Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Sami sobie nigdy
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
„Sami sobie nigdy” to książka o tym, co słychać przez ścianę, choć najczęściej udajemy, że niczego nie słyszymy.W każdym bloku sąsiadów zna się pozornie. Ktoś wychodzi z psem o świcie. Ktoś pali na balkonie, mimo że obiecywał rzucić. Na drugim piętrze w niedzielę pachnie kotletami, a z mieszkania nad nami regularnie skapuje woda z podlewanych kwiatów. Czasem słychać śmiech, czasem kłótnię, czasem zbyt długo nie słychać niczego. I właśnie wtedy zwykle odwracamy głowę. Przecież to nie nasze sprawy. Anna M. Brengos zagląda do mieszkań, których drzwi mijamy każdego dnia, nie zastanawiając się, co dzieje się po ich zamknięciu. W tej opowieści zwyczajne klatki schodowe stają się miejscem spotkania ludzi, którzy są sobie obcy, choć żyją niemal na wyciągnięcie ręki. Dzieli ich kilka metrów, cienkie ściany i własne sekrety. Łączy samotność, której nie widać z okna, choroba, o której trudno mówić, uzależnienia, wstyd i pragnienie, by ktoś w końcu zauważył, że coś jest nie tak. To nie jest historia o wielkich bohaterach i spektakularnych zwrotach akcji. Jej siła kryje się gdzie indziej: w drobnych gestach, przemilczanych zdaniach, dźwiękach dochodzących zza ściany i w pytaniu, ile naprawdę wiemy o ludziach mieszkających obok. Czy rozpoznalibyśmy sygnał, że ktoś potrzebuje pomocy? Czy zapukalibyśmy do drzwi, gdyby cisza zaczęła niepokoić? A może łatwiej uznać, że każdy radzi sobie sam?„Sami sobie nigdy” porusza, bo nie pozwala bezpiecznie schować się po stronie obserwatora. Przypomina, że cudza krzywda nie zawsze wygląda jak dramat, który widać z daleka. Czasem zaczyna się od zasłoniętych rolet. Od nieodebranego telefonu. Od nerwowego śmiechu na klatce schodowej. Od słów: „Wszystko w porządku”, wypowiedzianych o sekundę za szybko. Bo przecież nikt nie robi sobie krzywdy sam. Nigdy.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
„Sami sobie nigdy” to książka o tym, co słychać przez ścianę, choć najczęściej udajemy, że niczego nie słyszymy.W każdym bloku sąsiadów zna się pozornie. Ktoś wychodzi z psem o świcie. Ktoś pali na balkonie, mimo że obiecywał rzucić. Na drugim piętrze w niedzielę pachnie kotletami, a z mieszkania nad nami regularnie skapuje woda z podlewanych kwiatów. Czasem słychać śmiech, czasem kłótnię, czasem zbyt długo nie słychać niczego. I właśnie wtedy zwykle odwracamy głowę. Przecież to nie nasze sprawy. Anna M. Brengos zagląda do mieszkań, których drzwi mijamy każdego dnia, nie zastanawiając się, co dzieje się po ich zamknięciu. W tej opowieści zwyczajne klatki schodowe stają się miejscem spotkania ludzi, którzy są sobie obcy, choć żyją niemal na wyciągnięcie ręki. Dzieli ich kilka metrów, cienkie ściany i własne sekrety. Łączy samotność, której nie widać z okna, choroba, o której trudno mówić, uzależnienia, wstyd i pragnienie, by ktoś w końcu zauważył, że coś jest nie tak. To nie jest historia o wielkich bohaterach i spektakularnych zwrotach akcji. Jej siła kryje się gdzie indziej: w drobnych gestach, przemilczanych zdaniach, dźwiękach dochodzących zza ściany i w pytaniu, ile naprawdę wiemy o ludziach mieszkających obok. Czy rozpoznalibyśmy sygnał, że ktoś potrzebuje pomocy? Czy zapukalibyśmy do drzwi, gdyby cisza zaczęła niepokoić? A może łatwiej uznać, że każdy radzi sobie sam?„Sami sobie nigdy” porusza, bo nie pozwala bezpiecznie schować się po stronie obserwatora. Przypomina, że cudza krzywda nie zawsze wygląda jak dramat, który widać z daleka. Czasem zaczyna się od zasłoniętych rolet. Od nieodebranego telefonu. Od nerwowego śmiechu na klatce schodowej. Od słów: „Wszystko w porządku”, wypowiedzianych o sekundę za szybko. Bo przecież nikt nie robi sobie krzywdy sam. Nigdy.
