Książka - Zawód spadkobierca

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Zawód spadkobierca

Zawód spadkobierca

Masz tę lub inne książki?

Sprzedaj je u nas

Wsiądź do pekaesu i wróć do czasów, gdy MTV wyznaczało muzyczne gusta, najważniejsze rozmowy toczyły się pod blokiem, a dorosłość była czymś odległym i zupełnie niepotrzebnym. Maciek oraz jego ekipa niepokornych komorników zapraszają w podróż pełną osiedlowych legend, ciętych ripost i zdarzeń, których nie sposób przewidzieć. Maciek i jego znajomi nie należą do osób, które spokojnie przeczekują kłopoty. Gdy coś idzie nie tak, zwykle wpadają na pomysł jeszcze bardziej ryzykowny niż sam problem. Każdy dzień może skończyć się awanturą, przypadkową misją ratunkową albo historią, której później nikt rozsądny nie uwierzy.„Zawód spadkobierca” to łotrzykowska powieść z humorem, nostalgią i wyobraźnią, która wyraźnie nie uznaje ograniczeń. Są tu bitwy na kury, sztuczka „zdechł pies” wykorzystywana w samoobronie, życiowe mądrości Scottiego Pippena zamiast rad Gandalfa oraz latynoska córka polskiego Amerykanina, zdolna uratować sytuację, gdy robi się naprawdę gorąco. Katarzyna Kowalewska miesza wspomnienie nastoletnich lat z dynamiczną fabułą i humorem, który nie boi się absurdu. To książka dla tych, którzy pamiętają kasety, pierwsze teledyski oglądane bez końca i ławki pod blokiem, ale także dla każdego, kto ma ochotę na zwariowaną opowieść o przyjaźni, dorastaniu i planach, które od początku nie miały prawa zadziałać.

Wybierz stan zużycia:

WIĘCEJ O SKALI

Wsiądź do pekaesu i wróć do czasów, gdy MTV wyznaczało muzyczne gusta, najważniejsze rozmowy toczyły się pod blokiem, a dorosłość była czymś odległym i zupełnie niepotrzebnym. Maciek oraz jego ekipa niepokornych komorników zapraszają w podróż pełną osiedlowych legend, ciętych ripost i zdarzeń, których nie sposób przewidzieć. Maciek i jego znajomi nie należą do osób, które spokojnie przeczekują kłopoty. Gdy coś idzie nie tak, zwykle wpadają na pomysł jeszcze bardziej ryzykowny niż sam problem. Każdy dzień może skończyć się awanturą, przypadkową misją ratunkową albo historią, której później nikt rozsądny nie uwierzy.„Zawód spadkobierca” to łotrzykowska powieść z humorem, nostalgią i wyobraźnią, która wyraźnie nie uznaje ograniczeń. Są tu bitwy na kury, sztuczka „zdechł pies” wykorzystywana w samoobronie, życiowe mądrości Scottiego Pippena zamiast rad Gandalfa oraz latynoska córka polskiego Amerykanina, zdolna uratować sytuację, gdy robi się naprawdę gorąco. Katarzyna Kowalewska miesza wspomnienie nastoletnich lat z dynamiczną fabułą i humorem, który nie boi się absurdu. To książka dla tych, którzy pamiętają kasety, pierwsze teledyski oglądane bez końca i ławki pod blokiem, ale także dla każdego, kto ma ochotę na zwariowaną opowieść o przyjaźni, dorastaniu i planach, które od początku nie miały prawa zadziałać.

Szczegóły

Opinie

Książki autora

Podobne

Dla Ciebie

Książki z kategorii

Dostawa i płatność

Szczegóły

Cena: 36.00 zł
Okładka: Miękka
Ilość stron: 344
Rok wydania: 2023
Rozmiar: 125 × 195 mm
ID: 9788396558275
Wydawnictwo:

Inne książki: Katarzyna Kowalewska

Podobne produkty

Może Ci się spodobać

Inne książki z tej samej kategorii

Opinie użytkowników
4.0
1 ocena i 1 recenzja
Reviews Reward Icon

Napisz opinię o książce i wygraj nagrodę!

W każdym miesiącu wybieramy najlepsze opinie i nagradzamy recenzentów.

Dowiedz się więcej

Wartość nagród w tym miesiącu

880 zł

Dodana przez Tomasz P. w dniu 28.08.2026
ikona zweryfikowanego zakupu Opinia użytkownika sklepu

Nie jestem pewien, czy młodsi czytelnicy poczują ten sam rodzaj przyjemności, ale ja po kilku stronach miałem w głowie konkretny zestaw obrazków: migające MTV, magnetowid przewijający kasetę z tym irytującym bzyczeniem, ławka pod blokiem i człowiek, który wraca do domu dopiero wtedy, gdy mama wychyli się przez okno po raz trzeci. Nie „wyśle wiadomość”, nie zadzwoni, tylko krzyknie z góry, że kolacja stygnie. „Zawód spadkobierca” działa właśnie na takim paliwie. Nie udaje kroniki lat dziewięćdziesiątych i całe szczęście, bo gdyby zaczęła mi wykładać o transformacji, przemianach społecznych i symbolice dresu, odłożyłbym ją obok encyklopedii. Kowalewska bierze klimat tamtych czasów, wrzuca w środek Maćka oraz jego kumpli i pozwala im robić to, co wychodzi im najlepiej, czyli pakować się w sytuacje tak głupie, że na końcu i tak trzeba ratować się poczuciem humoru.

Maciek żyje sobie dość wygodnie dzięki regularnym pieniądzom od wuja z Ameryki. Człowiek ma system, który sam bym nazwał strategią finansową typu „jakoś to będzie”, ale dopóki przelew przychodzi, nie ma powodu zadawać trudnych pytań. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy wuj umiera, a rodzinny dopływ gotówki zostaje odcięty. I co robi normalny człowiek? Szuka pracy, ogranicza wydatki, może wypełnia CV. Co robi Maciek? Oczywiście zbiera ekipę i rusza odzyskiwać to, co według niego powinno dalej do niego należeć. Plan idealny. Tak idealny, że od razu wiadomo, iż za chwilę wydarzy się coś, po czym nikt nie będzie mógł powiedzieć, że to był zwykły wyjazd.

Nie będę ukrywał, początek był dla mnie trochę jak wejście do knajpy, w której wszyscy już się znają i mówią własnym kodem. Dużo dialogów, mało tłumaczenia, kim jest kto i dlaczego akurat teraz ktoś rzuca tekstem o czymś kompletnie absurdalnym. Przez chwilę zastanawiałem się, czy ja czegoś nie przegapiłem. Potem jednak załapałem rytm i już poszło. Tu nie czyta się dla misternie zbudowanego realizmu ani dla perfekcyjnie poukładanej fabuły. Czyta się dla głosu Maćka. Ten gość potrafi spojrzeć na talerz z owocami morza i zrobić z tego relację z wojny. Potrafi spotkać podejrzanych typów na ulicy, spanikować, a jednocześnie komentować wszystko w głowie tak, jakby prowadził program rozrywkowy po trzech nieprzespanych nocach. Ma w sobie coś z bohatera, którego rozsądny człowiek omijałby szerokim łukiem, ale jako narrator jest świetny, bo nawet jego własne porażki nie są nudne.

Mariusz i Sylwek dobrze tę całość równoważą. Jeden wygląda jak człowiek, z którym lepiej nie wdawać się w spór o kolejkę do kasy, ale w gruncie rzeczy okazuje się lojalnym kumplem. Drugi jest cichszy, bardziej wycofany, trochę z innej planety. Razem tworzą paczkę, która w latach dziewięćdziesiątych mogłaby spokojnie okupować osiedlową ławkę, debatować o muzyce, kobietach, pieniądzach i rzeczach, o których nie ma pojęcia, a i tak mieć na każdy temat bardzo konkretne zdanie. To nie są bohaterowie wzorcowi. Na szczęście. Maciek bywa egoistą, czasami ma logikę człowieka, który najpierw skacze do basenu, a dopiero później sprawdza, czy jest w nim woda. Mimo to ich przyjaźń wypadła prawdziwie. Taka od docinania sobie bez litości, ale też od pojawienia się wtedy, gdy sytuacja zaczyna wyglądać naprawdę źle.

Humor jest tu mocny, czasami ordynarny, czasem celowo infantylny, a czasem tak odklejony, że nie wiedziałem, czy autorce właśnie udało się mnie rozbawić, czy powinienem przeprosić własną wyobraźnię. Bitwy na kury, „zdechł pies”, Scottie Pippen jako autorytet życiowy, wyjazdy, pomylone tropy i kolejne genialne pomysły, które od początku pachną katastrofą. To jest ten rodzaj książki, przy której można się uśmiechać pod nosem, ale trzeba zaakceptować jej język i przerysowanie. Gdy ktoś szuka subtelnej, eleganckiej komedii, raczej nie tu. Tu bywa głośno, brudno, absurdalnie, nierówno, lecz właśnie to pasuje do świata Maćka.

Doceniam też, że pod tym całym wygłupem siedzi nostalgia, ale bez rzewnego wzdychania, że kiedyś to było, a teraz nie ma. Jest raczej przypomnienie, że dorastanie nie zawsze wyglądało jak na zdjęciach z rodzinnego albumu. Czasem oznaczało nudę, głupie zakłady, pierwsze porażki, kumpli, którzy wydawali się ważniejsi od wszystkiego, i tę charakterystyczną pewność, że człowiek ma jeszcze nieskończenie wiele czasu na ogarnięcie życia. Maciek dostaje od rzeczywistości kilka mocniejszych sygnałów, że ten czas jednak nie stoi w miejscu. I dobrze, bo dzięki temu powieść nie zostaje tylko serią skeczów.

Nie jest to książka idealna. Czasem chciałem, żeby Kowalewska dała akcji trochę oddechu, bo kolejne żarty i zwroty potrafią się na siebie nałożyć. Kilka epizodów można byłoby skrócić, a niektóre postacie poboczne zostają bardziej zabawnym obrazkiem niż kimś, kogo faktycznie poznajemy. Ale to drobiazgi, które nie zepsuły mi lektury. „Zawód spadkobierca” ma 344 strony, lecz w odbiorze bardziej przypomina opowieść zasłyszaną od kumpla, który przyszedł na spotkanie i nie potrafi powiedzieć jednej rzeczy bez pięciu dygresji. Nie zawsze wiadomo, czy wszystko wydarzyło się dokładnie tak, jak opowiada, ale słucha się go zbyt dobrze, żeby przerywać.

Napisz opinię i wygraj nagrodę!
Twoja ocena to:
wybierz ocenę 0
Treść musi mieć więcej niż 50 i mniej niż 20000 znaków

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się na swoje konto, aby mieć możliwość dodawania opinii.

Czy chcesz zostawić tylko ocenę?

Dodanie samej oceny o książce nie jest brane pod uwagę podczas losowania nagród. By mieć szansę na otrzymanie nagrody musisz napisać opinię o książce.

Już oceniłeś/zrecenzowałeś te książkę w przeszłości.

Możliwe jest dodanie tylko jednej recenzji do każdej z książek.

Sposoby dostawy

Odbiór w punkcie (7)

14,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

DPD Pickup Automaty i Punkty Odbioru

10,49 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Dostawa na adres (7)

GLS U Ciebie - Kurier

14,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Kurier DPD

14,99 zł

Darmowa dostawa od 190 zł

Sposoby płatności

Płatność z góry

Przedpłata

platnosc

Zwykły przelew info