Dodana przez
Natalia M.
w dniu 25.10.2026
Opinia użytkownika sklepu
Czy dziecko musi przytulić ciocię, pocałować babcię albo rzucić się w ramiona wujka tylko dlatego, że tak wypada? A może ma prawo zdecydować, na jaki rodzaj powitania ma ochotę? Na te ważne pytania odpowiada książeczka Anity Głowińskiej „Kicia Kocia. Nie muszę się przytulać”.
W domu Kici Koci szykuje się rodzinne spotkanie. Trzeba uporządkować pokój, pomóc w przygotowaniach i oczywiście czekać na gości. Mała kotka nie kryje radości z nadchodzącej wizyty, ale kiedy przychodzi czas powitań, okazuje się, że nie z każdym ma ochotę na taką samą dawkę czułości. I wiecie co? Ma do tego pełne prawo!
W tej niepozornej, codziennej sytuacji kryje się coś znacznie ważniejszego niż samo przytulanie. To opowieść o tym, że bliskość powinna wynikać z chęci, a nie z poczucia obowiązku. Nawet jeśli ktoś jest członkiem rodziny, nie oznacza to, że automatycznie zyskuje prawo do dziecięcych uścisków i całusów. Można przywitać się uśmiechem, powiedzieć „dzień dobry” i nadal czuć się z tym dobrze. Historia nie zamienia się w wielką awanturę ani dramatyczną lekcję wychowawczą. Kicia Kocia po prostu zachowuje się zgodnie z tym, co czuje, a dorośli potrafią to zaakceptować. Bez namawiania, zawstydzania i słynnego: „No chodź, nie bądź niegrzeczna!”.
Myślę, że to również świetny punkt wyjścia do rozmowy o tym, czym są osobiste granice. Maluchy dopiero uczą się rozpoznawać swoje emocje, nazywać dyskomfort i komunikować własne potrzeby. Czasem nie wiedzą jeszcze, jak powiedzieć „nie mam ochoty”, a czasem boją się, że odmową sprawią komuś przykrość. Kicia Kocia pokazuje, że można być miłym i jednocześnie nie zgadzać się na kontakt fizyczny. Te dwie rzeczy wcale się nie wykluczają!
Ta książeczka przypomina też dorosłym o czymś, o czym łatwo zapomnieć w codziennym wychowaniu: szacunek do dziecka zaczyna się od traktowania jego uczuć poważnie. Nie musimy oczekiwać, że maluch będzie okazywał czułość na zawołanie. Znacznie ważniejsze jest to, by wiedział, że jego „nie” zostanie usłyszane, a jego ciało należy do niego. Dzięki temu uczy się, że ma prawo decydować o sobie i że w relacjach nie musi przekraczać własnych granic, aby zadowolić innych.
Oczywiście nie można pominąć charakterystycznego uroku serii. Prosty, przystępny język i kolorowe ilustracje sprawiają, że historia jest bliska dziecięcemu światu. Nie potrzeba skomplikowanych wyjaśnień ani długich rozmów, żeby rozpocząć z maluchem ważny temat. Czasem wystarczy wspólnie przeczytać kilka stron i zapytać: „A ty jak lubisz witać się z gośćmi?”.
„Kicia Kocia. Nie muszę się przytulać” to dla mnie jedna z tych książeczek, których znaczenie wykracza daleko poza samą lekturę. Może pomóc dzieciom lepiej zrozumieć siebie, a dorosłym przypomnieć, że dobre intencje nie zawsze oznaczają zgodę na bliskość. Bo przecież przytulenie jest najpiękniejsze wtedy, gdy obie strony naprawdę go chcą. Polecam tę historię małym czytelnikom i ich dorosłym. Nie po to, by oduczyć dzieci przytulania, ale by pokazać im, że czułość ma sens tylko wtedy, gdy idzie w parze z poczuciem bezpieczeństwa. A nam, dorosłym, zostawić do przemyślenia jedno proste pytanie: czy chcemy, żeby nasze dzieci przytulały innych z własnej potrzeby serca, czy tylko dlatego, że tak zostały nauczone?