Wczoraj wybrałem się z kolegą na piwo i mieliśmy okazję porozmawiać m.in. o napiętej sytuacji na świecie. To znak czasów, że jeszcze na jesień 2021 roku mało kto mówił o Chinach czy Rosji, nie licząc podróżników i geopolityków, aktualnie rozmowy w tym przedmiocie toczą się przy kawie, w autobusie czy przy rodzinnych spotkaniach. Znajomy śmieje się, że nie potrzebuje oglądać wiadomości, wystarczy rozmowa ze mną i jest na bieżąco! Rzeczywiście, ostatnie miesiące to eskalację mojego zainteresowania związanego z sytuacją międzynarodową na świecie, związana również z faktem, że jedną z rzeczy, które napędzają mnie do życia, jest możliwość podróżowania, poznawania innych kultur, ludzi oraz tego, jak żyją na co dzień. Wpadł w mi w ręce niedawno wywiad z przedstawicielem Itaki, jednego z biur podróży, gdzie wskazywano na to, jak zmienił się sposób podróżowania w ciągu ostatnie roku. Rosja i Chiny pozostają zamknięte na turystykę, z kolei popularne miejsce takie jak Izrael czy Egipt stanowią obecnie punkty zapalne na świecie, podobnie jak Japonia, Korea Południowa czy nawet Indonezja. Spotkałem się z opiniami, że kiepskie informacje docierające do nas z różnych części świata to w istocie „efekt internetu”, który swoim zasięgiem obejmuje całą planetę i rozmaite wiadomości są na wyciągniecie ręki, czego wcześniej ludzkość nie doświadczała. Mam poważne wątpliwości, czy takie wyjaśnienie pokrywa się z rzeczywistością. Bliżej mi raczej do opinii dr. Jacka Bartosiaka, który wyraźnie podkreśla od jesieni 2021 roku, że czas „geopolitycznej drzemki” się skończył. Względny spokój na świecie trwał przez ostatnie trzy dekady, aktualnie jednak jest podważany przez rosnące w siłę mocarstwa. Chińska Republika Ludowa wydaje się kwestionować stary ład i porządek, do którego wszyscy się przyzwyczailiśmy, a w mojej głowie pojawia się pytanie: co mają w zamian do zaoferowania? Jakie są Stany Zjednoczone, każdy ma swoją opinię — można oczywiście wskazywać na cienie i blaski amerykańskiego przywództwa na świecie, nie sposób jednak uznać, że chiński pomysł na świat jest atrakcyjną alternatywą. Warto o tym mówić głośno, a dziś głosem ten brzmi szczególnie doniosłe, ponieważ jestem świeżo po przeczytaniu książki „Chiny w okresie transformacji”, której treść skutecznie otwiera oczy na to, co Państwo Środka ma do zaproponowania światu w XXI wieku.
Nie ma w Polsce wielu sinologów, prowadzących swoje badania przez dłuższy okres i cieszących się jednocześnie wiarygodnościom w oczach opinii publicznej. Z czego to wynika? Państwo Środka prowadzi skuteczną politykę na wielu płaszczyznach, chińscy decydenci dbają szczególnie o PR, czego symbolem może być na przykład zorganizowana w Pekinie Olimpiada Zimowa, tydzień przed agresją Rosji na Ukrainę. Państwo Środka dba o reputację w świecie i ma to szczególny wydźwięk w zakresie pracy sinologów. Badacze zajmujący się cywilizacją chińską są uzależnieni od władz w Pekinie, a przez to podlegają rozmaitym manipulacjom i naciskom, trudno zatem zorientować się, co jest prawdą, a co bajką dla ciekawych, opowiadaną przez autorytety. Zwykle przed zakupem książki lubię dowiedzieć się, kim jest autor danej publikacji i z satysfakcją przyjąłem informacje, że Andrzej Bolesta w oczach środowiska geopolitycznego nie jest umoczony w podejrzane kontakty na styku chińskiego biznesu i władzy. Podobna uwaga może niektórych czytelników zaskoczyć, niemniej to już samo w sobie obrazuje, jak specyficzną dziedziną jest sinologia. Nie sposób prowadzić badań wobec chińskiej kultury bez cichej życzliwości gospodarza w Pekinie, czasami związane jest to z rozmaitymi konszachtami i warto w tym zakresie sprawdzić, czy źródło, z jakiego korzystamy, cieszy się wiarygodnością. Andrzej Bolesta to absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego i Szkoły Głównej Handlowej, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych oraz transformacji w samych Chinach. Autor książki „Chiny w okresie transformacji” podjął się wielkiego wyzwania, jakim jest przedstawienie „wielkiego marszu” w drodze do utraconej wielkości. Czy wspomniana publikacja sprawiła, że lepiej rozumiem Państwo Środka i jego rewizjonistyczne dążenia do wywrócenia porządku i ładu na świecie, jaki znamy od czasów II Wojny Światowej?
Tytułowa „transformacja” zawarta w tytule książki „Chiny w okresie transformacji” dotyczy w istocie okresu ostatnich 150 lat i swój finał znalazła w pierwszej dekadzie XXI wieku. Dla osoby zupełnie niezorientowanej w realiach chińskiej cywilizacji rys historyczny związany z wydarzeniami sprzed blisko dwóch wieków z pewnością okaże się zaskakujący, jeśli nie mocno szokujący. Przede wszystkim, jak zauważa Andrzej Bolesta, w naszym pięknym kraju nad Wisłą wciąż pokutuje myślenie o Chinach jako państwie, gdzie setki milinów Chińczyków codziennie dojeżdża rowerem na poletka ryżowe, gdzie przez resztę dnia rozmawiają w niezrozumiałym dla reszty świata języku. Polski Badacz wydał swoją monografię w 2006 roku. To blisko dwie dekady, niewiele jednak zmienia to w ocenie zawartości książki „Chiny w okresie transformacji”. Droga Państwa Środka ku wielkości trwała od lat 70’ XX wieku aż do pierwszej dekady XXI wieku, gdzie Chiny dokonały niewyobrażalnego skoku cywilizacyjnego. Aby zrozumieć skale tego wydarzenia, autor przedstawia początki chińskiej państwowości, dalej prowadzi nas przez kluczowe dla niej etapy w historii, aby finalnie przedstawić odpowiedź na pytanie, jaka rolę Państwo Środka chce zajmować we współczesnym świecie.
W minionym roku Chińczycy tłumnie ruszyli do kin na film pod tytułem „Bitwa nad jeziorem Changjin". Seanse zgromadziły ponad 200 milionów Chińczyków, mimo iż film jeszcze przed premiera cieszył się opinia kina propagandowego w czystej postaci. Czy mieszkańcy Państwa Środka tak mocno kochają kinematografię? Powodów tak licznej obecności w kinach na filmach sygnowanych chińską reżyserią jest co najmniej kilka i dotyczą one uwarunkować cywilizacyjno-kulturowych, o których w swojej książce pisze również Andrzej Bolesta. Autor publikacji „Chiny w okresie transformacji” pod koniec swojej książki podkreśla, że już na początku lat 90’ XX wieku w Pekinie podjęto decyzje o budowie nowej, chińskiej tożsamości. Decyzje te były oczywiście pokłosiem wydarzeń z połowy 1989 roku, kiedy chińscy studenci zjawili się na placu Tiananmen, gdzie według szacunków zginąć mogło nawet 10 tysięcy niewinnych osób. W ocenie Andrzeja Bolesta, wspomniana tragedia okazała się punktem zwrotnym w historii Chin, a kontynuacja drogi obranej na początku lat 90” przez władzę w Pekinie miało okazać się zacieśnianie polityki nacjonalistycznej, wymierzonej przede wszystkim w zachód, reprezentowany przez Stany Zjednoczone. Chińscy decydenci nie mieli wątpliwości, jak możemy przeczytać w książce „Chiny w okresie transformacji”, że protesty studentów inspirowane były tajna, amerykańską agenturą, a świadczyć o tym miały m.in. plakaty trzymane przez protestujących. W rzeczywistości autor ocenia, że przynajmniej część protestów miała charakter zupełnie spontaniczny, jednak dla władz w Pekinie, promujących transformację komunistyczną i dobrobyt z niej płynący dla szerokiej masy społeczeństwa, nie do przyjęcia była narracja zbuntowanych obywateli, żądających poszanowania praw obywatelskich. W podobnej sytuacji rządzący mogą rozmawiać z protestującymi albo wskazać jak jako winnych i rozliczyć za popełnione przewinienia. W latach 90’ XX wieku autorytarny system rządów w Chińskiej Republice Ludowej był wciąż melodią przyszłości, Państwo Środka było wciąż słabe, rozgrywane przez inne, potężniejsze mocarstwa. Chiny traktowane były jako „Światowa montownia”, gdzie niskie koszty pracy oraz brak egzekucji praw i wolności pracowników, pozwalał na potęgę bogacić się zachodnim koncernom, sprzedający swoje produkty konsumentom na obszarze Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej. Krótko po wydarzeniach na placu Tiananmen, Pekin mocno ograniczył możliwości jakichkolwiek protestów, a świat obiegły zdjęcia, gdy pokojowych demonstrantów rozjeżdżały potężne czołgi. Na zachodnie uznano te działania za godne potępienia, mało kto jednak zawracał sobie nimi głowę, faktury się zgadzały, a zachód czerpał profity ze swojej marży. Obecnie, w trzeciej dekadzie XXI wieku nikogo już nie dziwi, że miliony Ujgurów osadzono w „obozach reedukacyjnych”, stanowiących de facto współczesne obozy pracy, kojarzone z III Rzesza czy też Związkiem Radzieckim.
Andrzej Bolesta przedstawia zagrożenia płynące ze strony Państwa Środka dla zachodniej cywilizacji, wskazuje również na uwarunkowania kulturowe, które wpłynęły na negatywną postawę Pekinu wobec państw skupionych wokół Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. W książce „Chiny w okresie transformacji” możemy przeczytać, że rozumienie świata przez mieszkańców Państwa Środka zdecydowanie różni się od tego europejskiego. Na starym kontynencie wojny o regionalnym charakterze toczono nieprzerwanie w każdym stuleciu. Tymczasem na kontynencie azjatyckim sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Zdaniem polskiego badacza, Państwo Środka pozostawało przez blisko trzy tysiące lat we względnym spokoju, nieniepokojone przez swoich sąsiadów. Jedyną cywilizacją godną rzucenia wyzwania Chinom pozostawały Indie, te jednak były oddzielne od swojego sąsiada z północy potężnymi masywami górskimi Himalajów. Co ciekawe, Państwo Środka już w XV wieku podjęło decyzję o totalnej izolacji od świata zewnętrznego. Symbolem tej decyzji było doszczętne spalenie chińskiej floty, która przed pięcioma wiekami według źródeł miała być większa, aniżeli... współczesna marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych. Chińscy Cesarze budowali Wielki Mur nie po to, abyśmy w XXI wieku pytali, czy widać go z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale przede wszystkim w celu separacji od świata zewnętrznego. Andrzej Bolesta zwraca uwagę na różne podejście mieszkańców Chin oraz Europy. Na starym kontynencie omawiany okres historii był potężnym impulsem do zmian – odkrycie drogi do Ameryki przez Kolumba, kolejno kolonizacja nowego świata i mocna deprecjacja złota z tytułu jego importu z Meksyku czy zachodnich krańców USA. W kolejnych trzech stuleciach miała dokonać się rewolucja przemysłowa, która zmieniła zupełnie charakter wykonywanej przez ludzi pracy i pchnęła ludzkość w kierunku postmodernizmu. Tymczasem w Państwie Środka jak czytamy w książce„Chiny w okresie transformacji”, panował wówczas potężny regres, związany z polityka izolacji. Chińscy cesarze pozostawali długo przekonani, że władają potężnymi ziemiami i nie ma wokół nich żadnego istotnego zagrożenia. Taki pogląd nie był zupełnie pozbawiony sensu – abstrahując od oczywistego braku informacji w zakresie wydarzeń na drugim końcu świata, kolejni władcy Chin doskonale rozumieli, że dla ościennych narodów Azji centralnej, chińska kultura pozostawała najbardziej atrakcyjną. Nawet jeśli lokalni watażkowie rośli w siłę i podbijali jakieś regiony Państwa Środka, stopniowo, acz konsekwentnie asymilowali się z jego mieszkańcami, przyjmując język, zwyczaje i kulturę chińskiej cywilizacji. Do czasu, a czas ten wyznacza połowa XIX wieku, kiedy na Morzu Południowochińskim pojawiły się okręty Imperium Brytyjskiego. Jak podkreśla Andrzej Bolesta, tak rozpoczęło się w Chinach „stulecie upokorzeń”. Państwo Środka zostało pierwszy raz w swojej historii rzucone na kolana, a zwycięzcy okazali chińskiej kulturze ignorancję oraz pogardę, jakiej mieszkańcy tej wielkiej cywilizacji nie widzieli nigdy wcześniej. Potrzeba było kolejnych dekad, aby Państwo Środka powstało niczym feniks z popiołów i zadziwiło cały świat.
Kontekst historyczno – kulturowy zajmuje sporo miejsca w książce „Chiny w okresie transformacji”. Nie może być inaczej, sinolodzy na całym świecie zgadzają się, że nie da się zrozumieć współczesnych Chin bez znajomości ich najnowszej historii, o której pamięć wyznacza decyzje władz w Pekinie w ciągu ostatnich czterech dekad. Pragnę was uspokoić: Andrzej Bolesta rezygnuje z meczącej faktologii, zamiast tego proponuje czytelnikom historiograficzną podróż po wydarzeniach obejmujących tytułową transformację w Chinach. Autor wspomina o roli Mao Zedonga, który 1 października 1949 roku proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej i obecnie uważany jest za założyciela nowoczesnych Chin. To o tyle ciekawe, że kolejna trzy dekady, bo wspomnianej wyżej proklamacji wcale nie były dla Państwa Środka czasem dynamicznego wzrostu. Przeciwnie, jeszcze w latach 70’ Chiny były jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, zamykając światowe notowanie w zakresie na równi z nierozwiniętymi krajami Afryki Wschodniej. Jak to się zatem stało, że za życia naszych rodziców Państwo Środka z jednego z biedniejszych krajów na świecie stało się hegemonem, zdolnym do rzucenia wyzwania Stanom Zjednoczonym? W książce „Chiny w okresie transformacji” autor sporo miejsca poświęca reformom Deng Xiaopinga. Człowiek ten uchodził za niskiego wzrostem, ale perspektywy przed Chinami kreślił wyjątkowo ambitne. Państwo Środka miało stopniowo się emancypować, rzecz w tym, że znajdowało się pomiędzy dwoma konkurującymi ze sobą blokami: zachodnim, reprezentowanym przez USA, oraz wschodnim, reprezentowanym przez ZSRR. Andrzej Bolesta opisuje kontakty na szczytach władzy pomiędzy Stanami Jednoczonymi oraz Chinami, jako próbę wciągnięcia tych drugich do rozgrywki skierowanej przez amerykańską administrację wobec władz w Moskwie. Ciekawostką może być fakt, że nawet dziś nie znamy szczegółów tamtych ustaleń, wydaje się jednak, że Pekinowi obiecano bardzo dużo, jednocześnie niczego nie oczekując w zamian. Polski badacz przedstawia pogląd, że w jego opinii Chiny długo nie zdradzały swoich prawdziwych intencji, zamiast tego zawierały korzystne dla zachodu umowy, które mieszkańcom Chin dawały przede wszystkim szansę na wyjście z roli „światowej montowni”. Mieszkańcy Państwa Środka konsekwentnie przyswajali sobie nowe technologie i trudno uwierzyć, że w ciągu zaledwie kilku dekad udało im się skopiować większość rozwiązań amerykańskiego dorobku w tym zakresie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że chińscy decydenci byli wyjątkowo skuteczni w swoich działaniach, skoro w trzeciej dekadzie XXI wieku co rusz słychać, o zatrzymanych w USA oraz Kanadzie szpiegach pochodzenia chińskiego. Swoja droga to znak czasów — pół wieku temu szpiegowanie miało charakter polityczny, a przez to było je łatwiej wykryć i kolejno udowodnić. Współcześnie szpiegostwo ma przede wszystkim wymiar gospodarczy, a wartością jest informacja oraz umiejętność jej zdobycia. Pekin doskonale zdaje się rozumieć ów prawidłowość, a rozmowy o szpiegach mają aktualnie miejsce... nawet przed kamerami. Trudno powiedzieć czy przewodniczący Chińskiej Partii Komunistycznej miał świadomość, że był nagrywany podczas rozmowy z premierem Kanady na szczycie G20. Słowa, jakie tam padły, wyraźnie wskazują na zaogniony charakter relacji Pekinu z kontynentem północnoamerykańskim.
Kiedyś mocniej interesowałem się polityką wewnętrzną naszego kraju, z czasem zrozumiałem, że to nic więcej jak tylko teatr ku uciesze gawiedzi. W naszym kraju od blisko dwóch dekad rządzą Ci sami ludzie, którzy wymieniają się stołkami i nie mają nic nowego do zaproponowania, pomijając podatek inflacyjny, jaki uderza najmocniej w klasę średnią. O ile jednak rodzima polityka przypomina piaskownicę z małymi chłopcami, tak światowy lad i porządek bywa regulowany przez przywódców wielkich mocarstw, takich jak USA czy Chiny, a brak porozumienia między nimi może przynieść światu III Wojnę Światową. Czy mamy się czego bać? Czy świat w latach 20’ XXI wieku zmierza nieuchronnie do konfrontacji, której wszyscy będziemy świadkami? Spodziewałem się znaleźć odpowiedzi na moje pytania w książce „Chiny w okresie transformacji”. Andrzej Bolesta przedstawił drogę, jaką pokonały Chiny do stania się ponownie kluczowym graczem na arenie międzynarodowej i niepokoić może fakt, że narracja chińskich dysydentów budowana jest wokół nienawiści wobec zachodu. Chińska Partia Komunistyczna liczy sobie ponad sto milionów członków, samych Chińczyków jest aktualnie blisko 1,5 miliarda na świecie, czyli co piąty człowiek ma genezę cywilizacji chińskiej. To szalone liczy, trudne do wyobrażenia w warunkach europejskich. Andrzej Bolesta nie straszy nimi, lecz wskazuje na potrzebę refleksji nad spojrzeniem wyższości zachodu na Państwo Środka, które trwa od blisko dwóch wieków. Wcześniej, kiedy w Europie nadal ludzie wymieniali się szyszkami w ramach gospodarki barterowej, w Chinach wynaleziono już koło proch i kompas. A obecnie, kiedy w Europie prowadzi się ożywioną dyskusję wobec spraw natury światopoglądowej, w Państwie Środka 2019 roku wygenerowano 7% wszystkich patentów na świecie. To 30% więcej niż w roku poprzednim.
„Chiny w okresie transformacji” to opracowanie wydane przez Wydawnictwo Akademickie „Dialog”, książka nie jest długa, czyta się ją jak solidną, przemyślaną monografię z elementami publicystyki. Książka ma miękką oprawę, a mój egzemplarz, mimo iż liczy sobie już kilka lat, zachował się w doskonałym stanie. Polecam książkę Andrzej Bolesta wszystkim czytelnikom, pragnących o świecie wiedzieć więcej!