naszego rządu wygłasza Xi Jinping? Pytanie to ma charakter retoryczny, nikt w Polsce nie postrzega Państwa Środka jako sojusznika, polskie władze widzą takowego w Stanach Zjednoczonych, tak było, tak jest, ale czy tak dalej będzie? USA oraz Chiny pozostają od kilku lat na kursie kolizyjnym, a potencjalna konfrontacja oznacza w istocie III Wojnę Światową. Podobnego zdania w swojej książce „Czego chcą Chiny?” jest Francois Godement, który już na pierwszych stronach swojej publikacji jasno daje do zrozumienia, że świat, który znaliśmy z przeszłości, zmienił się radykalnie na naszych oczach i wiele osób zdaje się tego wciąż nie zauważać. Francuski politolog spędził wiele lat za Wielkim Murem, miał okazje do obserwacji nie tylko życia na salonach wielkiej polityki, ale również wiedzione przez zwykłych ludzi, spojrzenia autora w tym zakresie wydały mi się szczególnie cenne.
Jak wspominałem wyżej, książka „Czego chcą Chiny?” dotyczy przede wszystkim teraźniejszości, nie sposób jednak mówić o niej bez odniesień do przeszłości. Jak wskazuje Francois Godement, Państwo Środka jeszcze pod koniec lat 70’ XX wieku pozostawało jednym z najbiedniejszych na świecie. Spektakularny sukces osiągnięty przez gospodarkę Państwa Środka to efekt transformacji przede wszystkim na poziomie cywilizacyjnym. Autor książki „Czego chcą Chiny?” przypomina pokrótce, że Państwo Środka zbudowało swoją potęgę przede wszystkim z uwagi na izolację od krajów ościennych, co w połączeniu z kulturowymi uwarunkowaniami, pozwoliło Chinom przez kolejne wieki pozostać cywilizacją największą w regionie całej Azji południowowschodniej. Zdaniem francuskiego politologa, tylko Indie wydawały się mieć cywilizacyjny potencjał, aby rzucić wyzwanie Państwo Środka, jednak obecność Himalajów i Karakorum stanowiły istotne przeszkody w kontaktach pomiędzy oboma kręgami cywilizacyjnymi. Jak że różne podejście prezentował zatem Pekin od stolic państw Europejskich: takie potęgi jak Holandia, Hiszpania czy Wielka Brytania budowały swoje strefy wpływów poprzez brutalną ekspansję, tymczasem kiedy wspomniane wyżej państwa przed pięcioma wiekami prowadziły rozwój poprzez zamorskie eskapady, Chiny zniszczyły w XV wieku największą flotę, jaką widział ówczesny świat. Dlaczego? Zdania badaczów są podzielone, Francois Godement proponuje uniwersalną interpretację dla podobnych działań Chińczyków, związaną z ich poczuciem wyższości nad innymi państwami. Pozornie wydaje się to zagmatwane, jeśli jednak wczytać się już w pierwsze rozdziały książki „Czego chcą Chiny?”, można odnieść wrażenie, że Państwo Środka nie tylko czuło się przed wiekami potężnym imperium, ale i dziś nic w tej kwestii się nie zmieniło. Co więcej, miałem wrażenie, że francuski badacz miejscami daje wyraz swojej sympatii do historii wielkiej cywilizacji chińskiej, jednak w ocenie dzisiejszych władz w Pekinie pozostaje obiektywny, miejscami wręcz mocno krytyczny.
Kiedy przed paroma miesiącami zacząłem się mocniej interesować sytuacją międzynarodową na świecie, jednym z kluczowych pytań, jakie sobie zadawałem, było nie „Czego chcą Chiny”, ale „, Dlaczego o Chinach w ogóle się rozmawia?”. Dziś m.in. za sprawą książki Francois Godement zdaje sobie sprawę ze swojej ignorancji, niemniej oba pytania pozostają ze sobą mocno związane. Aby dowiedzieć się, czego chcą Chiny, najpierw warto zrozumieć, dlaczego Państwo Środka pozostaje tak wrogo nastawione do zachodnich państw, a władze w Pekinie otwarcie deklarują przyjaźń Władimirowi Putinowi? Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, należy zrozumieć, czym dla Chińczyków było „Stulecie upokorzeń”. Francois Godement wskazuje na trzy kluczowe wydarzenia z przeszłości Chin, które obejmują swoją klamrą wspomniane krzywdy doznane przez Państwo Środka ze strony innych państw, szczególnie Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Japonii. Zaskoczyły mnie te fragmenty książki „Czego chcą Chiny?”, ponieważ w Polsce wciąż niewiele mówi się o historii najnowszej świata, być może za bardzo jesteśmy skupieni na odzyskaniu niepodległości w 1918 roku? Pół wieku wcześniej miał miejsce ważne wydarzenia na dwóch różnych półkulach naszej planety. Na zachodzie Stany Zjednoczone pozostawały pogrążone w wojnie secesyjnej, z kolei do wybrzeży Chin przypłynęły okręty Imperium Brytyjskiego. Oba wspomniane wyżej wydarzenia rozpoczęły nowy etap w historii świata, którego efekty oglądamy w XXI wieku. O ile jednak dominacja Stanów Zjednoczonych wydaje nam się czymś naturalnym, jeśli mamy w pamięci rolę USA w pierwszej i drugiej wojnie światowej, o tyle aspiracja do światowego przywództwa w wykonaniu Pekinu mocno zaskakuje, prawda? Zdaniem Francois Godement wynika to przede wszystkim z faktu, że historia wielkiej cywilizacji chińskiej pozostaje zagadką dla Europejczyków i trudno się z tym dziwić, sam nie wiedziałem, jaką role w historii najnowszej odegrały wojny opiumowe, dopóki nie przeczytałem książki „Czego chcą Chiny?”.
Spore wrażenie zrobił na mnie opis autora, który wskazuje, że aktualna rola Chin tak naprawdę wynika bezpośrednio z próby włączenia Państwa Środka do światowej gospodarki głównie przez Stany Zjednoczone. Francois Godement podkreśla, że w ocenie zachodnich mocarstw Państwo Środka wydawało się prawdziwą ziemią obiecaną przed czterema dekadami. Lata 70’ XX wieku to ogólnoświatowy kryzys: od dekady opadał kurz atomowy, po możliwym, choć zażegnanym w porę konflikcie kubańskim, do tego na bliskim wschodzie wciąż było niespokojnie, a Związek Radziecki podejmował co raz to bardziej rozpaczliwe próby dorównania Stanom Zjednoczonym w toczącym się wyścigu zbrojeń. Państwo Środka zdaniem francuskiego politologa pozostawało w centrum sporu, choć rola Chin długo pozostawała niedoceniana przez innych graczy. Wszystko zmieniło się wraz z wizytą R. Nixona oraz Henriego Kissingera w Pekinie. Warto dodać, że była to pierwsza wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w Chińskiej Republice Ludowej, proklamowanej do życia w październiku 1949 roku. W książce „Czego chcą Chiny?” autor nierzadko podsuwa nam historyczne konotacje i wyciąga z nich wnioski w przedmiocie teraźniejszości, wydaje się jednak, że wspomniane wyżej spotkanie przywódców Chin oraz USA rzeczywiście zmieniły bieg historii i to zdecydowanie wcześniej, aniżeli ktokolwiek mógł przypuszczać. Chcecie dowód? Ojcem założycielem współczesnych Chin pozostaje Mao Zedong, jednak najważniejsze reformy wprowadził w latach 70’ Deng Xiaoping. Człowiek ten miał wizję i potrafił wykorzystać pomocną dłoń ze strony amerykanów. Jednak nawet w ocenie Deng Xiaopinga, Państwo Środka obecny poziom gospodarczy powinno osiągnąć do 2049 roku, jak to się stało, że stało się to trzy dekady wcześniej? Czytając o tym, miałem wrażenie, że autor książki „Czego chcą Chiny?” dobrze znał odpowiedź na swoje pytanie: Chiny chcą wciąż więcej i więcej, a ich działania w XXI wieku jasno wskazują, że są gotowe iść na wojnę, aby po to sięgnąć. Tak, jak kiedyś zastały wojną zaskoczone i rzucone na kolana przez Brytyjczyków, Amerykanów i Japończyków.
Francois Godement sporo miejsca w swojej książce poświęca osobie Xi Jinpinga. Zaskoczył mnie fakt, że francuski politolog już przed laty wspominał, że obecny przywódca Chińskiej Republiki Ludowej widzi siebie w roli kontynuatora wielkiej spuścizny Mao Zedonga oraz Deng Xiaopinga. Co to oznacza dla świata? Trudno to zrozumieć z europejskiego punktu widzenia – wiele konstytucji, w tym nasza, stanowią, że prezydent kraju może piastować ów zaszczytną funkcję dwa razy. Pozwala to na rotację elit i weryfikację kolejnych osób na najwyższych szczeblach władzy przez suwerena, czyli ogół społeczeństwa. Tymczasem w Federacji Rosyjskiej Władimir Putin piastował w latach 2008-2012 funkcję premiera, co oczywiście było zabiegiem PR-owym, wskazującym na rzekome poszanowanie prawa. W Chinach rzecz wygląda zupełnie inaczej jak opisuje to Francois Godement. Za Wielkim Murem nikt nie dba o przestrzeganie prawa, liczy się realizacja żywotnego interesu cywilizacji chińskiej. W październiku 2022 roku Xi Jinping został wybrany na trzecią, dożywotnią kadencję co w Państwie Środka ma daleko idące konsekwencje. Złamano dobry obyczaj, zgodnie z którym, urzędnicy chińscy ustępują ze stanowiska po ukończeniu 70 roku życia. Xi Jinping skończy w tym roku 69 lat.
Jeden z rozdziałów książki „Czego chcą Chiny?”, został poświęcony spostrzeżeniom autora w zakresie życia codziennego obywateli Państwa Środka. Autor podkreśla, że choć Chiny zmieniły się na przestrzeni ostatnich dwóch wieków, mentalność mieszkańców tej wielkiej cywilizacji pozostaje w gruncie rzeczy taka sama. Zdaniem francuskiego politologa, W Chinach tylko rodzina i lokalna prowincja odgrywają rolę wielkiego świata w oczach samych Chińczyków. Przed laty wiązało się to z relatywnie niewielką migracją, dość powiedzieć, że jeszcze pod koniec lat 70’ XX wieku odsetek niepiśmiennych Chińczyków wynosił około 80-90%! Związane to było z wrogością wobec katolickich misjonarzy, którzy jeszcze w trakcie II Wojny Światowej zostali całkowicie wyeliminowani z obszaru Chin kontynentalnych, co niekorzystnie wpłynęło na rozwój edukacji w Państwie Środka. Autor odwołuje się ponadto do spuścizny konfucjańskiej, której założenia mocno korespondują z hierarchią obowiązującą w chińskim społeczeństwie. Na czele znajduje się cesarz, a ulubionym określeniem samego Konfucjusza wydaje się słowo „spolegliwy”, oznaczające osobliwe rozumienie oddania jednostki na rzecz większego organizmu, jak postrzegano chińską cywilizację. Francois Godement wspomina swój pobyt w Pekinie, gdzie na własne oczy miał okazję obserwować przeobrażenia chińskiego społeczeństwa i jak sam wspomina, Państwo Środka pozostaje dziś świadome swojej wielkiej tradycji, jednak z odwagą i przekonaniem o własnej sile patrzy w przyszłość. Słowa te mają wyjątkowo słodko-gorzki posmak, jeśli weźmiemy pod uwagę, że przy okazji XX zjazdu Komunistycznej Partii Chin, nowy – stary przewodniczący, XI Jinping najwięcej razy w swoim przemówieniu wymienił słowo „bezpieczeństwo”. Jako że Chiny są krajem, gdzie symbolika wciąż odgrywa ogromną rolę, można zakładać, że w ten sposób Xi Jinping wysłał podprogowy komunikat całemu chińskiego społeczeństwu: bądźcie gotowi, czas walki o nasz dobrobyt nadchodzi.
Francois Godement przewrotnie pyta w swojej książce „Czego chcą Chiny?” o intencje władz w Pekinie. Jednocześnie francuski badacz odziera czytelnika ze złudzeń, że współczesny świat ma szansę na pogłębioną integrację między wschodem i zachodem na rzecz wspólnej przyszłości. Z natury jestem optymista, nie mam jednak złudzeń po przeczytaniu książki „Czego chcą Chiny?”, że władze w Pekinie grają aktualnie o wszystko. Co gorsze, blisko 1,5 miliarda Chińczyków jak żywo pamięta, że minione dekady nie były związane z naturalną, wewnętrzną zapaścią dawniej potężnej cywilizacji, ale efektem drenażu jej przez zachodnie mocarstwa, które na dobrą sprawę zakończył się dopiero pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Wówczas to Chiny zdały sobie sprawę, że nie są w stanie więcej wywalczyć pokojowo w ramach swojej obecności w Międzynarodowym Funduszu Walutowym oraz Światowej Organizacji Handlu. Pisał o tym Francois Godement, wieszcząc przed światem dekady chaosu i wojen, jeśli Państwo Środka z partnera zamieni się w przeciwnika. Wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie zmieniła świat według komentatorów: Chiny zostały zepchnięte do narożnika, idąc ramię w ramię z Federacją Rosyjską przeciwko zachodniej cywilizacji i wydaje się, że od połowy XX wieku świat nie był na tak niebezpiecznym punkcie, jak obecnie. Lektura książki Francois Godement uświadomiła mi, że równie ważnym pytaniem, jak „Czego chcą Chiny?”, pozostaje pytanie „Czego chce Zachód?”. Chiny mają dziś bowiem jeden ośrodek władzy, najsilniejszy od wielu, wielu wieków. Tymczasem USA i Unia Europejska pozostają podzielone, o czym najlepiej świadczy wizyta Olafa Scholza w Pekinie przed kilkoma dniami.
Od kilku miesięcy monografie naukowe urozmaicają moje seanse literackie, wcześniej sięgałem dla odprężenia po ulubioną beletrystykę, dziś sięgam po solidną publicystkę, aby lepiej rozumieć, co się wokół mnie dzieje. Rok temu nie przypuszczanym, że trzep skrzydeł motyla u wybrzeży Morza Południowochińskiego może wywołać potężne fale tsunami w Europie środkowowschodniej. Po przeczytaniu książki Francois Godement, doskonale rozumiem powyższą metaforę.