Stan książek
Nasze książki są dokładnie sprawdzone i jasno określamy stan każdej z nich.
Nowa
Książka nowa.
Używany - jak nowa
Niezauważalne lub prawie niezauważalne ślady używania. Książkę ciężko odróżnić od nowej pozycji.
Używany - dobry
Normalne ślady używania wynikające z kartkowania podczas czytania, brak większych uszkodzeń lub zagięć.
Używany - widoczne ślady użytkowania
zagięte rogi, przyniszczona okładka, książka posiada wszystkie strony.
Dwa miasta
Masz tę lub inne książki?
Sprzedaj je u nas
Moje dzieciństwo spędziłem w nieatrakcyjnym, przemysłowym mieście, do którego trafiłem, gdy miałem zaledwie cztery miesiące. Od tamtej pory wielokrotnie słyszałem opowieści o pięknym mieście, które musiała opuścić moja rodzina. Byłem chłopcem, który nie potrafił wiele zapamiętać — miałem pamięć małą jak orzech laskowy — jednak idąc ulicami Gliwic, otoczony pruskimi kamienicami z ciężkimi kariatydami, zawsze byłem pewien swej obecności w tym konkretnym miejscu. Dziadek jednak, choć szedł tuż przy mnie, w myślach przenosił się do Lwowa. Ja odkrywałem Gliwice, a on na nowo przeżywał swoje wspomnienia z Lwowa. Z mojego okna rozciąga się widok na dachy Paryża, połyskujące po świeżym deszczu, z wieżami kościołów i wierzchołkami drzew, wśród których widać dźwigi i anteny. Słucham muzyki Mozarta, kwintetu smyczkowego, w którym przeplatają się dwa motywy: jeden jasny i rokokowy, drugi zaś smutny i posępny. Te dwa tematy są jak odrębne światy, lecz ich dialog przypomina trudne związki, tak jak relacje między mężczyznami a kobietami. Rokoko zderza się z mrokiem, niekończąca się obecność muzyki z przerażeniem. Spokój, jaki daje muzeum, kontrastuje z płaczem dziecka.
Wybierz stan zużycia:
WIĘCEJ O SKALI
Moje dzieciństwo spędziłem w nieatrakcyjnym, przemysłowym mieście, do którego trafiłem, gdy miałem zaledwie cztery miesiące. Od tamtej pory wielokrotnie słyszałem opowieści o pięknym mieście, które musiała opuścić moja rodzina. Byłem chłopcem, który nie potrafił wiele zapamiętać — miałem pamięć małą jak orzech laskowy — jednak idąc ulicami Gliwic, otoczony pruskimi kamienicami z ciężkimi kariatydami, zawsze byłem pewien swej obecności w tym konkretnym miejscu. Dziadek jednak, choć szedł tuż przy mnie, w myślach przenosił się do Lwowa. Ja odkrywałem Gliwice, a on na nowo przeżywał swoje wspomnienia z Lwowa. Z mojego okna rozciąga się widok na dachy Paryża, połyskujące po świeżym deszczu, z wieżami kościołów i wierzchołkami drzew, wśród których widać dźwigi i anteny. Słucham muzyki Mozarta, kwintetu smyczkowego, w którym przeplatają się dwa motywy: jeden jasny i rokokowy, drugi zaś smutny i posępny. Te dwa tematy są jak odrębne światy, lecz ich dialog przypomina trudne związki, tak jak relacje między mężczyznami a kobietami. Rokoko zderza się z mrokiem, niekończąca się obecność muzyki z przerażeniem. Spokój, jaki daje muzeum, kontrastuje z płaczem dziecka.
